Rage czuł się tak, jakby ktoś wrzucił go
do wirówki i odpalił najwyższe obroty.
Gwałtownie wciągnął powietrze, opadając
plecami na oparcie kanapy. W skroniach pulsował mu tępy ból, a krew
błyskawicznie odpłynęła z twarzy, ustępując miejsca woskowej bladości. Z trudem
próbował połączyć fakty. Przed sekundą dławił się z pożądania w objęciach
Doriana, a teraz w progu salonu stało trzech funkcjonariuszy w cywilu,
przypominających stereotypowych, tanich tajniaków z kryminałów klasy B.
Odwrócił głowę, z przerażeniem patrząc
na intruzów. Zacisnął dłonie na krawędzi poduszki, desperacko próbując
przywrócić swojej twarzy wyraz maskującej obojętności i zdusić rumieńce, które
bezlitośnie zdradzały, co działo się tu przed chwilą. Jego nabrzmiałe od
pocałunków wargi rozchyliły się niemo, ale nie wydał z siebie żadnego dźwięku.
Przeniósł zdezorientowane spojrzenie na
Doriana, a potem na kulącego się w przedpokoju Michaela. To ten uroczy,
bezbronny blondynek, tak wylewnie witany przez malarza na parkingu, sprowadził
tu obcych mężczyzn, doszczętnie rujnując intymność, do której Rage wreszcie odważył
się dopuścić. Pisarz wyobraził sobie morderczą furię, jaka musiała teraz wrzeć
w jego niedoszłym kochanku. Powietrze w salonie zgęstniało tak bardzo, że
niemal dusiło.
– Michael, spokojnie. Nic się nie stało
– głos Doriana był nienaturalnie opanowany, wręcz łagodny, co kontrastowało z
jego ciężko unoszącą się klatką piersiową. Szybko odzyskał kontrolę nad
emocjami. – Panowie nie mają przecież złych zamiarów, prawda?
To ostatnie zdanie rzucił w stronę
policjantów.
Jeden z nich, milczący drągal w taniej
kurtce, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni policyjną odznakę i ruszył w stronę
malarza. Dorian błyskawicznie ominął kanapę, odgradzając Rage’a od
funkcjonariuszy. Zanim się odwrócił, posłał pisarzowi krótkie, porozumiewawcze
spojrzenie.
– Oczywiście – odburknął gliniarz,
chowając blachę. – Mamy tylko kilka rutynowych pytań i zaraz znikamy. Pozwoli
pan na słówko?
Dorian bez słowa ruszył w stronę
przedpokoju, zmuszając policjantów do cofnięcia się. Nie zamierzał dyskutować o
niczym przy Rage'u, ani tym bardziej narażać go na policyjne przesłuchanie.
Polecił też Michaelowi zostać w salonie, po czym zamknął za sobą i
funkcjonariuszami drzwi.
Rage wypuścił z płuc powietrze, które
dławił w sobie od dłuższego czasu. Oparł łokcie na kolanach i ukrył twarz w
dłoniach, masując pulsujące skronie.
– Mam nadzieję, że chociaż ty mi
powiesz, o co tu do cholery chodzi – rzucił chłodno, zerkając na Michaela.
Klepnął miejsce na kanapie obok siebie.
Cisza za drzwiami przedpokoju dobijała
go. Strach o własną reputację mieszał się z irracjonalną obawą, że Doriana po
prostu zabiorą, zostawiając go tu samego w absolutnej niewiedzy.
– Ja? – pisnął blondyn, zajmując brzeżek
kanapy, jakby ta miała go zaraz oparzyć. Był blady jak kreda, a jego klatka
piersiowa unosiła się w panicznym rytmie. Zrozpaczonym wzrokiem zerkał w stronę
przedpokoju. – Ja nic nie wiem! Przyszli do mnie do domu, bo ktoś im doniósł,
że znam Doriana. Pokazali odznaki i powiedzieli, że muszą z nim natychmiast
porozmawiać. Co miałem zrobić?! Pozwolić, by pojechali tu sami? A jeśli on
potrzebowałby pomocy?!
Chłopak zakrył twarz dłońmi i wydał z
siebie stłumiony, żałosny dźwięk, przypominający skomlenie.
Rage nie czuł najmniejszej ochoty na
okazywanie empatii. Nie był Dorianem. Nie zamierzał klepać tego histeryka po
plecach ani głaskać go po głowie.
