niedziela, 22 marca 2026

Rozdział V [Fiodor]

— Tak, jasne — mruknął Fiodor, przeciągając się ostrożnie, by pozwolić Peterowi ułożyć bandaż wokół żeber.

Współpraca poszła im błyskawicznie, co w dziwny sposób bardzo mu się podobało. Mimo to wciąż nie zamierzał się tłumaczyć, ani tym bardziej karmić chłopaka tanimi kłamstwami. Zamiast tego bez słowa podał mu nową, nierozpakowaną szczoteczkę we wściekle różowym kolorze i sam sięgnął po własną, ignorując stygnącą w kuchni kawę. Przystanął za plecami Petera. Z górującą nad nim sylwetką objął go zaborczo w pasie, wbijając wzrok w ich wspólne odbicie w lustrze.

— Dziękuję, młody — powiedział powoli, niemal leniwie.

Pochylił się, wciąż nie odrywając oczu od lustra, i złożył miękki pocałunek na karku tancerza, pachnącym wciąż ich wspólnym łóżkiem. Z satysfakcją obserwował, jak jasna skóra na policzkach chłopaka oblewa się gorącym rumieńcem. Efekt pogłębił się jeszcze bardziej, gdy Fiodor zsunął dłoń na krawędź za dużej koszulki i wsunął pod nią palce, gładząc drżące od napięcia mięśnie brzucha.

Peter wzdrygnął się, na równi reagując na dotyk, jak i na widok własnego ciała w lustrze. Podciągnięty przez Rosjanina materiał odsłaniał jego gładkie podbrzusze, a poniżej – całkowicie wydepilowane, nagie krocze. Zacisnął powieki i instynktownie napiął pośladki, co Fiodor, przyciśnięty do jego pleców, musiał doskonale wyczuć. Szatyn nie zrezygnował jednak z mycia zębów. Szorował je z zawziętością, dopóki wreszcie nie wypluł piany. Wilgotna od ochlapania twarz wcale nie straciła na temperaturze, a pojedyncze krople wody spływały po jego długiej szyi, znikając pod dekoltem koszulki.

Fiodor wpatrywał się w niego, wodząc opuszkami po gładkiej skórze. Nie śmiał zsunąć dłoni niżej. Nie chciał niepotrzebnie drażnić chłopaka, by nie sprawić mu zawodu własną fizyczną niemocą. Mógłby co prawda wziąć go w usta i zadowolić, ale pragnął znacznie więcej. Pragnął posiąść go w całości, a fakt, jak bardzo mu na tym zależało, stawał się coraz bardziej niekomfortowy. Z niesmakiem opuścił materiał koszulki, gdy obaj skończyli toaletę, i pozwolił sobie na zachłanny pocałunek, smakując miętę na wargach Petera.

— Jakie masz plany na weekend? — zapytał chwilę później, gdy wrócili do sypialni.

Z ulgą opadł na materac i natychmiast odpalił papierosa. Wolną dłonią leniwie gładził kręgosłup tancerza, który przysiadł na brzegu, by dokończyć poranną kawę. Mogliby robić razem mnóstwo rzeczy, na czele z dzikim, oszałamiającym seksem, albo po prostu nie wychodzić z łóżka, ale z poturbowanymi żebrami Rosjanin miał na to marne szanse.

Chłopak ułożył się wygodniej na pościeli, spoglądając na kochanka z namysłem. Brutalny seks odpadał, a szczera rozmowa wydawała się równie niemożliwa. Co dziwne, to na niego spadał ciężar zaproponowania czegokolwiek.

— Jeśli... zgodzisz się ze mną wyjść, mogę cię zaprosić na całkiem widowiskowe wydarzenie — zaczął miękko, zastanawiając się, czy Fiodor w ogóle potrafiłby odnaleźć się w tłumie artystów. Często organizowali hermetyczne, piwniczne spotkania, na których przy dobrej muzyce prezentowali dziwaczną mieszankę talentów. — Dopiero w sobotę wieczorem. Do tego czasu... cóż, mogę się tobą po prostu zaopiekować — dodał z uroczym uśmiechem, ogrzewając dłonie o porcelanową filiżankę.

Zaskakująco trudno było mu zaproponować temu dominującemu facetowi seks, w którym to on przejąłby pełną kontrolę i nie forsował poobijanego ciała Rosjanina.

