Stwierdziłam, że zrobię coś nowego, od początku. Coś, czego może nie porzucę tak szybko, coś co da Wam chwilę radości.
środa, 1 lipca 2026
Przepraszam i zapraszam!
poniedziałek, 8 czerwca 2026
Rozdział VI [Fiodor]
Następnego wieczoru Peter pojawił się pod kamienicą Rosjanina. Ubrany był w prostą, pozbawioną krzykliwości koszulę i dżinsy, które przylegały do jego smukłych nóg znacznie ściślej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Kasztanowe loki ułożył w miękkie, artystyczne fale. Pod szyją połyskiwała dyskretnie jedwabna apaszka, ale tym razem zrezygnował z jakiegokolwiek makijażu. Prezentował się uderzająco naturalnie, wywyższony jedynie przez swoje czarne trampki na koturnie. Zadbawszy nawet o takie detale jak srebrne sznurówki, paradoksalnie nie wyróżniał się z tłumu. Oparty o chłodną cegłę budynku, walczył z przyjemnym, wibrującym w żołądku stresem. W końcu wyciągnął telefon, by po raz pierwszy usłyszeć głos Fiodora w słuchawce. Wizja nocy spędzonej w tajnym klubie u boku tego mrocznego mężczyzny wydawała się obezwładniająco kusząca.
— Da? Już schodzę.
Głos Fiodora był niski, odrobinę zniekształcony wysiłkiem – mężczyzna właśnie siłował się ze sznurówkami butów, co przy połamanych żebrach graniczyło z torturą. Jeszcze przed chwilą obiecywał sobie, że to był ostatni raz, gdy uległ pożądaniu w takim stanie. Gdyby miał absolutną pewność, że zdoła utrzymać ręce przy sobie, mając tego nagiego, bezwstydnego dzieciaka we własnej sypialni, nigdzie by się nie ruszał. Rozsądek przegrywał jednak z faktem, że gdzieś z tyłu głowy pulsowała mu absurdalna myśl: to była prawdziwa randka.
Dziesięć minut później pchnął ciężkie drzwi kamienicy. Z wyuczonym automatyzmem odpalił papierosa, wciągając w płuca chłodne, wieczorne powietrze, i rozejrzał się za tancerzem. Zanim jego wzrok odnalazł Petera, zarejestrował stojącą nieopodal miejską donicę. Niewiele myśląc, brutalnie urwał jeden z nielicznych, rozwiniętych kwiatów.
Podszedł do chłopaka i wręczył mu roślinę z tak ponurą, śmiertelnie poważną miną, jakby przekazywał mu zapalnik do bomby. — Tylko nie wpinaj we włosy, bo pewnie pryskają to jakimś chemicznym gównem — poinstruował, a w kącikach jego ust wreszcie zagościł cień uśmiechu. — Prowadź. Gdziekolwiek zamierzasz mnie uprowadzić.
Peter otworzył usta, by skomentować ten przedziwnie uroczy akt wandalizmu, ale ostatecznie tylko pokręcił głową z niedowierzaniem. Wsunął zgniecioną łodygę do kieszonki koszuli na piersi. Następnie odważnie sięgnął do karku mężczyzny, przyciągając go do siebie i kradnąc głęboki, smakujący tytoniem pocałunek. — Mhm. Teraz mogę uprowadzać — stwierdził z zadowoleniem, po czym pociągnął go za róg ulicy. — I tylko się nie krzyw. Nie jestem bananowym dzieckiem na utrzymaniu rodziców, urwałem się z tej smyczy dawno temu. On był zawsze mój i nie miałem serca go zostawić. Coś w nim trochę skrzypi i kaszle, ale...
Machnął ręką, prezentując swój środek transportu. Stary, miejscami zaniedbany, ale wciąż zapierający dech w piersiach Jaguar. Peter uśmiechnął się nieśmiało, otwierając przed Fiodorem drzwi pasażera, jak gdyby był to najzwyklejszy samochód na świecie.
— Dlaczego miałbym się krzywić? — zapytał Rosjanin, obrzucając maszynę rzeczoznawczym spojrzeniem. Pochodzenie auta mało go interesowało, choć stan karoserii sugerował, że Jaguar był w rodzinie od pokoleń. Zanim zajął miejsce, zlustrował wnętrze. Powstrzymał się przed odpaleniem kolejnego papierosa – skórzana tapicerka, choć zniszczona, wymagała szacunku. — Piękny wóz, ale błaga o generalny przegląd. Szkoda by go było złomować — ocenił fachowo. — Lakier do odświeżenia, wnętrze do impregnacji... Jest tu mnóstwo roboty. Skoro jesteś tak rygorystycznie samodzielny, to wiedz, że jego renowacja zeżre fortunę.
Gładził przy tym udo tancerza wolną dłonią. Przez moment rozważał, czy nie przygarnąć tego zabytku do swojego warsztatu, ale to oznaczałoby pozbawienie Petera transportu na długie tygodnie.
— Wiem — jęknął chłopak, przekręcając kluczyk.
Silnik Jaguara zakrztusił się metalicznie, rzęził przez dramatyczne sekundy, po czym z głębokim warkotem ożył. Ruszyli gładko w stronę świateł miasta. — Nie jeżdżę nim na co dzień. Tylko kiedy muszę, albo gdy jest specjalna okazja — uśmiechnął się łobuzersko do pasażera. — A przecież zabieram cię na randkę. Okazja jak się patrzy.
Oczywiście była też kwestia ran Fiodora – Peter nie zamierzał zmuszać go do długich spacerów czy jazdy komunikacją. Miasto pochłonęło ich swoim nocnym rytmem. Muzyka płynąca z zaskakująco sprawnych głośników tworzyła intymne tło dla dłoni Rosjanina, która z leniwą zaborczością spoczywała na udzie chłopaka.
Klub przywitał ich niepozornymi, metalowymi drzwiami w obdrapanym murze, nad którymi żarzył się fioletowy neon o nieodgadnionym kształcie. Peter wysiadł pierwszy. Przezornie nie chwycił mężczyzny za rękę, ograniczając się do powłóczystego, onieśmielonego spojrzenia, po czym szarpnął ciężkie wrota.
Uderzyła w nich ściana dźwięku i gęsty zapach drogich, męskich perfum. Wąski korytarz otwierał się na rozległą, zadymioną salę. Wszędzie stały kanapy uformowane w podkowy, niektóre otaczające lśniące rury do tańca. Jednak serce tego miejsca znajdowało się w centrum – odgrodzony barierkami, półokrągły teatr w rzymskim stylu. Scena znajdowała się na samym dole, a wokół niej pięły się rzędy niskich siedzisk wyłożonych aksamitnymi poduchami. To tam, w doskonałym oświetleniu, artyści dawali popis swoich umiejętności.
— Napijesz się czegoś? — zapytał Peter, odwracając się do kochanka.
Nagle jego oczy rozszerzyły się w panice. Odruchowo zrobił krok w tył, niemal chowając się za potężnymi plecami Rosjanina. Właśnie dostrzegł wchodzącego do loży Arthura.