– Ogarnij się. I tak byś mu nie pomógł –
wycedził lodowato, wpatrując się w trzęsące się ramiona blondyna. – Przyjdzie
i, miejmy nadzieję, wszystko nam wyjaśni.
Zacisnął palce na skroniach. Miał ochotę
upić się do nieprzytomności i zresetować ten dzień. Obiecał sobie w duchu, że
jeśli jeszcze kiedykolwiek Dorian zaproponuje mu cokolwiek, to spotkają się na
jego terenie – w sterylnym, bezpiecznym mieszkaniu pisarza.
Michael podniósł na niego spłoszone,
zaczerwienione oczy. Nikt nigdy nie odzywał się do niego tak brutalnie.
Zmarszczył brwi, gotów na obronną ripostę, ale widząc, jak Rage zmaga się z
migreną, zrezygnował z ataku.
– Chcesz tabletkę? Boli cię głowa –
powiedział cicho, całkowicie zmieniając ton. Znał układ tego domu na pamięć.
Wstał i ruszył do jednej z szafek w salonie.
Dźwięk trzaskających drzwi wejściowych
uciął temat.
– Co za cholerny, paranoiczny kraj. Co
za beznadziejna policja – głos Doriana, kipiący tłumioną wściekłością, wypełnił
pomieszczenie. – Zrobisz raz coś, czego większość nie pochwala, i do końca
życia będą cię ciągać po marginesach!
Malarz wpadł do salonu jak burza.
Zanim ktokolwiek zdążył zareagować,
podszedł do kanapy, chwycił dłoń Rage’a i brutalnie pociągnął go w górę. Nim
pisarz zdążył złapać równowagę, Dorian wpił się w jego usta – twardo, zaborczo
i drapieżnie. Pocałunek był gwałtowny, ale trwał tylko sekundę.
– Przepraszam – rzucił chrapliwie
Dorian, odrywając się od oszołomionego szatyna. Odwrócił się w stronę Michaela,
który stał z fiolką tabletek w dłoni, wpatrując się w nich z rozdziawionymi
ustami. – Nie martw się, młody. To nie twoja wina. Dzięki za to.
Malarz odebrał blondynowi leki i wrzucił
je z powrotem do szafki, zatrzaskując front z głuchym stukotem.
– Możesz w końcu powiedzieć, co się
stało? – wykrztusił Rage. Chwiał się lekko na nogach. Ten brutalny,
niespodziewany pocałunek wybił go z resztek logiki, a fala ciepła, która zalała
jego ciało, walczyła ze wściekłością na całą tę absurdalną sytuację. Opadł na
kanapę i podniósł z podłogi pustą, zgniecioną puszkę po napoju, obracając ją w
dłoniach, byle tylko czymś zająć palce.
Dorian zamilkł na moment, opierając się
o kredens.
– Znaleźli jednego z kumpli twojego
brata. Nieprzytomnego. Leży na ostrym dyżurze w ciężkim stanie – zaczął
chłodno. – Jakiś świadek doniósł, że widział rano na parkingu, jak groziłem tej
konkretnej grupie, stając w obronie Michaela. Wniosek nasuwa się sam: główny
podejrzany o pobicie? Dorian Mort.
Nie musiał dodawać nic więcej. Sytuacja
była jasna i śmierdziała problemami na odległość.
Dorian wyciągnął z barku butelkę
drogiej, bursztynowej whisky. Gdy Michael otworzył usta, gotowy wylać z siebie
rzekę przeprosin, malarz uciszył go jednym stanowczym gestem dłoni.
– Idź do domu, Michaś. Proszę. Zadzwonię
rano, zabiorę cię na uczelnię, ale teraz po prostu zniknij. Zostaw nas,
muszę... dokończyć próbę. Inaczej oszaleję od myślenia.
Michael nie protestował. Znał Doriana
wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że dyskusja nie ma sensu. Pomachał blado
Rage’owi i wyszedł.
Dorian odprowadził go do przedpokoju, po
czym przekręcił zamek w drzwiach wejściowych. Wracał szybkim, niemal nerwowym
krokiem. Wyjął z szafki dwie grube szklanki o podwójnym dnie i podał jedną z
nich pisarzowi.
– Powiedz, że mi nie odmówisz.