— O ile w ogóle chcesz spędzać ze mną czas w pionie — mruknął Fiodor, mrużąc oczy przed dymem. — Albo leżąc, ale poza łóżkiem — dodał z podejrzliwością.

Znalezienie z Peterem neutralnego tematu graniczyło z cudem. Fiodor musiałby opowiadać o rzeczach, o których absolutnie nie powinien, a pięknisia z pewnością nie fascynowały zepsute gaźniki. Z drugiej strony, nawet kiedy milczeli, czuł się lepiej, mając go w zasięgu wzroku. Wiedział, że chłopak jest bezpieczny i, co ważniejsze, że nie puszcza się gdzieś z obcymi.

— Pójdę, o ile opieka będzie profesjonalna — stwierdził w końcu.

Przekręcił się ostrożnie na bok, obejmując Petera wpół. Jego niecierpliwa dłoń wsunęła się odważnie między uda chłopaka, odnajdując pulsujące ciepło i drobny kolczyk, którym natychmiast zaczął się bawić.

— Naprawdę? — Peter sapnął, kompletnie zaskoczony zarówno zgodą, jak i bezczelnym dotykiem.

Ścisnął uda, zadziornie blokując ruchy Fiodora, by podsunąć się bliżej i zawisnąć nad nim. Przełożył nogę przez jego biodra. Rozbudzony członek wyślizgnął się spod materiału koszulki i od razu znalazł oparcie w dużej, gorącej dłoni mechanika. Peter patrzył z fascynacją na poznaczone blizną usta, wypuszczające dym.

— Umiem gotować. Jestem całkiem niezłym pielęgniarzem. I znam numer na pogotowie — wyliczył, marszcząc nos z rozbawieniem. Zaraz jednak zmrużył kokieteryjnie oczy i zmysłowo zabujał biodrami, zmuszając dłoń Fiodora do mocniejszego uścisku.

Gdy Rosjanin ponownie zaciągnął się papierosem, chłopak pochylił się, stykając ich wargi. Tytoniowy dym przepłynął z ust do ust. Szara wstęga otoczyła twarz Petera, wpadła do jego płuc i... wywołała gwałtowny, duszący kaszel. Szatyn wyprostował się, śmiejąc się i prychając. Opadł ciężko pośladkami prosto na krocze mężczyzny. Nie zrobił tego celowo, ale gdy wreszcie złapał oddech i spojrzał na Fiodora załzawionymi oczami, odchylił się w tył, opierając dłonie na jego udach, i z bezwstydnym uśmiechem ponownie roztarł się na jego wzwodzie.

— Chciałbyś mnie dziś mieć?

Fiodor zgasił papierosa w popielniczce z wyuczoną powolnością. Patrzył na niego poważnie, choć w jego oczach płonął mroczny ogień wywołany tą niemoralną, wyzywającą pozycją. Dźwignął się do siadu – ostrożnie, sycząc przez zęby – by uzyskać lepszy dostęp do narządów tancerza. Wzwód Petera rósł w oczach, podobnie jak napięcie pod dresami Rosjanina, choć trudno było orzec, który z nich wygrałby ten wyścig.

— Kiedy na ciebie patrzę... chciałbym z tobą zrobić mnóstwo bardzo złych rzeczy — warknął Fiodor.

Zabrał dłoń z członka Petera, oblizał palce ze słonego posmaku preejakulatu i brutalnym szarpnięciem zerkał z chłopaka koszulkę. Nagie ciało wbiło się w jego tors. Peter poczuł, jak krótkie, twarde paznokcie Rosjanina wbijają się w jego plecy. Drapieżna pieszczota sunęła w dół, aż wreszcie szorstkie dłonie boleśnie wpiły się w piegowate pośladki, miażdżąc biodra chłopaka w twardym uścisku i dociskając go do potężnego wybrzuszenia.

Peter krzyknął z zaskoczenia, prężąc się w ramionach mechanika. Instynktownie wtulił się w niego, by uciec przed piekącym uściskiem paznokci.

— Myślałem, że jesteś ranny i ledwo żyjesz — wysapał w jego szyję.