— Niech będzie — odparł Fiodor, zanim wibrujące basy utrudniły konwersację.
Zgiełk i natłok kolorów nie robiły na nim większego wrażenia. Skłamałby, twierdząc, że to jego pierwszy raz w takim przybytku, choć od jego ostatnich wizyt upłynęło sporo czasu. — Kto to? — zapytał cicho, podążając za przerażonym wzrokiem tancerza.
Dostrzegł jedynie przystojnego, chłodnego blondyna i jego młodego towarzysza. Na widok tego drugiego, Fiodor sam poczuł irracjonalną chęć zapadnięcia się pod ziemię.
— Fiodor?! Zza pleców Arthura wychynął Aleksiej, z miną jakby właśnie zobaczył ducha. Dla Fiodora wciąż był to zagubiony, nieznający brutalnego życia siusiumajtek, ale w tym momencie jego głos przeciął powietrze niczym bicz. — Co ty tutaj robisz? — wysapał młody Rosjanin.
Zaskoczenie zagościło zarówno na twarzy eleganckiego Arthura, jak i chowającego się Petera. Uśmiech Aleksieja zgasł błyskawicznie, ustępując miejsca czystej furii. — Przyszedłem popatrzeć — odparł Fiodor czystym, lodowatym rosyjskim. Zamierzał dodać coś jeszcze, ale został uciszony wściekłym gestem brata.
— Mówiłeś, że faceci cię nie kręcą! — wybuchnął Aleksiej, machając rękami. — Zarzekałeś się, że to był tylko błąd młodości! A teraz widzę cię w klubie dla gejów, z facetem, który jest stuprocentowym gejem! I co? Gdzie te twoje kazania o byciu "normalnym"?! Już ci przeszło?! Mnie do dziś pieką plecy od pasa ojca, a ty przez lata łgałeś mu w żywe oczy, sprawiając, że to ja byłem tym najgorszym, zepsutym synem! Wiesz, ile musiałem wycierpieć, zanim uciekłem z domu?! Ty pieprzony...
Jego potok słów zwiastował, że za chwilę zaczną latać nie tylko wyzwiska, ale i szklanki. — Nie będzie już nikogo innego, Aleksieju — uciął Fiodor tonem tak ciężkim i ostatecznym, że po słowach tych zapadła absolutna, napięta cisza.
Dwaj wyjątkowo urodziwi tancerze wpatrywali się w swoich partnerów bez cienia zrozumienia. Język rosyjski nie był tu barierą – Arthur słyszał go regularnie z ust swojego kochanka (zarówno w chwilach uniesień, jak i kłótni), a Peter zdążył już przywyknąć do twardego akcentu Fiodora. Szokujące było to, że ich partnerzy wyraźnie dzielili ze sobą trudną, mroczną przeszłość.
Peter przygryzł wargę i opuścił wzrok, czując, jak jego twarz oblewa się gorącym purpą. Arthur tymczasem z chłodną kalkulacją analizował rysy twarzy starszego mężczyzny. Zarys kości policzkowych, identyczny błysk w oczach... Wniosek nasunął się sam. Zaborczym gestem objął wciąż drżącego Aleksieja. Odchrząknął, wysuwając dłoń w stronę Fiodora. — Arthur. Miło mi poznać. Czy zechcielibyście przejść na angielski, dla dobra ogółu? — zaproponował gładko, unosząc jasną brew.
Fiodor w innej sytuacji postąpiłby dokładnie tak samo jak Arthur. Jednak Peter stał schowany za jego plecami. Rosjanin sięgnął więc do tyłu, odnajdując dłoń chłopaka. Splotli palce. Uścisk był łagodny, pełen nieświadomej czułości. Nie ciągnął go do przodu, pozwalając mu przeczekać falę zażenowania w bezpiecznym cieniu. — Fiodor. Przepraszam za to. Czasami Alexa trochę ponosi, kiedy na siebie wpadamy — wyjaśnił, potrząsając dłonią blondyna z wymuszonym, męskim uśmiechem.
— Wcale mnie nie ponosi! — syknął Aleksiej z morderczym błyskiem w oku.
— Zakładam, że znacie Petera, hm? — kontynuował niewzruszenie Fiodor, gładząc kciukiem wierzch dłoni swojego partnera. — Może napijemy się czegoś i opowiecie mi o... tym wszystkim?
Słowa te brzmiały jak uprzejma propozycja, ale ton nie znosił sprzeciwu. Rosjanin właśnie zamienił ich randkę w konfrontację, za co zamierzał sowicie wynagrodzić Peterowi w domowym zaciszu.
Zza pleców mechanika dobiegło ciche sapnięcie porażki. Dłoń Petera była lodowata z nerwów. Nie miał pojęcia, jak Arthur postanowi zreferować ich znajomość, a tym bardziej bał się tego, co działo się w głowie Aleksieja. Nie wypadało jednak uciekać.
— Jeden drink nie zaszkodzi. Ale nie dotrzymamy wam długo towarzystwa. Mam dziś występ, a Alex wciąż się na mnie dąsa, choć też planował wyjść na scenę — odpowiedział Arthur, zręcznie torując im drogę przez tłum.
Przed Fiodorem ludzie po prostu rozstępowali się sami. Usiedli w czwórkę przy loży osłoniętej wysokimi oparciami ze skóry, które skutecznie tłumiły dudnienie basów. — Rzeczywiście, znamy się z Peterem doskonale. To mój uczeń, zresztą tak jak teraz Aleksiej. A ja jestem twórcą tych spotkań, więc nasze spotkanie było kwestią czasu. Chociaż Peter ostatnio zaniedbuje treningi — dodał Arthur z przyjaznym uśmiechem, który szatyn natychmiast odebrał jako jadowitą złośliwość. Skulił się w sobie.
— Nie miałem czasu — rzucił krótko Peter, szukając ratunku w szklance z alkoholem, licząc, że procenty rozluźnią ten węzeł w jego żołądku.
— Jesteś dość młodym nauczycielem — ocenił chłodno Fiodor, zerkając na Arthura.
Mechanik nie był głupcem. Wiedział, że ten cholerny Adonis sypia z jego młodszym bratem, ale nie zamierzał interweniować, dopóki Aleksiej nie prosił o pomoc. Potrafił też dodać dwa do dwóch w kwestii Petera i jego "nauczyciela". Fiodor nie był emocjonalnie ślepy – perfekcyjnie czytał napięcie panujące przy stoliku. Ta wiedza nie wywoływała w nim jednak współczucia, lecz prymitywną, terytorialną agresję. Peter był teraz jego. Fiodor potrafił zachować uprzejmą maskę, ale w środku aż wrzało.
— Peter jest ostatnio bardzo zajęty, odkąd dowiedział się, że naprawiam samochody. Nie może się zdecydować, czy woli reanimować swojego starego Jaguara, czy tańczyć. Mam jednak nadzieję, że wróci do tego, co kocha najbardziej — powiedział gładko, posyłając Peterowi wspierające spojrzenie. Następnie przeniósł wzrok na brata. — Sądzę też, że Aleksiej z powodzeniem nadrabia za nich obu — dodał z wyraźnym, rzadko spotykanym u niego sarkazmem. Zawsze podziwiał odwagę małolata, który potrafił uciec spod buta despotycznego ojca, ale wciąż czuł potrzebę ustawienia go do pionu. — I tak, dla jasności. Jesteśmy przyrodnim rodzeństwem.