– To zależy, do czego zamierzasz mnie
przekonać – palnął Rage, wpatrując się w szkło. Wizja wypicia mocnego alkoholu
po takim dawce adrenaliny była niezwykle kusząca. – Powiedzieli ci chociaż, jak
ten chłopak miał na imię?
Poczuł lodowaty dreszcz. Myśl, że mógł
to być James lub jego własny brat, sprawiła, że zrobiło mu się niedobrze. To
wymagałoby od niego interwencji i wizyty w szpitalu, by nie zepsuć swojej
fasady "dobrego znajomego".
– Konrad. Albo coś w tym guście – odparł
zbywająco Dorian, nalewając sowitą porcję trunku do obu szklanek. Butelki nie
schował; zostawił ją na blacie jako nieme zapewnienie, że jedna kolejka dziś
nie wystarczy.
Rage odetchnął z ulgą. To nie był nikt,
o kogo musiałby się martwić.
– Wyrzucę to – mruknął, wymachując
pogniecioną puszką, i podniósł się z kanapy.
– Kuchnia na wprost – poinstruował
Dorian, unosząc swoją szklankę z ponurym uśmiechem i wypijając zawartość do dna
w jednym, płynnym ruchu. Natychmiast dolał sobie drugą porcję.
Rage minął go w drodze do kuchni.
Wyrzucił zgniecione aluminium do kosza pod zlewem, a potem oparł się o blat,
spodziewając się, że malarz zaraz za nim podąży. Nie pomylił się. Gdy tylko
chłopak stanął przed nim, pisarz wyciągnął dłoń, by odebrać swoją szklankę z
alkoholem.
– Ostrzegam, rzadko piję. Szybko urywa
mi się film i mogę zacząć pleść bzdury – uśmiechnął się krzywo, a jego czarne
oczy błysnęły w półmroku. Chciał się uspokoić, a z drugiej strony... alkohol w
połączeniu z bliskością tego chłopaka jawił się jako recepta na spektakularną
katastrofę.
Dorian podszedł bardzo blisko. Gdy Rage
odbierał szklankę, ich uda zetknęły się przez materiał jeansów.
Malarz skrzywił się, przypominając sobie
o problemach wiszących nad jego głową. Pociągnął potężny łyk whisky, odsuwając
się o zaledwie pół kroku.
– Resztę opowiem ci jutro. Rano muszę
zgłosić się na komendę w celu złożenia wyjaśnień. Nie będzie mnie na zajęciach,
ale jeśli chcesz, przyjadę po ciebie pod uczelnię i zdam relację.
– Dobrze. Ale tym razem pojedziemy do
mnie – zarządził Rage stanowczo, po czym wypił swoją porcję na raz. Skrzywił
się, ignorując palenie w przełyku, a rozchodzące się po żołądku ciepło niemal
natychmiast uderzyło mu do głowy. Odstawił pustą szklankę na kuchenny blat i
ponownie wyciągnął dłoń w kierunku chłopaka. Tym razem jednak, by brutalnie
zniwelować dzielący ich dystans.
Chwycił go za pasek od spodni i
przyciągnął do siebie tak mocno, że uderzyli o siebie biodrami.
– Nie uciekaj. I nie rozmawiajmy już o
tym. Wolę wrócić do tego, co robiliśmy, zanim wpadła tu policja – wyszeptał
niewinnie, po czym powoli oblizał wargi, delektując się smakiem alkoholu. – W
zasadzie te szafki kuchenne świetnie sprawdzą się jako rekwizyt w postaci
ściany. Możemy kontynuować próbę sceniczną.
Jego druga dłoń spoczęła na szerokiej
klatce piersiowej Doriana i zsunęła się prowokacyjnie w dół.
Dorian odstawił swoją szklankę na blat.
Alkohol już zdążył uderzyć mu do krwi, topiąc rozsądek i wyrzuty sumienia.
Bez wahania wsunął udo między nogi
Rage’a, wbijając go w krawędź kuchennej szafki. Jego dłonie objęły chłopaka w
pasie, przyciągając go jeszcze mocniej do siebie, aż do granicy bólu.
– Jesteś pewien, że to do tej sceny
chcesz wrócić? – Jego głos był chrapliwy, niebezpiecznie mroczny. Zbliżył twarz
do szyi chłopaka, pozwalając, by jego gorący oddech drażnił wrażliwą skórę, po
czym lekko, prowokująco musnął ją koniuszkiem języka.