Kiedy odzyskał oddech, cofnął się minimalnie. Spojrzał Fiodorowi prosto w oczy z wyzywającą bezczelnością i powoli wsunął dwa palce do swoich ust. Ssał je ostentacyjnie, dbając o to, by zwilżyć je gęstą śliną. Widział, jak czarne źrenice Rosjanina pochłaniają tęczówkę. Samo ocieranie się o jego obezwładniającą erekcję było tak intensywne, że niemal odbierało rozum. Drżąc od niskiego warkotu, który wydobył się z piersi Fiodora, chłopak sięgnął śliskimi palcami za siebie. Westchnął przeciągle, dotykając spiętego wejścia i zaczął niespiesznie, leniwie je rozciągać.

— Rozumiem, że nie jestem ci do tego w ogóle potrzebny? — zapytał chłodno Fiodor, choć kącik jego ust drgnął.

Ignorował fakt, że każdy gwałtowniejszy ruch szarpał jego żebrami. Ból w jakiś pokręcony sposób tylko napędzał pożądanie. Gdy mokre palce zniknęły w ciasnej dziurce, Peter mógł przysiąc, że na zaciętej twarzy Rosjanina odmalował się cień morderczej zazdrości o jego własną dłoń.

— Nie przestawaj — rozkazał ochryple Fiodor.

Przyciągnął tancerza bliżej. Własną dłoń uniósł do jego twarzy, brutalnie wpychając mu w usta dwa palce, wciąż pachnące tytoniem. Chciał zdominować każdą partię tego ciała. Zmusił chłopaka do głębokiego, mokrego ssania, z satysfakcją czując, jak jego palce wchodzą głęboko w gardło, aż Peter zaniósł się cichym krztuszeniem. Wtedy wyjął ociekające śliną palce i poprowadził je w dół, na pośladki chłopaka. Dołączył do pieszczoty, nie przerywając ruchów Petera, a wręcz brutalnie je wspomagając.

— Chcę się w tobie znaleźć, Peter. Teraz. Chcę czuć, jak zaciskasz się na mnie, do kurwy nędzy — wycedził, nie ukrywając już obaw. Chciał to zrobić bez gumy. Chciał wbić się w to młode, doskonałe ciało bez absolutnie żadnych barier.

Peter, zbyt pijany rozkoszą i na wpół ogłuszony stymulacją, nie od razu zrozumiał, o co prosi Rosjanin. Oddawał się samolubnie fizycznemu uniesieniu, kręcąc biodrami i nabijając się na ich połączone palce. Z czubka jego własnego, pulsującego członka kapał przezroczysty płyn, spływając po jądrach i mocząc dresy Fiodora.

— Przecież... możesz... — wyjęczał, zlizując pot z szyi kochanka.

Sama wizja bycia wziętym surowo wywołała w nim taki spazm, że niemal zapiszczał, gdy Fiodor bez ostrzeżenia wyszarpnął palce z jego wnętrza, wyciągając również dłoń Petera. Dopiero wtedy zdezorientowany szatyn spojrzał mu w oczy, nerwowo oblizując wargi. Silne ramię wciąż zgniatało go w pasie, gdy druga ręka Rosjanina wsunęła się pod materiał własnych dresów, uwalniając potężnego, ociekającego preejakulatem penisa. Docisnął gorącą, nabrzmiałą główkę wprost do rozluźnionej szpary chłopaka.

Peter z namacalnym przerażeniem chwycił nadgarstek mężczyzny. Oddychał płytko, wpadając w panikę.

— Nie... Przecież nie naraziłbyś mnie... prawda? — zapytał, brzmiąc naiwnie jak dziecko, choć wizja przyjęcia tego potężnego ciężaru do samego dna wywoływała w nim mdłości z podniecenia.

— Nie — odpowiedział Fiodor z chłodną, absolutną szczerością.

Tylko tyle. Nie musiał składać przysiąg. Obaj bali się tego samego, ale instynkt wygrał z logiką. Uścisk Petera na nadgarstku zelżał. Nie zrywając kontaktu wzrokowego, Fiodor wbił się w niego. Całkowicie. Ciasnota, wilgoć i tarcie surowej tkanki wywołały u Rosjanina mroczki przed oczami.

Oparł czoło o czoło chłopaka, oddając mu kontrolę nad rytmem, bo sam nie mógł rżnąć go tak ostro, jak by chciał.