Arthur posłał swojemu partnerowi spojrzenie pełne rozbawienia i ukrytego podziwu. — Daje radę — skwitował, mierzwiąc czule włosy Aleksieja. Zwilżył tylko usta alkoholem, zachowując trzeźwość umysłu.
— Wrócę do treningów. Miałem sporo na głowie. Zresztą, zbliżają się egzaminy, więc będę cię potrzebował — odezwał się w końcu Peter, nabierając odwagi, by spojrzeć w oczy swojemu byłemu kochankowi.
— To właśnie chciałem usłyszeć — odparł miękko Arthur, po czym znów zmierzył wzrokiem Rosjanina. — Podejrzewam, że twoja obecność zmotywuje Aleksieja do tego, by pokazać, na co go stać.
Występy na scenie szybko zatarły początkowe napięcie. Były zmysłowe, profesjonalne i całkowicie pochłaniające. Muzyka – dobierana przez samych artystów – odeszła od klubowego dudnienia na rzecz instrumentalnych, mrocznych kompozycji, a nawet muzyki klasycznej. Siedzieli blisko siebie. Peter, rozgrzany drinkiem, zuchwale zarzucił ramię na kark Fiodora, szepcząc mu do ucha branżowe sekrety. Umilkł dopiero, gdy artyści weszli na scenę. Kiedy pokaz Arthura i Aleksieja dobiegł końca, szatyn spojrzał na swojego mężczyznę z powagą.
— Dziękuję, że wstawiłeś się za mną przy stole. I wybacz, że musiałeś przez to przechodzić... To była dla mnie koszmarnie niezręczna sytuacja — wyznał szczerze, wciąż nie mogąc uwierzyć, że Fiodor publicznie dał mu takie wsparcie.
— Domyśliłem się — odpowiedział Fiodor, nie odrywając wzroku od parkietu.
Doceniał kunszt tancerzy, traktując ich występy z respektem należnym teatrowi. Wyraźniej ożywiał się jedynie, gdy w choreografii pojawiały się figury baletowe – balet był jedyną formą sztuki, którą jego surowa rosyjska rodzina uważała za godną uwagi. — Zastanawiam się tylko... czy Arthur jest ode mnie lepszy w łóżku — rzucił nagle, przenosząc ciężkie, ciemne spojrzenie na twarz Petera.
Chłopak na pewno nie spodziewał się takiej deklaracji z ust swojego poważnego, zamkniętego w sobie mechanika. Fiodor wykorzystał ten moment szoku. Zabrał ramię Petera ze swojego karku i zaborczo objął go wpół, przyciągając do swojego boku.
— Fiodor, na litość... — Peter zakrztusił się powietrzem. Zalał go purpurowy rumieniec. Zasłonił na moment twarz dłońmi, kręcąc głową w panice. — Nie mam zamiaru porównywać swojego tyłka do twoich byłych partnerek, więc ty naprawdę nie powinieneś robić statystyk waszych kutasów! — wysyczał gorączkowo.
W tym samym czasie prowadzący zapowiedział kolejny blok. Peter wziął głęboki wdech i uśmiechnął się, spoglądając na scenę. — Zauważyłem, że lubisz balet — powiedział, uważnie śledząc reakcję na twarzy mężczyzny. — Będę musiał trochę improwizować. Pewnie nie dorównam temu, co przed chwilą zaprezentował twój brat z Arthurem, ale...
Nie dokończył. Złożył szybki, palący pocałunek na zarośniętym policzku Fiodora i zbiegł prosto na scenę.
Jeśli Peter kiedykolwiek wątpił w swój talent, reakcja publiczności mówiła sama za siebie. Wirował w świetle reflektorów, łącząc klasyczne pas z drapieżną, nowoczesną zmysłowością. Udowadniał każdemu na sali, jak perfekcyjnie panuje nad swoim ciałem i... jak bardzo można go wygiąć. Kiedy muzyka wybrzmiała do końca, a sala eksplodowała oklaskami, wrócił do loży. Przysiadł obok Fiodora z uroczym, onieśmielonym uśmiechem.
— Zrobiłem z siebie idiotę? — zapytał cicho, a w jego zielonych oczach malowała się czysta, naiwna nadzieja na aprobatę.
— Było doskonale — odparł szczerze Fiodor, odwzajemniając pocałunek na gładkim policzku.
Obserwował wcześniej te klasyczne figury u innych, ale w wykonaniu Petera nabierały one innego, niszczycielskiego wymiaru. Ten śliczny, pogubiony chłopak miał w sobie coś na wskroś uzależniającego. Coś, co kazało Rosjaninowi otoczyć go murem i chronić przed całym światem. Każdy krok Petera na parkiecie ociekał surowym talentem. — I nie, absolutnie się nie wygłupiłeś. Ale nie licz na to, że pozwolę ci wykorzystywać tę giętkość w mojej sypialni — dodał chłodno.
Poziom rozciągnięcia chłopaka budził w nim czysto samcze, brutalne instynkty, których wolał nie spuszczać ze smyczy – zwłaszcza mając pęknięte żebra. Przez chwilę chciał wyznać, że wcale nie porównuje go do nikogo. Że po prostu, po ludzku, boi się, że pewnego dnia ten Adonis zechce odzyskać swojego zdolnego ucznia. Zamiast tego zacisnął szczęki. Nie zamierzał się tłumaczyć ze swoich słabości.
— Fiodor... — zaczął miękko Peter kilkadziesiąt minut później.
Siedział na kuchennym blacie w mieszkaniu Rosjanina, obracając w dłoniach szklankę z wodą. Jego torba została w Jaguarze, po prostu wprosił się na noc, nie pytając o zgodę. Adrenalina po występie i alkohol wciąż szumiały mu w żyłach, ale jego myśli uciekały daleko od sceny, Arthura i jego nowego chłopaka.
— Dlaczego w klubie zapytałeś mnie o niego? — kontynuował cicho, obserwując, jak wyraźnie zmęczony mężczyzna staje między jego rozchylonymi udami, gładząc ich wewnętrzną stronę swoimi potężnymi, szorstkimi dłońmi. — Do tej pory wizja facetów, z którymi sypiałem, jakoś specjalnie ci nie przeszkadzała.
— Nadal mi nie przeszkadza przeszłość — odpowiedział nisko Fiodor, unosząc brew.
Prawdę mówiąc, występ Petera niemal spalił mu obwody. Ciało rwało z bólu, dopominało się o leki i zmianę opatrunku, ale pod powierzchnią buzowała czysta żądza. — On jest po prostu wpływowy. I wciąż cię pociąga, nie próbuj zaprzeczać. A ja... nie chciałbym musieć się tobą dzielić, zwłaszcza kiedy mam nieodparte wrażenie, że jesteś mój.