– Tak. W końcu na końcu tej sztuki mam
umrzeć – zamruczał Rage, uśmiechając się pod nosem. Zamknął oczy, zaciągając
się zapachem męskich perfum wymieszanym z zapachem mocnej whisky. Był jak
narkotyk. Przesunął wargami po kości policzkowej Doriana, po czym zatrzymał
usta przy jego płatku ucha. – A ja chętnie umrę z rozkoszy...
Odchylił głowę, odsłaniając jasną,
pulsującą linię szyi, by dać chłopakowi pełen dostęp. To nie miało nic
wspólnego z próbą teatralną. Było surowe, pierwotne i naturalne. Zsunął dłonie
po plecach Doriana, szarpnął materiał jego koszulki i wsunął gorące palce pod
spód, zachłannie dotykając nagiej skóry.
Bliskość Rage’a działała na Doriana
obezwładniająco. Miewał wielu partnerów, ale nigdy nie czuł tak natychmiastowej,
elektryzującej chemii. Był to zaledwie pierwszy dzień ich znajomości, a obaj
tonęli w pożądaniu tak gwałtownym, że pozbawiało ich to jakichkolwiek hamulców.
– Możesz umierać z rozkoszy, słodki –
wyszeptał Dorian, zatapiając zęby w delikatnej skórze na szyi chłopaka. – Ale
czy koniecznie za pierwszym razem? Daj mi chociaż cień nadziei, że będę mógł
doprowadzać cię do tego stanu wielokrotnie.
Nie pytając o zgodę, dłonie malarza
wsunęły się pod sweter Rage’a, pozbawiając go odzienia jednym, szybkim ruchem.
Palce Doriana przesunęły się po nagim torsie chłopaka, drażniąc skórę
paznokciami. Ciało Rage’a nie było kulturystyczne, ale miało w sobie coś
niesamowicie zmysłowego. Spodnie, osadzone nisko na biodrach, eksponowały
wyraźną linię mięśni i zdradzały jego ekstremalne podniecenie.
– Możesz... tyle razy, ile tylko
zechcesz – wydał z siebie stłumiony jęk Rage.
Z błyskiem w czarnych oczach podciągnął
się i usiadł na zimnym, kuchennym blacie. Oplótł nogi wokół bioder Doriana,
przyciągając go do siebie z zachłanną siłą, a ramiona zarzucił mu na szyję.
Westchnął głośno, gdy ich krocza otarły się o siebie przez materiał spodni.
Dorian nie miał zamiaru odpuszczać.
Obejmował go udami Rage'a, wsuwając ręce pod jego pośladki, i uniósł go lekko w
górę, zaciskając dłonie z niemal brutalną siłą. Wpił się w usta pisarza.
To nie był romantyczny pocałunek. To był
atak. Przechylił go do tyłu, zmuszając do oparcia się o wiszące szafki. Chciał
zdominować każdy jego ruch. Chciał usłyszeć te jęki, o których chłopak pisał w
swoich tekstach, i zobaczyć, jak jego ciemne oczy zachodzą mgłą rozkoszy. Jego
język wdarł się do wnętrza ust Rage'a, pieszcząc podniebienie i łącząc się z
jego językiem w gorącym, mrocznym tańcu.
Rage oddawał pocałunek z furią, o jaką
nigdy by siebie nie podejrzewał. Świat zawirował. Uścisk jego ud wokół bioder
Doriana stał się wręcz rozpaczliwy, a palce wbijały się w jego nagie plecy z
siłą, która musiała zostawić ślady. Zazwyczaj opanowany i chłodny, teraz
błagał, by Dorian potraktował go ostro, by rozdarł jego poukładany świat na
strzępy.
Brakowało mu powietrza, ale nie dbał o
to. Otarł się o biodra malarza jeszcze mocniej, wyrywając z siebie cichy,
gardłowy jęk.
W końcu nie wytrzymał tego napięcia.
Potrzebował zobaczyć jego oczy.
Przeniósł dłoń z karku Doriana na jego
twarz, odsuwając go na kilka centymetrów. Dyszał ciężko, przygryzając
opuchniętą wargę. Jego czarne oczy przypominały nocne niebo, pełne pożądania i
desperacji. Niemym spojrzeniem błagał o więcej.