— Będziesz w całości mój — wychrypiał po rosyjsku, wprost w jego rozchylone usta.

Czuł, jak mięśnie tancerza bezlitośnie obciskają jego własne ciało bez uciążliwej warstwy lateksu. Przez poturbowaną klatkę piersiową Fiodora przechodziły fale ostrego bólu, ale ignorował je, skupiony wyłącznie na zaszklonych, zielonych oczach i proszących o uciszenie wargach. Zmiażdżył je brutalnym pocałunkiem, gdy Peter, popiskując, zaczął unosić się i opadać, ujeżdżając sterczącego penisa z niszczycielską precyzją.

— Wiesz, że zrobię za chwilę coś bardzo głupiego? — wyszeptał Rosjanin w przerwę na złapanie tchu, przygryzając usta chłopaka do krwi.

Fascynacja to było za mało. Chęć prymitywnego przywłaszczenia, naznaczenia go tak, by Peter nie był w stanie pomyśleć o nikim innym, tłumiła w nim wszelki zdrowy rozsądek.

Ogarnięty narkotyczną wręcz rozkoszą, Peter bujał się na jego biodrach. Pozbawiony strachu, oddawał się mu z absolutną ufnością. Unosił się na wyćwiczonych nogach, wsuwając w siebie twardy, nabrzmiały organ do samego trzonu. Jedną dłoń miał wciąż zaciśniętą na przedramieniu Fiodora, drugą wbił w jego kark, boleśnie wbijając paznokcie pod skórę. Nie chciał sprawiać rannemu bólu – w teorii. W praktyce nie wierzył, by ten człowiek potrafił być jedynie biernym narzędziem. Zresztą wcale tego nie chciał. Pragnął słyszeć ten wulgarny, szorstki szept, czuć ten agresywny akcent jako fizyczny ciężar.

Spojrzał więc w te mroczne, bezlitosne oczy z prośbą o całkowite zdominowanie. To nieme poddanie było jak wyrok.

Fiodor nie znosił oddawać władzy. Uległość tego obłędnie seksownego dzieciaka rozsadzała mu czaszkę. Zignorował ból szwów i pękniętych żeber. Szarpnął Petera, bezceremonialnie przerzucając go przez siebie na plecy, a w ułamku sekundy później obrócił go na brzuch, wtapiając twarz chłopaka w poduszki. Wszedł w niego od tyłu, gwałtownie, wbijając się do oporu z warknięciem samczej furii.

Zaczął go rżnąć, nie kalkulując strat we własnym ciele. Pulsujący mięsień rozpierał i niszczył każdą resztkę oporu przy bezlitosnych, zwierzęcych pchnięciach. Fiodor objął ramię Petera wpół szyi, odwracając jego twarz w swoją stronę, by widzieć łzy i słyszeć każdy urwany krzyk.

— Przez ciebie tracę zmysły — wycedził, brutalnie wpychając w rozchylone, błagające usta chłopaka własne palce, skutecznie tłumiąc jego jęki.

Peter dławił się, połykając ślinę i smakując gorzką skórę oprawcy. Mokre strużki spływały mu po brodzie, policzki płonęły gorączką. Rozpaczliwie zacisnął jedną dłoń na nadgarstku, który kneblował mu usta, drugą oparł o wezgłowie łóżka. Resztką przytomności umysłu starał się amortyzować uderzenia, pamiętając, że klatka piersiowa mężczyzny za nim przypomina pobojowisko. Z każdym uderzeniem ciał w pokoju rozlegał się wilgotny, perwersyjny trzask.

Wiedział, jak żałośnie musi wyglądać, wypinając w ten sposób obite pośladki, ale marzył tylko o tym, by mieć naprzeciwko lustro. Chciał widzieć tę bestię pochyloną nad jego kruchym ciałem. Kwiląc przez łzy wylewające się spod długich rzęs, doszedł z tak gwałtowną siłą, że jego mięśnie spazmatycznie zacisnęły się na intruzie. Ciało całkowicie straciło napięcie, opadając bezwładnie na łóżko, ale Fiodor nie zamierzał przestać.