Słowa zawisły w gęstym powietrzu. Fiodor opuścił głowę, zamykając oczy i oparł czoło o ramię siedzącego na blacie tancerza. Niczego Peterowi nie zabraniał. Doskonale zdawał sobie sprawę z ryzyka wchodzenia w relację bez etykiet, ale terytorialny instynkt powoli odbierał mu rozum.
Peter zamilkł. Był równie zafascynowany, co przerażony tempem, w jakim te emocje ich oplatały. Fiodor... naprawdę się o niego bał?
Przesunął dłonią po szerokim barku mężczyzny w kojącym geście. — Nie sądzę, żebym kiedykolwiek jeszcze z nim spał. Nawet gdybym miał taką fantazję. Arthur sypia z twoim bratem, ja z tobą... To by stworzyło jakąś chorą, kazirodczą telenowelę — zaśmiał się cicho, choć w jego oczach widać było śmiertelną powagę. — Arthur jest wpływowy, bo ma wokół siebie aurę zimnego skurwysyna. Poza doskonałą twarzą nie ma do zaoferowania nic. Ty... masz w sobie coś znacznie głębszego.
Znów stanął mu przed oczami obraz Fiodora z ich pierwszego spotkania – zwalista sylwetka, blizna przecinająca zarośniętą twarz, groźna aura zwiastująca niebezpieczeństwo. Nikogo takiego wcześniej nie spotkał. — Ale... nie będę ci składał deklaracji, bo wiem, że ty też mi niczego nie obiecasz. Przynajmniej będziemy mieli w tej kwestii czyste sumienie — podsumował ostrożnie. Nie zdradziłby go. Nawet gdyby chciał. A problem polegał na tym, że najzwyczajniej w świecie utracił pragnienie patrzenia na kogokolwiek innego.
— Nikt w całym moim życiu nie miotał się w zeznaniach tak uroczo jak ty. Nawet podczas tortur.
Ten mroczny, wibrujący obietnicą bólu szept tuż przy jego uchu sprawił, że serce Petera zgubiło rytm. Fiodor uniósł głowę. Na jego twarzy błąkał się drapieżny uśmiech, gdy wpatrywał się w zaszklone, zdezorientowane oczy chłopaka. Szorstkie dłonie zsunęły się na pośladki tancerza, boleśnie wbijając się w tkankę. Przyciągnął go brutalnie do krawędzi blatu, wbijając się między jego uda, po czym uciszył te rozgadane wargi powolnym, miażdżącym pocałunkiem. Zmiażdżył jego usta z rosnącą siłą, odbierając mu oddech.
— Muszę zmienić opatrunek — wyszeptał z trudem, odrywając się na milimetr. Jego palce już błądziły przy guziku dżinsów chłopaka, ale resztką woli zmusił się do odwrotu. Wiedział, że jeśli spróbuje go teraz zerżnąć na tym blacie, rano nie podniesie się z podłogi. — Pomożesz mi, prawda? I zostaniesz na noc — dodał, kradnąc jeszcze kilka szybkich, zachłannych pocałunków.
Wizja tortur wywołała u Petera lodowaty dreszcz, ale posłusznie zeskoczył z blatu i ruszył za nim. W łazience sprawnie zmienił mu opatrunek, przy okazji szczotkując zęby. Przez chwilę przyglądał się swojemu odbiciu w lustrze. Zmęczenie walczyło w nim z falującym pożądaniem.
— Podnieca cię to, kiedy sam się dotykam? — zapytał prosto z mostu, gdy weszli do sypialni.
Fiodor zdążył już ciężko opaść na materac. Zaciśnięta szczęka zdradzała, że rany dopominały się o swoje. Na szczęście szwy pozostawały nienaruszone. — Bo... od tego wszystkiego jestem cholernie mokry i twardy. Alkohol zawsze tak na mnie działa — wyznał chłopak szeptem, nerwowo obracając w palcach rąbek koszulki. — Mógłbym dać ci mały pokaz, a ty... miałbyś prawo tylko patrzeć. I może dotykać... — Spojrzał na niego z wyzywającym błyskiem w oku, desperacko próbując wyprzeć z głowy obraz oprawcy wyrywające zeznania z ofiar. Potrzebował odwrócenia uwagi. Natychmiast.
— To miało być pytanie? — Fiodor zmierzył go wzrokiem, jakby oceniał, czy ta bezczelność ma granice. Szczerze wątpił, by Peter był w stanie czegokolwiek mu w tym momencie zabronić. — Odpal muzykę. I zatańcz dla mnie. Powoli, brudno... Chcę, żebyś cały czas patrzył mi w oczy. A na koniec masz się znaleźć między moimi udami.
Słowa padły cicho, ale brzmiały jak absolutny wyrok. Fiodor pociągnął głęboko z papierosa. Rozsadzała go potrzeba fizycznego kontaktu, ale połamane żebra dyktowały warunki. Nie był w stanie sprostać brutalnym fantazjom, które podsuwała mu wyobraźnia. Pozostawało mu tylko zdominować tego chłopaka wzrokiem i pozwolić mu wykonać całą pracę.
Peter parsknął pod nosem, udając oburzenie na ten samczy dyktat, ale nie zamierzał się buntować. Nigdy by się nie odważył. Podszedł do małej wieży stereo, podłączył telefon i wygasił światła, pozostawiając jedynie bladą poświatę lampki nocnej.
Z głośników popłynął ciężki, zmysłowy bit. Peter natychmiast zsynchronizował z nim oddech. Płynnym, kocim krokiem zaczął krążyć po sypialni. Kiedy podszedł do swojej torby, wykonał miękki półobrót i wolnym ruchem ściągnął przez głowę koszulkę, czochrając przy tym celowo kasztanowe loki. Miał na sobie jedynie luźne, bawełniane spodnie dresowe.
Odwrócił się do Fiodora. Stanął w szerokim rozkroku, pochylając się lekko do przodu. Nie odrywając wzroku od czarnych źrenic Rosjanina, wsunął dłoń głęboko pod materiał spodni. Jego własne, ciche westchnienie zbiegło się w czasie z momentem, w którym długie palce zacisnęły się na ukrytych w mroku jądrach. Zanim pozbył się dresów, zaczął leniwie wyginać ciało. Rozciągnął smukłe ramiona, po czym bez najmniejszego wysiłku złamał się w kręgosłupie do tyłu. Wydając z siebie gardłowy pomruk, sunął palcami po płaskim brzuchu, by zahaczyć o krawędź bawełny.
Ponownie wyprostował się powoli, przechylając głowę, by rzucić mężczyźnie kokieteryjne spojrzenie. Wsunął obie dłonie za pas, mocno chwytając własne pośladki, i zaczął zsuwać spodnie ruchem ociekającym prowokacją. Strzepnął materiał ze stóp szybkim, niecierpliwym kopnięciem. Wciąż osłaniając dłonią swoją męskość przed natarczywym wzrokiem, wspiął się wreszcie na materac.
W rytm pulsującej muzyki doczołgał się do Fiodora. Pochylił twarz i z premedytacją musnął wargami napiętą skórę Rosjanina tuż nad linią jego własnych dresów, smakując gorące ciało czubkiem mokrego języka.
niedziela, 22 marca 2026
Rozdział V [Fiodor]
— Tak, jasne — mruknął Fiodor, przeciągając się ostrożnie, by pozwolić Peterowi ułożyć bandaż wokół żeber.