Dorian odpowiedział wzrokiem, w którym nie
było już nic ludzkiego – czysta, surowa żądza.
Zjechał dłonią po klatce piersiowej
Rage'a i jednym, szybkim ruchem rozpiął pasek jego spodni. Chłopak nie
oponował. Zaledwie kilkanaście sekund później Rage siedział na blacie zupełnie
nagi, drżąc w chłodnym powietrzu kuchni.
Dorian ponownie uwięził pośladki
chłopaka w swoich dłoniach, przyciągając go na skraj szafki, tak by znalazł się
dokładnie w jego ramionach, po czym ponownie pożarł jego usta.
Rage czuł się obdarty ze wszystkich
tajemnic. Obnażony fizycznie i emocjonalnie, walczył ze sobą samym, chcąc
poddać się całkowicie. Czuł się przy tym chłopaku dziwnie bezpiecznie. Jęknął w
usta malarza, sfrustrowany barierą materiału, w jaki wciąż był ubrany Dorian.
– Dorian... – wyrzucił z siebie
błagalnie, gdy tylko ich wargi na ułamek sekundy się rozłączyły.
Drżącymi z podniecenia palcami wsunął
się między ich ciała, desperacko próbując rozpiąć rozporek Doriana. Zrobił to
niezgrabnie, ręce trzęsły mu się z emocji i nagłego chłodu.
Malarz, czując jego intencje, zatrzymał
dłonie chłopaka, chwytając go za nadgarstki. Odciągnął jego ramiona do tyłu,
unieruchamiając je za plecami Rage'a.
– Bądź grzeczny – mruknął tuż przy jego
wargach, drażniąc je koniuszkiem języka. – Bardzo grzeczny.
Zamiast pocałunku, zjechał ustami niżej.
Naznaczył wilgotną ścieżkę od linii żuchwy, przez jabłko Adama, aż po lewą
pierś chłopaka. Wziął w wargi sterczący sutek, pociągając go lekko zębami,
wywołując u Rage'a głośny syk. – Jesteś niewiarygodnie smaczny. Taki kusząco
rozpalony...
Jego język objechał drugi sutek,
torturując pisarza powolnym tempem, podczas gdy ręce Rage'a pozostawały
zablokowane za jego plecami.
Rage drżał. Obserwował ciemną czuprynę
Doriana wędrującą po jego ciele i wstrzymał oddech. Nie miał ochoty być
grzeczny, ale urok tego człowieka działał na niego paraliżująco.
– Dorian, błagam cię... – wyjęczał,
wysuwając biodra do przodu tak mocno, że niemal zsunął się z szafki. Utrzymał
się jedynie dzięki silnemu uściskowi własnych ud wokół talii malarza. Otarcie,
do którego w ten sposób doprowadził, wyostrzyło jego podniecenie do granic
możliwości.
– Szszsz... – Dorian puścił jeden z
nadgarstków chłopaka i przyłożył palec do jego warg. – Ani słowa.
Wolna dłoń malarza opadła na podbrzusze
chłopaka. Pisarz wstrzymał oddech w oczekiwaniu, ale ręka zniknęła równie
szybko, jak się pojawiła. Dorian odwrócił się i otworzył lodówkę, z której
wyciągnął garść zimnych czereśni.
Rage spojrzał na błyszczące, ciemnoczerwone
owoce zdezorientowany. Dorian uśmiechnął się chytrze, ujął jedną czereśnię za
ogonek i podniósł ją na wysokość ust chłopaka.
– Puszczę twoje ręce, jeśli obiecasz mi
absolutne posłuszeństwo – powiedział cicho, przesuwając zimnym owocem po
wargach Rage'a. Słodki, owocowy zapach zmieszał się z napięciem w powietrzu.
– No dobrze... – wychrypiał pisarz.
Jego oczy śledziły każdy ruch malarza.
Oblizał usta i rozchylił wargi, chwytając owoc. Nie wiedział, co Dorian
planuje, ale ta perwersyjna gra na czas zapowiadała się obiecująco. Dorian
puścił jego ręce, a Rage natychmiast oprał dłonie na blacie za sobą, oddychając
nierówno. Oczekiwanie podsycało jego pożądanie jak benzyna.
– Weź je i idziemy – rozkazał cicho
Dorian, wskazując na resztę czereśni leżących na blacie. W jego głosie brzmiała
obietnica czegoś absolutnie grzesznego.