Mężczyzna pchał dalej, napędzany czystym obłędem, dopóki resztki sił nie wyparowały z niego ostatecznie. Zalał wnętrze uległego chłopaka gorącym, pulsującym strumieniem w ułamku sekundy po tym, gdy nasienie Petera ubrudziło pościel. Przez długą chwilę Fiodor tłoczył w niego wszystko, co miał, aż jego ciało odmówiło posłuszeństwa. Opadł ciężko na drżące, drobne plecy. Z roztargnieniem głaskał mokry od łez i potu policzek tancerza, nie czując własnego bólu, zatopiony w gęstej euforii spełnienia.

Zsunął się na bok, zabierając chłopaka ze sobą. Wciąż zespoleni, trwali w bezruchu.

— Nie mam siły nawet odpalić szluga — wyznał słabym szeptem prosto w wilgotne ucho Petera.


Powrót do rzeczywistości bolał. Kiedy płytki oddech wreszcie przestał rwać płuca, Peter spróbował otworzyć oczy. Pod powiekami wciąż wirowało od niedotlenienia i nadmiaru endorfin. Czuł z absolutną, bezwstydną wyraźnością, jak nasienie Fiodora powoli wypływa z jego wnętrza, brudząc uda i prześcieradło. Ostra, piżmowa woń dusiła.

Mrucząc niespokojnie, wyplątał się z jego uścisku. Obejrzał się i niemal zaniemówił. Na bandażu opasującym klatkę piersiową Rosjanina wykwitły świeże, czerwone plamy.

— Fiodor... Musimy to obejrzeć — powiedział cicho, przełykając gulę w gardle. Ostrożnie dotknął materiału. — Obejdzie się bez helikoptera medycznego, przysięgam — dodał ze słabym uśmiechem, składając krótki pocałunek na szorstkim policzku mężczyzny.

Nie miał pojęcia, czy nogi utrzymają jego ciężar, ale nie zamierzał ryzykować zdrowia faceta, który jako pierwszy potrafił rozbić go na kawałki, a potem poskładać z powrotem.

— Przestań histeryzować — warknął twardo Fiodor, natychmiast wracając do roli niezniszczalnego samca. Sam był sobie winien, że puściły mu hamulce.

Dźwignął się z wyraźnym grymasem bólu i podciągnął opuszczone dresy.

— Przejdziemy do łazienki, zmienię to i będzie po krzyku. Żadnych szpitali — uciął lodowato, rzucając mu ostrzegawcze spojrzenie.

Sam fakt, że nie rozebrał się do końca przed seksem, przypomniał mu o własnych słabościach, ale żądza była silniejsza niż duma.

— Szyłeś kiedyś żywe mięso? — zapytał, opierając się ciężko o umywalkę. Oddychał z wyraźnym trudem, wpatrując się w zaczerwieniony opatrunek.

— Raz. W fazie buntu młodzieńczego postanowiłem zostać weterynarzem — odpowiedział Peter, drepcząc za nim.

Odnalazł na podłodze wielką koszulkę i naciągnął ją na siebie. Pomimo strachu o stan Fiodora, sytuacja miała w sobie perwersyjny ładunek. Stał w łazience, okryty za dużym ubraniem swojego kochanka, z jego nasieniem wciąż spływającym mu po udach, by służyć i opatrywać jego rany.

— To na szczęście nie wymaga igły — stwierdził z ogromną ulgą, uważnie oglądając szwy.

Umył dłonie, znalazł gaziki i z chirurgiczną wręcz delikatnością obmył ropiejące brzegi rany płynem odkażającym. Zrobił to profesjonalnie, co rusz zerkając w lustro na twarz Fiodora, by sprawdzić, czy nie zadaje mu niepotrzebnego bólu. Rosjanin jednak stał niewzruszony jak skała.

— Nie zdradzisz mi tego, prawda? — zapytał miękko, przyklejając ostatni kawałek taśmy.

— Gdybym ci powiedział, mafia z przedmieść nakarmiłaby cię twoim własnym kutasem — odpowiedział całkowicie poważnie.

Widząc, że Peter zamarł z oczami wielkimi jak pięciozłotówki, Fiodor parsknął suchym śmiechem.

— Żartuję. Ale nie, i tak nie powiem — uśmiechnął się cynicznie pod morderczym spojrzeniem chłopaka.