Współpraca poszła im błyskawicznie, co w dziwny sposób bardzo mu się podobało. Mimo to wciąż nie zamierzał się tłumaczyć, ani tym bardziej karmić chłopaka tanimi kłamstwami. Zamiast tego bez słowa podał mu nową, nierozpakowaną szczoteczkę we wściekle różowym kolorze i sam sięgnął po własną, ignorując stygnącą w kuchni kawę. Przystanął za plecami Petera. Z górującą nad nim sylwetką objął go zaborczo w pasie, wbijając wzrok w ich wspólne odbicie w lustrze.
— Dziękuję, młody — powiedział powoli, niemal leniwie.
Pochylił się, wciąż nie odrywając oczu od lustra, i złożył miękki pocałunek na karku tancerza, pachnącym wciąż ich wspólnym łóżkiem. Z satysfakcją obserwował, jak jasna skóra na policzkach chłopaka oblewa się gorącym rumieńcem. Efekt pogłębił się jeszcze bardziej, gdy Fiodor zsunął dłoń na krawędź za dużej koszulki i wsunął pod nią palce, gładząc drżące od napięcia mięśnie brzucha.
Peter wzdrygnął się, na równi reagując na dotyk, jak i na widok własnego ciała w lustrze. Podciągnięty przez Rosjanina materiał odsłaniał jego gładkie podbrzusze, a poniżej – całkowicie wydepilowane, nagie krocze. Zacisnął powieki i instynktownie napiął pośladki, co Fiodor, przyciśnięty do jego pleców, musiał doskonale wyczuć. Szatyn nie zrezygnował jednak z mycia zębów. Szorował je z zawziętością, dopóki wreszcie nie wypluł piany. Wilgotna od ochlapania twarz wcale nie straciła na temperaturze, a pojedyncze krople wody spływały po jego długiej szyi, znikając pod dekoltem koszulki.
Fiodor wpatrywał się w niego, wodząc opuszkami po gładkiej skórze. Nie śmiał zsunąć dłoni niżej. Nie chciał niepotrzebnie drażnić chłopaka, by nie sprawić mu zawodu własną fizyczną niemocą. Mógłby co prawda wziąć go w usta i zadowolić, ale pragnął znacznie więcej. Pragnął posiąść go w całości, a fakt, jak bardzo mu na tym zależało, stawał się coraz bardziej niekomfortowy. Z niesmakiem opuścił materiał koszulki, gdy obaj skończyli toaletę, i pozwolił sobie na zachłanny pocałunek, smakując miętę na wargach Petera.
— Jakie masz plany na weekend? — zapytał chwilę później, gdy wrócili do sypialni.
Z ulgą opadł na materac i natychmiast odpalił papierosa. Wolną dłonią leniwie gładził kręgosłup tancerza, który przysiadł na brzegu, by dokończyć poranną kawę. Mogliby robić razem mnóstwo rzeczy, na czele z dzikim, oszałamiającym seksem, albo po prostu nie wychodzić z łóżka, ale z poturbowanymi żebrami Rosjanin miał na to marne szanse.
Chłopak ułożył się wygodniej na pościeli, spoglądając na kochanka z namysłem. Brutalny seks odpadał, a szczera rozmowa wydawała się równie niemożliwa. Co dziwne, to na niego spadał ciężar zaproponowania czegokolwiek.
— Jeśli... zgodzisz się ze mną wyjść, mogę cię zaprosić na całkiem widowiskowe wydarzenie — zaczął miękko, zastanawiając się, czy Fiodor w ogóle potrafiłby odnaleźć się w tłumie artystów. Często organizowali hermetyczne, piwniczne spotkania, na których przy dobrej muzyce prezentowali dziwaczną mieszankę talentów. — Dopiero w sobotę wieczorem. Do tego czasu... cóż, mogę się tobą po prostu zaopiekować — dodał z uroczym uśmiechem, ogrzewając dłonie o porcelanową filiżankę.
Zaskakująco trudno było mu zaproponować temu dominującemu facetowi seks, w którym to on przejąłby pełną kontrolę i nie forsował poobijanego ciała Rosjanina.
— O ile w ogóle chcesz spędzać ze mną czas w pionie — mruknął Fiodor, mrużąc oczy przed dymem. — Albo leżąc, ale poza łóżkiem — dodał z podejrzliwością.
Znalezienie z Peterem neutralnego tematu graniczyło z cudem. Fiodor musiałby opowiadać o rzeczach, o których absolutnie nie powinien, a pięknisia z pewnością nie fascynowały zepsute gaźniki. Z drugiej strony, nawet kiedy milczeli, czuł się lepiej, mając go w zasięgu wzroku. Wiedział, że chłopak jest bezpieczny i, co ważniejsze, że nie puszcza się gdzieś z obcymi.
— Pójdę, o ile opieka będzie profesjonalna — stwierdził w końcu.
Przekręcił się ostrożnie na bok, obejmując Petera wpół. Jego niecierpliwa dłoń wsunęła się odważnie między uda chłopaka, odnajdując pulsujące ciepło i drobny kolczyk, którym natychmiast zaczął się bawić.
— Naprawdę? — Peter sapnął, kompletnie zaskoczony zarówno zgodą, jak i bezczelnym dotykiem.
Ścisnął uda, zadziornie blokując ruchy Fiodora, by podsunąć się bliżej i zawisnąć nad nim. Przełożył nogę przez jego biodra. Rozbudzony członek wyślizgnął się spod materiału koszulki i od razu znalazł oparcie w dużej, gorącej dłoni mechanika. Peter patrzył z fascynacją na poznaczone blizną usta, wypuszczające dym.
— Umiem gotować. Jestem całkiem niezłym pielęgniarzem. I znam numer na pogotowie — wyliczył, marszcząc nos z rozbawieniem. Zaraz jednak zmrużył kokieteryjnie oczy i zmysłowo zabujał biodrami, zmuszając dłoń Fiodora do mocniejszego uścisku.
Gdy Rosjanin ponownie zaciągnął się papierosem, chłopak pochylił się, stykając ich wargi. Tytoniowy dym przepłynął z ust do ust. Szara wstęga otoczyła twarz Petera, wpadła do jego płuc i... wywołała gwałtowny, duszący kaszel. Szatyn wyprostował się, śmiejąc się i prychając. Opadł ciężko pośladkami prosto na krocze mężczyzny. Nie zrobił tego celowo, ale gdy wreszcie złapał oddech i spojrzał na Fiodora załzawionymi oczami, odchylił się w tył, opierając dłonie na jego udach, i z bezwstydnym uśmiechem ponownie roztarł się na jego wzwodzie.
— Chciałbyś mnie dziś mieć?