Malarz zgarnął puste szklanki i ruszył
do salonu, pewny, że chłopak podąży za nim jak zahipnotyzowany.
Gdy obaj znaleźli się w pokoju, Dorian
podszedł do barku i nalał świeżą porcję whisky. Przeszedł przez pokój, stanął
przed nagim, siedzącym na kanapie Ragem i musnął jego wargi – delikatnie,
drażniąco. Wcisnął mu jedną ze szklanek do ręki.
– Siadaj i patrz – mruknął, całując jego
nagie ramię. Sam wciąż był w pełni ubrany, rozkoszując się widokiem
bezbronności pisarza.
Rage rzucił czereśnie obok siebie.
Zmrużył oczy, wodząc wzrokiem po ubranym wciąż chłopaku. Czuł się absurdalnie,
będąc jedynym nagim człowiekiem w pomieszczeniu, ale za nic w świecie by tego
teraz nie przerwał.
– A mogę się chociaż napić, czy tego też
mi zabronisz? – zapytał zadziornie. Zamoczył palec w złocistym trunku i powoli
go oblizał, prowokacyjnie uśmiechając się do malarza.
– Nie tak.
Dorian wyrwał mu szklankę z dłoni i
postawił ją na stole. Sam wypił potężny łyk whisky ze swojej, ale nie
przełknął. Pochylił się nad Ragem, przyciągając go za kark, i wpijając się w
jego usta. Złoty, palący płyn przelał się z ust Doriana do ust chłopaka,
ogrzany ich wspólnym ciepłem.
Pisarz jęknął z zaskoczenia, przymykając
oczy, gdy gorący alkohol popłynął mu do gardła.
W tym samym czasie Dorian bezczelnie
usiadł mu na udach – okrakiem, tak blisko, że Rage poczuł twardość jego erekcji
przez materiał spodni. Pisarz zacisnął dłoń na biodrze Doriana, przyciągając go
mocniej do siebie, i odchylił głowę, tonąc w alkoholowo-zmysłowym zamroczeniu.
– Tak smakuje o wiele lepiej, prawda? –
mruknął z satysfakcją Dorian, po czym wziął kolejny łyk z własnej szklanki, by
ponownie napoić nim Rage'a, dręcząc go coraz silniejszym naciskiem swoich bioder.
Klęczał na nim tak długo, aż opróżnił
całe naczynie, wprost w usta posłusznego kochanka. Gdy skończył, odrzucił szkło
na bok i uśmiechnął się drapieżnie.
– Jesteś cudowny. Taki uległy. Mógłbym z
tobą zrobić wszystko, co tylko bym zechciał.
Rage oddychał płytko, niemal
nieprzytomny z napięcia. Spojrzał w twarz malarza z nagłą, surową powagą.
– Chcę więcej – odparł cicho, ignorując
pytanie. – Zwiąż mi ręce, jeśli nie chcesz, żebym zerwał z ciebie te ubrania.
Dorian zaśmiał się gardłowo.
– A ja chcę, żebyś zobaczył, jak to jest
płonąć z bólu i wreszcie dostać to, czego tak bardzo pożądasz.
Oderwał wzrok od twarzy chłopaka i
spojrzał na porzucone na kanapie czereśnie. Zebrał je, po czym... wrzucił do
resztki whisky, pozostawionej w szklance Rage'a. Następnie chwycił chłopaka za
ramiona i powalił go na plecy.
Wpił się w jego usta w brutalnym,
dominującym pocałunku, nie pozwalając mu na żaden sprzeciw, a dłońmi krępując
jego nadgarstki ponad głową.
Pisarz jęknął głośno, całkowicie oddając
się tej fali agresji i namiętności. Cierpiał – jego własne, pulsujące
podniecenie domagało się dotyku, domagało się ulgi. Szarpnął się, by objąć
chłopaka, ale Dorian trzymał go bezlitośnie mocno. Rage poczuł, że łzy
bezsilności i absolutnego głodu pieką go pod powiekami.
Dorian w końcu oderwał się od niego.
Płynnym ruchem zrzucił z siebie koszulkę i spodnie, obnażając wyrzeźbione,
mokre od potu ciało.
Sięgnął po szklankę z czereśniami
zanurzonymi w whisky. Wyciągnął jeden owoc i ułożył go na ustach leżącego pod
nim chłopaka.