Tancerz był zbyt niewinną i kruchą istotą, by wciągać go w ten syf. Co prawda przed samym sobą Fiodor już dawno przyznał, że ten chłopak daje mu więcej niż jakakolwiek kobieta, ale wolał utrzymać granice.

— Może przyjść taki dzień, że nie zastaniesz mnie tu po pracy — stwierdził beznamiętnie. — Postaram się dać znać wcześniej.

Wypadki chodziły po ludziach. Karoseria mogła przygnieść mu klatkę, prawda? Westchnął ciężko. Przez własny brak samokontroli skazał się teraz na fizyczną niemoc. Przyciągnął Petera, brutalnie wbijając się w jego usta i zaborczo wgniatając palce w jego wciąż wilgotne od spermy pośladki.

Peter nie miał zamiaru wszczynać awantury, ale poczuł nieprzyjemny chłód w klatce piersiowej. Zacisnął powieki i wspiął się na palce, odruchowo spinając mięśnie przed bezczelną penetracją palców Rosjanina.

— Jasne. Jak będziesz wiedział, że mafia zamierza cię odjebać, zadzwoń chociaż dzień wcześniej — prychnął, wyrywając się z uścisku.

Przeczesał palcami zwichrzone loki.

— Umyję się i może zrobię coś do jedzenia? A ty się wreszcie położysz, jeśli serio masz jutro wyjść ze mną do cywilizacji — zarządził, wyganiając milczącego faceta z łazienki.

Szatyn wyszedł pół godziny później, odświeżony, wciąż ubrany w za duży t-shirt Fiodora. Czekała go poważna decyzja logistyczna – nie miał przy sobie nic czystego, by móc zostać na noc.

— Nie przywykłem do gnicia w pościeli — zrzędził Fiodor, choć posłusznie zaległ na materacu. Zamiast spać, nieludzko pobudzony buzującą w żyłach adrenaliną, włączył telewizor, rzucając go na jakiś przypadkowy kanał i zapalił.

— Ale lodówka jest pełna. Bierz, co chcesz.

Cisza zmuszała go do analizy własnego postępowania. Ściągnięcie tego chłopaka do swojego niebezpiecznego, brutalnego życia było skrajnym egoizmem. Obecność Petera działała na niego jak narkotyk, a myśl, że mógłby go do siebie przywiązać tylko po to, by któregoś dnia zniknąć, wywoływała ucisk w skatowanych żebrach. Najbardziej na świecie bał się zadać jedno, decydujące pytanie: Czego ty tak naprawdę ode mnie chcesz? Bał się, że usłyszy prawdę, i jeszcze bardziej bał się, że obaj uciekną przed odpowiedzią.

— Wyglądasz na kogoś, kto boi się własnych myśli — rzucił celnie Peter, wchodząc do sypialni.

Z kuchni pachniało duszonymi pomidorami i bazylią. Chłopak stanął przed stertą swoich potarganych po wczorajszym występie ciuchów. Wyciągnął z niej złotą, wyuzdaną bieliznę, po czym rzucił ją na podłogę z obrzydzeniem.

— Powiedz mi, że masz tu jakieś... mniejsze bokserki? — zapytał z cichą nadzieją. Pochylił się po leżący na podłodze telefon, dając Fiodorowi bezwstydny widok na perfekcyjnie okrągłe pośladki, pod którymi kołysały się bezbronne, męskie atrybuty.

— Mam. Ale damskie — odparł z kamienną twarzą Fiodor.

Peter odwrócił głowę, posyłając mu wściekłe, niezrozumiejące spojrzenie. Rosjanin niewzruszenie wskazał mu dolną szufladę komody. Ulgę, że smarkacz przestał świecić mu tyłkiem i rozpraszać resztki logicznego myślenia, poczuł natychmiast.

Chłopak otworzył szufladę i zamarł. Koronki, stringi, zwykłe damskie figi. Kilka par rajstop, awaryjne legginsy, zmywacz do paznokci i kosmetyczka. Znalazł też niezjedzoną tabliczkę gorzkiej czekolady i nową szczoteczkę.

— Zanim cię poznałem, nie żyłem w zakonie. Ale żadna z moich pań nie miała kutasa — wyjaśnił Fiodor tonem wypranym z emocji.