Fiodor zgasił papierosa w popielniczce z wyuczoną powolnością. Patrzył na niego poważnie, choć w jego oczach płonął mroczny ogień wywołany tą niemoralną, wyzywającą pozycją. Dźwignął się do siadu – ostrożnie, sycząc przez zęby – by uzyskać lepszy dostęp do narządów tancerza. Wzwód Petera rósł w oczach, podobnie jak napięcie pod dresami Rosjanina, choć trudno było orzec, który z nich wygrałby ten wyścig.
— Kiedy na ciebie patrzę... chciałbym z tobą zrobić mnóstwo bardzo złych rzeczy — warknął Fiodor.
Zabrał dłoń z członka Petera, oblizał palce ze słonego posmaku preejakulatu i brutalnym szarpnięciem zerkał z chłopaka koszulkę. Nagie ciało wbiło się w jego tors. Peter poczuł, jak krótkie, twarde paznokcie Rosjanina wbijają się w jego plecy. Drapieżna pieszczota sunęła w dół, aż wreszcie szorstkie dłonie boleśnie wpiły się w piegowate pośladki, miażdżąc biodra chłopaka w twardym uścisku i dociskając go do potężnego wybrzuszenia.
Peter krzyknął z zaskoczenia, prężąc się w ramionach mechanika. Instynktownie wtulił się w niego, by uciec przed piekącym uściskiem paznokci.
— Myślałem, że jesteś ranny i ledwo żyjesz — wysapał w jego szyję.
Kiedy odzyskał oddech, cofnął się minimalnie. Spojrzał Fiodorowi prosto w oczy z wyzywającą bezczelnością i powoli wsunął dwa palce do swoich ust. Ssał je ostentacyjnie, dbając o to, by zwilżyć je gęstą śliną. Widział, jak czarne źrenice Rosjanina pochłaniają tęczówkę. Samo ocieranie się o jego obezwładniającą erekcję było tak intensywne, że niemal odbierało rozum. Drżąc od niskiego warkotu, który wydobył się z piersi Fiodora, chłopak sięgnął śliskimi palcami za siebie. Westchnął przeciągle, dotykając spiętego wejścia i zaczął niespiesznie, leniwie je rozciągać.
— Rozumiem, że nie jestem ci do tego w ogóle potrzebny? — zapytał chłodno Fiodor, choć kącik jego ust drgnął.
Ignorował fakt, że każdy gwałtowniejszy ruch szarpał jego żebrami. Ból w jakiś pokręcony sposób tylko napędzał pożądanie. Gdy mokre palce zniknęły w ciasnej dziurce, Peter mógł przysiąc, że na zaciętej twarzy Rosjanina odmalował się cień morderczej zazdrości o jego własną dłoń.
— Nie przestawaj — rozkazał ochryple Fiodor.
Przyciągnął tancerza bliżej. Własną dłoń uniósł do jego twarzy, brutalnie wpychając mu w usta dwa palce, wciąż pachnące tytoniem. Chciał zdominować każdą partię tego ciała. Zmusił chłopaka do głębokiego, mokrego ssania, z satysfakcją czując, jak jego palce wchodzą głęboko w gardło, aż Peter zaniósł się cichym krztuszeniem. Wtedy wyjął ociekające śliną palce i poprowadził je w dół, na pośladki chłopaka. Dołączył do pieszczoty, nie przerywając ruchów Petera, a wręcz brutalnie je wspomagając.
— Chcę się w tobie znaleźć, Peter. Teraz. Chcę czuć, jak zaciskasz się na mnie, do kurwy nędzy — wycedził, nie ukrywając już obaw. Chciał to zrobić bez gumy. Chciał wbić się w to młode, doskonałe ciało bez absolutnie żadnych barier.
Peter, zbyt pijany rozkoszą i na wpół ogłuszony stymulacją, nie od razu zrozumiał, o co prosi Rosjanin. Oddawał się samolubnie fizycznemu uniesieniu, kręcąc biodrami i nabijając się na ich połączone palce. Z czubka jego własnego, pulsującego członka kapał przezroczysty płyn, spływając po jądrach i mocząc dresy Fiodora.
— Przecież... możesz... — wyjęczał, zlizując pot z szyi kochanka.
Sama wizja bycia wziętym surowo wywołała w nim taki spazm, że niemal zapiszczał, gdy Fiodor bez ostrzeżenia wyszarpnął palce z jego wnętrza, wyciągając również dłoń Petera. Dopiero wtedy zdezorientowany szatyn spojrzał mu w oczy, nerwowo oblizując wargi. Silne ramię wciąż zgniatało go w pasie, gdy druga ręka Rosjanina wsunęła się pod materiał własnych dresów, uwalniając potężnego, ociekającego preejakulatem penisa. Docisnął gorącą, nabrzmiałą główkę wprost do rozluźnionej szpary chłopaka.
Peter z namacalnym przerażeniem chwycił nadgarstek mężczyzny. Oddychał płytko, wpadając w panikę.
— Nie... Przecież nie naraziłbyś mnie... prawda? — zapytał, brzmiąc naiwnie jak dziecko, choć wizja przyjęcia tego potężnego ciężaru do samego dna wywoływała w nim mdłości z podniecenia.
— Nie — odpowiedział Fiodor z chłodną, absolutną szczerością.
Tylko tyle. Nie musiał składać przysiąg. Obaj bali się tego samego, ale instynkt wygrał z logiką. Uścisk Petera na nadgarstku zelżał. Nie zrywając kontaktu wzrokowego, Fiodor wbił się w niego. Całkowicie. Ciasnota, wilgoć i tarcie surowej tkanki wywołały u Rosjanina mroczki przed oczami.
Oparł czoło o czoło chłopaka, oddając mu kontrolę nad rytmem, bo sam nie mógł rżnąć go tak ostro, jak by chciał.
— Będziesz w całości mój — wychrypiał po rosyjsku, wprost w jego rozchylone usta.
Czuł, jak mięśnie tancerza bezlitośnie obciskają jego własne ciało bez uciążliwej warstwy lateksu. Przez poturbowaną klatkę piersiową Fiodora przechodziły fale ostrego bólu, ale ignorował je, skupiony wyłącznie na zaszklonych, zielonych oczach i proszących o uciszenie wargach. Zmiażdżył je brutalnym pocałunkiem, gdy Peter, popiskując, zaczął unosić się i opadać, ujeżdżając sterczącego penisa z niszczycielską precyzją.
— Wiesz, że zrobię za chwilę coś bardzo głupiego? — wyszeptał Rosjanin w przerwę na złapanie tchu, przygryzając usta chłopaka do krwi.
Fascynacja to było za mało. Chęć prymitywnego przywłaszczenia, naznaczenia go tak, by Peter nie był w stanie pomyśleć o nikim innym, tłumiła w nim wszelki zdrowy rozsądek.
Ogarnięty narkotyczną wręcz rozkoszą, Peter bujał się na jego biodrach. Pozbawiony strachu, oddawał się mu z absolutną ufnością. Unosił się na wyćwiczonych nogach, wsuwając w siebie twardy, nabrzmiały organ do samego trzonu. Jedną dłoń miał wciąż zaciśniętą na przedramieniu Fiodora, drugą wbił w jego kark, boleśnie wbijając paznokcie pod skórę. Nie chciał sprawiać rannemu bólu – w teorii. W praktyce nie wierzył, by ten człowiek potrafił być jedynie biernym narzędziem. Zresztą wcale tego nie chciał. Pragnął słyszeć ten wulgarny, szorstki szept, czuć ten agresywny akcent jako fizyczny ciężar.