Rage kłapnął zębami, warknął
ostrzegawczo z irytacji, ale gdy spojrzał na twardego, wilgotnego członka
Doriana tuż nad sobą, cały sprzeciw wyparował. Rozchylił wargi, pozwalając, by
krople whisky i sok z czereśni spłynęły mu po brodzie.
Dorian nie czekał. Odsunął owoc i zlizał
alkohol zmieszany z sokiem prosto ze skóry chłopaka.
Pozostałe czereśnie wyciągnął ze
szklanki, rozsypując je na nagiej klatce piersiowej Rage'a. Alkohol kapał na
rozgrzaną skórę. Dorian pochylił się, zlizując go z precyzją, chwytając słodkie
owoce wprost z torsu aktora, przygryzając delikatną skórę i dręcząc chłopaka do
granic możliwości.
Zanim Rage zdołał się otrząsnąć z tych
tortur, Dorian powrócił do jego ust, całując go głęboko i namiętnie.
Pisarz był na krawędzi. Szarpnął się,
objął pośladki malarza i otarł się o niego z furią, błagając o wejście.
Dorian przerwał pieszczoty. Przesunął
dłonie wzdłuż ud chłopaka, przyciągnął je do siebie i jednym, zdecydowanym,
potężnym ruchem wbił się w jego wnętrze, aż po samą nasadę.
Rage rzucił głowę do tyłu. Z jego gardła
wyrwał się ogłuszający, niemy krzyk. Piekący ból natychmiast ustąpił miejsca
eksplodującej fali rozkoszy, która zwaliła go z nóg.
Wbił palce w oparcie kanapy, unosząc
biodra, by wepchnąć chłopaka jeszcze głębiej.
– Dorian... mocniej... błagam cię –
wychrypiał.
Malarz nie potrzebował zachęty. Oparł
dłonie po obu stronach głowy Rage'a i rozpoczął równe, brutalne pchnięcia,
wsuwając się w niego całkowicie i wyciągając niemal do końca. Taniec ich ciał
był gwałtowny, przekraczający granicę bólu, podsycany agresywną, wibrującą
namiętnością. Paznokcie Rage'a zorały plecy malarza, pozostawiając na nich
czerwone ślady, a on sam wyginał się w łuk, domagając się jeszcze większej
głębi.
W końcu Dorian wysunął się z niego
całkowicie, chwytając chłopaka za ramiona i podciągając go w górę.
– Odwróć się. Oprzyj się o kanapę –
warknął chrapliwie.
Rage wydał jęk zawodu, ale bez wahania
spełnił rozkaz. Oparł klatkę piersiową o siedzisko, wyginając plecy w łuk i
eksponując się całkowicie. Zanim Dorian wszedł w niego ponownie, przejechał
gorącym językiem wzdłuż jego kręgosłupa, wywołując u pisarza spazm.
A potem uderzył w niego z pełną siłą.
Pchnięcia były miażdżące. Rage zagryzł
wargi, łapiąc z trudem powietrze, a jego jęki mieszały się z urywanym oddechem
malarza. Krew buzowała, a każda komórka jego ciała płonęła z ekstazy.
Całkowicie zatracił się w tej zwierzęcej agresji. Kiedy Dorian przyspieszył,
chwytając go mocno za włosy i przyciągając jego głowę do tyłu, Rage
eksplodował. Szarpnął się konwulsyjnie, wykrzykując imię Doriana, podczas gdy
malarz ułamki sekund później zalał jego wnętrze swoim nasieniem, wzdrygając się
w potężnym orgazmie.
Opadli na siebie, wyczerpani.
Dorian delikatnie otoczył chłopaka
ramionami, pociągając go na plecy, by ułożyć się obok niego. Jego dłonie
błądziły po rozgrzanym, wilgotnym od potu ciele Rage'a, jakby bał się, że za
chwilę ten ulotny sen pryśnie, a chłopak zniknie w mroku nocy.
– Jesteś... absolutnie cudowny –
wyszeptał mu do ucha, całując jego wilgotną skroń.
– Cieszę się. A teraz mnie pocałuj –
zażądał Rage. Wtulił się w ciepłe ciało Doriana. Było idealnie. Chciał
zapamiętać tę chwilę na zawsze.
Pocałunek był delikatny, przepełniony
leniwym zmęczeniem. Gdy się od siebie oderwali, Rage spojrzał na malarza z
nietypową dla siebie powagą. Przygryzł wargę.
– Chcę być z tobą. – Powiedział to cicho,
ale stanowczo. Zaszokowany własną odwagą, natychmiast odwrócił wzrok, wpatrując
się w dywan. – Chcę... spróbować.
Dorian zamarł na ułamek sekundy, po czym
ujął twarz chłopaka w dłonie, zmuszając go do spojrzenia mu w oczy.
– Nie uciekaj wzrokiem. Nie po tym, jak
zdobyłeś się na coś tak odważnego. – Ucałował kącik jego ust. Jego oczy
błyszczały ze szczęścia. – Zostań na noc. Zostań ze mną.
Rage westchnął ciężko, wtulając twarz w
ramię Doriana.
– Nie mogę. Muszę wracać do domu. Nie
teraz zaraz, ale dziś jeszcze. – Wiedział, że jeśli zostanie do rana, jego
panowanie nad sobą ostatecznie runie, a on ucieknie od tego uczucia w panice.
Potrzebował wrócić na swój bezpieczny grunt.
Dorian przełknął rozczarowanie. Nie
zamierzał na niego naciskać.
– Mogę mieć do ciebie chociaż małą
prośbę na jutro? – szepnął, gładząc opuszkiem palca nagie ramię chłopaka.
– Jaką?
– Chcę, żebyś rzucił na uczelni okiem na
Michaela. – Dłoń Doriana instynktownie, prowokacyjnie zsunęła się na podbrzusze
pisarza. – Nie prowadź go za rączkę, po prostu upewnij się w tłumie, że nikt go
nie gnębi, dopóki ja nie załatwię sprawy z policją.
Rage drgnął, czując wracające, łagodne
podniecenie.
– Postaram się. Może pogadam z
Jamesem... – urwał, łapiąc oddech, gdy palce malarza zjechały odrobinę niżej. –
Dorian... proszę. Jeśli tego nie przerwiesz, nie wyjdę stąd. A muszę wrócić.
Dorian ucałował jego skroń i, walcząc z
żalem i fizycznym niedosytem, zsunął się z kanapy. Założył bokserki i nalał
sobie ostatnią porcję whisky do szklanki. Alkohol miał zagłuszyć frustrację.
Rage zebrał z podłogi swoje rzeczy,
ubrał się w milczeniu, po czym podszedł do malarza. Wyglądał spokojnie, ale w
jego oczach lśnił dziwny żal.
– Zobaczymy się jutro. Masz moje słowo
co do Michaela. Nie jesteś zły, że uciekam?
Zamiast odpowiedzi, Dorian przyciągnął
go do siebie za pasek od spodni, złączając ich usta w mocnym, wymuszającym
uległość pocałunku.
– Odpracujesz mi to. Solennie ci to
obiecuję – mruknął drapieżnie.
– Nie mogę się doczekać – uśmiechnął się
uroczo Rage.
Wysunął się z jego objęć i skierował do
wyjścia. Czekał go długi spacer w chłodnym, nocnym powietrzu – jedyny ratunek
dla jego szalejących, ogłuszonych rozkoszą zmysłów.
Jak ty to potrafisz wszystko pięknie opisać. Tak się zaczytałam że omal nie wywołałam pożaru w kuchni ale było warto:) Pisz jeszcze bo już chcę next. To opowiadanie jest cudowne
OdpowiedzUsuńDorian jest mistrzem uwodzenia. Ta scena z czereśniami i alkoholem była świetna.Rage musiał chyba wcześniej ćwiczyć jogę, że udało mu się dotrwać bez wypadku do końca.Ale puszczanie podpitego chłopaka o tej porze samego chyba nie było zbyt dobrym pomysłem. Dla mnie to prawdziwy cud, że po takiej ostrej akcji miał jeszcze siłę wlec się do domu.
OdpowiedzUsuńJednym tchem przeczytałam wiadomą scenę i chcę więcej *_* Genialnie opisane, czekam na więcej takich. Postaci coraz bardziej mi się podobają, charaktery i wydarzenia się rozwijają. Świetny temat tak w ogóle ;)
OdpowiedzUsuńŚwietne... choć muszę przyznać, że parę razy się pogubiłem. To jest... moim zdaniem to prawie idealne opowiadanie. Chcę więcej i więcej... ;-)
OdpowiedzUsuń