Spojrzał więc w te mroczne, bezlitosne oczy z prośbą o całkowite zdominowanie. To nieme poddanie było jak wyrok.
Fiodor nie znosił oddawać władzy. Uległość tego obłędnie seksownego dzieciaka rozsadzała mu czaszkę. Zignorował ból szwów i pękniętych żeber. Szarpnął Petera, bezceremonialnie przerzucając go przez siebie na plecy, a w ułamku sekundy później obrócił go na brzuch, wtapiając twarz chłopaka w poduszki. Wszedł w niego od tyłu, gwałtownie, wbijając się do oporu z warknięciem samczej furii.
Zaczął go rżnąć, nie kalkulując strat we własnym ciele. Pulsujący mięsień rozpierał i niszczył każdą resztkę oporu przy bezlitosnych, zwierzęcych pchnięciach. Fiodor objął ramię Petera wpół szyi, odwracając jego twarz w swoją stronę, by widzieć łzy i słyszeć każdy urwany krzyk.
— Przez ciebie tracę zmysły — wycedził, brutalnie wpychając w rozchylone, błagające usta chłopaka własne palce, skutecznie tłumiąc jego jęki.
Peter dławił się, połykając ślinę i smakując gorzką skórę oprawcy. Mokre strużki spływały mu po brodzie, policzki płonęły gorączką. Rozpaczliwie zacisnął jedną dłoń na nadgarstku, który kneblował mu usta, drugą oparł o wezgłowie łóżka. Resztką przytomności umysłu starał się amortyzować uderzenia, pamiętając, że klatka piersiowa mężczyzny za nim przypomina pobojowisko. Z każdym uderzeniem ciał w pokoju rozlegał się wilgotny, perwersyjny trzask.
Wiedział, jak żałośnie musi wyglądać, wypinając w ten sposób obite pośladki, ale marzył tylko o tym, by mieć naprzeciwko lustro. Chciał widzieć tę bestię pochyloną nad jego kruchym ciałem. Kwiląc przez łzy wylewające się spod długich rzęs, doszedł z tak gwałtowną siłą, że jego mięśnie spazmatycznie zacisnęły się na intruzie. Ciało całkowicie straciło napięcie, opadając bezwładnie na łóżko, ale Fiodor nie zamierzał przestać.
Mężczyzna pchał dalej, napędzany czystym obłędem, dopóki resztki sił nie wyparowały z niego ostatecznie. Zalał wnętrze uległego chłopaka gorącym, pulsującym strumieniem w ułamku sekundy po tym, gdy nasienie Petera ubrudziło pościel. Przez długą chwilę Fiodor tłoczył w niego wszystko, co miał, aż jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Opadł ciężko na drżące, drobne plecy. Z roztargnieniem głaskał mokry od łez i potu policzek tancerza, nie czując własnego bólu, zatopiony w gęstej euforii spełnienia.
Zsunął się na bok, zabierając chłopaka ze sobą. Wciąż zespoleni, trwali w bezruchu.
— Nie mam siły nawet odpalić szluga — wyznał słabym szeptem prosto w wilgotne ucho Petera.
Powrót do rzeczywistości bolał. Kiedy płytki oddech wreszcie przestał rwać płuca, Peter spróbował otworzyć oczy. Pod powiekami wciąż wirowało od niedotlenienia i nadmiaru endorfin. Czuł z absolutną, bezwstydną wyraźnością, jak nasienie Fiodora powoli wypływa z jego wnętrza, brudząc uda i prześcieradło. Ostra, piżmowa woń dusiła.
Mrucząc niespokojnie, wyplątał się z jego uścisku. Obejrzał się i niemal zaniemówił. Na bandażu opasującym klatkę piersiową Rosjanina wykwitły świeże, czerwone plamy.
— Fiodor... Musimy to obejrzeć — powiedział cicho, przełykając gulę w gardle. Ostrożnie dotknął materiału. — Obejdzie się bez helikoptera medycznego, przysięgam — dodał ze słabym uśmiechem, składając krótki pocałunek na szorstkim policzku mężczyzny.
Nie miał pojęcia, czy nogi utrzymają jego ciężar, ale nie zamierzał ryzykować zdrowia faceta, który jako pierwszy potrafił rozbić go na kawałki, a potem poskładać z powrotem.
— Przestań histeryzować — warknął twardo Fiodor, natychmiast wracając do roli niezniszczalnego samca. Sam był sobie winien, że puściły mu hamulce.
Dźwignął się z wyraźnym grymasem bólu i podciągnął opuszczone dresy.
— Przejdziemy do łazienki, zmienię to i będzie po krzyku. Żadnych szpitali — uciął lodowato, rzucając mu ostrzegawcze spojrzenie.
Sam fakt, że nie rozebrał się do końca przed seksem, przypomniał mu o własnych słabościach, ale żądza była silniejsza niż duma.
— Szyłeś kiedyś żywe mięso? — zapytał, opierając się ciężko o umywalkę. Oddychał z wyraźnym trudem, wpatrując się w zaczerwieniony opatrunek.
— Raz. W fazie buntu młodzieńczego postanowiłem zostać weterynarzem — odpowiedział Peter, drepcząc za nim.
Odnalazł na podłodze wielką koszulkę i naciągnął ją na siebie. Pomimo strachu o stan Fiodora, sytuacja miała w sobie perwersyjny ładunek. Stał w łazience, okryty za dużym ubraniem swojego kochanka, z jego nasieniem wciąż spływającym mu po udach, by służyć i opatrywać jego rany.
— To na szczęście nie wymaga igły — stwierdził z ogromną ulgą, uważnie oglądając szwy.
Umył dłonie, znalazł gaziki i z chirurgiczną wręcz delikatnością obmył ropiejące brzegi rany płynem odkażającym. Zrobił to profesjonalnie, co rusz zerkając w lustro na twarz Fiodora, by sprawdzić, czy nie zadaje mu niepotrzebnego bólu. Rosjanin jednak stał niewzruszony jak skała.
— Nie zdradzisz mi tego, prawda? — zapytał miękko, przyklejając ostatni kawałek taśmy.
— Gdybym ci powiedział, mafia z przedmieść nakarmiłaby cię twoim własnym kutasem — odpowiedział całkowicie poważnie.
Widząc, że Peter zamarł z oczami wielkimi jak pięciozłotówki, Fiodor parsknął suchym śmiechem.
— Żartuję. Ale nie, i tak nie powiem — uśmiechnął się cynicznie pod morderczym spojrzeniem chłopaka.
Tancerz był zbyt niewinną i kruchą istotą, by wciągać go w ten syf. Co prawda przed samym sobą Fiodor już dawno przyznał, że ten chłopak daje mu więcej niż jakakolwiek kobieta, ale wolał utrzymać granice.
— Może przyjść taki dzień, że nie zastaniesz mnie tu po pracy — stwierdził beznamiętnie. — Postaram się dać znać wcześniej.
Wypadki chodziły po ludziach. Karoseria mogła przygnieść mu klatkę, prawda? Westchnął ciężko. Przez własny brak samokontroli skazał się teraz na fizyczną niemoc. Przyciągnął Petera, brutalnie wbijając się w jego usta i zaborczo wgniatając palce w jego wciąż wilgotne od spermy pośladki.
Peter nie miał zamiaru wszczynać awantury, ale poczuł nieprzyjemny chłód w klatce piersiowej. Zacisnął powieki i wspiął się na palce, odruchowo spinając mięśnie przed bezczelną penetracją palców Rosjanina.
— Jasne. Jak będziesz wiedział, że mafia zamierza cię odjebać, zadzwoń chociaż dzień wcześniej — prychnął, wyrywając się z uścisku.
Przeczesał palcami zwichrzone loki.
— Umyję się i może zrobię coś do jedzenia? A ty się wreszcie położysz, jeśli serio masz jutro wyjść ze mną do cywilizacji — zarządził, wyganiając milczącego faceta z łazienki.
Szatyn wyszedł pół godziny później, odświeżony, wciąż ubrany w za duży t-shirt Fiodora. Czekała go poważna decyzja logistyczna – nie miał przy sobie nic czystego, by móc zostać na noc.
— Nie przywykłem do gnicia w pościeli — zrzędził Fiodor, choć posłusznie zaległ na materacu. Zamiast spać, nieludzko pobudzony buzującą w żyłach adrenaliną, włączył telewizor, rzucając go na jakiś przypadkowy kanał i zapalił.
— Ale lodówka jest pełna. Bierz, co chcesz.
Cisza zmuszała go do analizy własnego postępowania. Ściągnięcie tego chłopaka do swojego niebezpiecznego, brutalnego życia było skrajnym egoizmem. Obecność Petera działała na niego jak narkotyk, a myśl, że mógłby go do siebie przywiązać tylko po to, by któregoś dnia zniknąć, wywoływała ucisk w skatowanych żebrach. Najbardziej na świecie bał się zadać jedno, decydujące pytanie: Czego ty tak naprawdę ode mnie chcesz? Bał się, że usłyszy prawdę, i jeszcze bardziej bał się, że obaj uciekną przed odpowiedzią.
— Wyglądasz na kogoś, kto boi się własnych myśli — rzucił celnie Peter, wchodząc do sypialni.
Z kuchni pachniało duszonymi pomidorami i bazylią. Chłopak stanął przed stertą swoich potarganych po wczorajszym występie ciuchów. Wyciągnął z niej złotą, wyuzdaną bieliznę, po czym rzucił ją na podłogę z obrzydzeniem.
— Powiedz mi, że masz tu jakieś... mniejsze bokserki? — zapytał z cichą nadzieją. Pochylił się po leżący na podłodze telefon, dając Fiodorowi bezwstydny widok na perfekcyjnie okrągłe pośladki, pod którymi kołysały się bezbronne, męskie atrybuty.
— Mam. Ale damskie — odparł z kamienną twarzą Fiodor.
Peter odwrócił głowę, posyłając mu wściekłe, niezrozumiejące spojrzenie. Rosjanin niewzruszenie wskazał mu dolną szufladę komody. Ulgę, że smarkacz przestał świecić mu tyłkiem i rozpraszać resztki logicznego myślenia, poczuł natychmiast.
Chłopak otworzył szufladę i zamarł. Koronki, stringi, zwykłe damskie figi. Kilka par rajstop, awaryjne legginsy, zmywacz do paznokci i kosmetyczka. Znalazł też niezjedzoną tabliczkę gorzkiej czekolady i nową szczoteczkę.
— Zanim cię poznałem, nie żyłem w zakonie. Ale żadna z moich pań nie miała kutasa — wyjaśnił Fiodor tonem wypranym z emocji.
Były to rzeczy jego przygodnych kochanek, rezerwuar "awaryjny", by mogły rano wrócić do domów bez rozmazanego makijażu i w czystej, nierzucającej się w oczy odzieży. Fiodor nie słynął z romantyzmu i bywał brutalny w łóżku, czego Peter właśnie doświadczył na własnej, poobijanej skórze.
— Cóż... musiałeś mieć ich całkiem sporo — prychnął Peter.
W jego głosie nie było oskarżenia, ale nie brzmiał też naturalnie. Przeżył szok, bo facet, który godzinę wcześniej z opętaniem brał go do ust, okazał się kolekcjonerem damskiej bielizny. Wyciągnął najmniej rzucające się w oczy, szare bokserki i wciągnął je przez biodra, z trudem układając w nich swoją męskość. Sapnął zirytowany, naciągając gumkę.
— No dobra, a z facetami? Czy po prostu testujesz na mnie nową orientację, skoro wiedziałeś, że i tak wpadnę ci do łóżka? — spytał ostrzej, krzyżując ręce na piersi.
Gdyby nie te blizny, chłód i dziwne, mroczne tajemnice, wziąłby go za kandydata na doskonałego, opiekuńczego faceta. Potwora w sypialni, ale anioła w kuchni. Pytanie jednak musiało paść. Wolał sam rzucić argumentem o swojej puszczalskiej naturze, zanim użyłby go w kłótni Fiodor. Wtedy by go to zniszczyło.
Rosjanin uniósł brew. Strach przed tym pytaniem szybko ustąpił miejsca irytacji. Niska samoocena chłopaka wkurzała go bardziej niż babranie się w przeszłości. Odpalił drugiego papierosa, wwiercając wzrok w pośladki chłopaka zamknięte w szarej bawełnie.
— Zakładam, że każda z tych kobiet była znacznie większą dziwką niż ty — rzucił ostro, wypuszczając kłąb dymu. Z satysfakcją patrzył, jak te słowa uderzają w tancerza. Potrzymał go chwilę w napięciu.
— Sypiałem z jednym mężczyzną. Lata temu. Kochałem go. Był jedyną osobą, która cokolwiek dla mnie znaczyła. Potem przez dekadę rżnąłem wyłącznie kobiety, aż nagle pojawiłeś się ty i złamałeś wszystkie moje pieprzone zasady. Tyle w temacie testowania.
Peter zaniemówił. Fiodor wyraźnie oduczył się subtelności w kontaktach międzyludzkich, nie bawiąc się w tanie gierki. Chłopak, który desperacko szukał kogoś, kto z własnej, nieprzymuszonej woli chciałby być w jego życiu, właśnie dostał wyznanie cięższe niż wszystkie ołowiane tajemnice tego człowieka.
Zaskakując samego siebie, Peter uśmiechnął się promiennie. Rozchwiane obawy poszły w zapomnienie. Podszedł do łóżka, pochylił się i z zachłanną czułością pocałował gorzkie od tytoniu wargi.
— Mam nadzieję, że to "złamanie" nie boli cię aż tak bardzo, jak te żebra — zamruczał mu w usta.
Odwrócił się z błyskiem w oku i sprężystym krokiem pomaszerował do kuchni, by dokończyć obiecany posiłek.