Były to rzeczy jego przygodnych kochanek, rezerwuar "awaryjny", by mogły rano wrócić do domów bez rozmazanego makijażu i w czystej, nierzucającej się w oczy odzieży. Fiodor nie słynął z romantyzmu i bywał brutalny w łóżku, czego Peter właśnie doświadczył na własnej, poobijanej skórze.

— Cóż... musiałeś mieć ich całkiem sporo — prychnął Peter.

W jego głosie nie było oskarżenia, ale nie brzmiał też naturalnie. Przeżył szok, bo facet, który godzinę wcześniej z opętaniem brał go do ust, okazał się kolekcjonerem damskiej bielizny. Wyciągnął najmniej rzucające się w oczy, szare bokserki i wciągnął je przez biodra, z trudem układając w nich swoją męskość. Sapnął zirytowany, naciągając gumkę.

— No dobra, a z facetami? Czy po prostu testujesz na mnie nową orientację, skoro wiedziałeś, że i tak wpadnę ci do łóżka? — spytał ostrzej, krzyżując ręce na piersi.

Gdyby nie te blizny, chłód i dziwne, mroczne tajemnice, wziąłby go za kandydata na doskonałego, opiekuńczego faceta. Potwora w sypialni, ale anioła w kuchni. Pytanie jednak musiało paść. Wolał sam rzucić argumentem o swojej puszczalskiej naturze, zanim użyłby go w kłótni Fiodor. Wtedy by go to zniszczyło.

Rosjanin uniósł brew. Strach przed tym pytaniem szybko ustąpił miejsca irytacji. Niska samoocena chłopaka wkurzała go bardziej niż babranie się w przeszłości. Odpalił drugiego papierosa, wwiercając wzrok w pośladki chłopaka zamknięte w szarej bawełnie.

— Zakładam, że każda z tych kobiet była znacznie większą dziwką niż ty — rzucił ostro, wypuszczając kłąb dymu. Z satysfakcją patrzył, jak te słowa uderzają w tancerza. Potrzymał go chwilę w napięciu.

— Sypiałem z jednym mężczyzną. Lata temu. Kochałem go. Był jedyną osobą, która cokolwiek dla mnie znaczyła. Potem przez dekadę rżnąłem wyłącznie kobiety, aż nagle pojawiłeś się ty i złamałeś wszystkie moje pieprzone zasady. Tyle w temacie testowania.

Peter zaniemówił. Fiodor wyraźnie oduczył się subtelności w kontaktach międzyludzkich, nie bawiąc się w tanie gierki. Chłopak, który desperacko szukał kogoś, kto z własnej, nieprzymuszonej woli chciałby być w jego życiu, właśnie dostał wyznanie cięższe niż wszystkie ołowiane tajemnice tego człowieka.

Zaskakując samego siebie, Peter uśmiechnął się promiennie. Rozchwiane obawy poszły w zapomnienie. Podszedł do łóżka, pochylił się i z zachłanną czułością pocałował gorzkie od tytoniu wargi.

— Mam nadzieję, że to "złamanie" nie boli cię aż tak bardzo, jak te żebra — zamruczał mu w usta.

Odwrócił się z błyskiem w oku i sprężystym krokiem pomaszerował do kuchni, by dokończyć obiecany posiłek.

3 komentarze:

  1. Hejeczka,
    bardzo mnie ucieszyło wczoraj pojawienie się nowego rozdziału, i wczoraj chciałam sobie przeczytać...  a spotkała mnie niestety nie miła niespodzianka bo niestety to jest powtórka czwartego rozdziału... więc jedynie proszę o podmienienie....
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka,
    dopiero teraz zauważyłam, że podmieniłaś tutaj rozdział, coraz bardziej mnie wciąga ta historia i liczę, że niedługo pojawią się kolejne rozdziały... bo z rozdziału na rozdział coraz bardziej wciąga w swój świat... a Fiodor to taka tajemnicza postać, więcej chciałabym się dowiedzieć o jego przeszlosci...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Basia

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejeczka,
    bardzo mnie cieszy Twójpowrót tutaj... od czasu do czasu tutaj zaglądam, a teraz taką miałam miłą niespodziankę... opowiadanie och no fantastyczne, tak Fiodor fantastyczna z niego postać... taki nazwijmy brutal ale jednak...
    Dużo weny życzę...
    Pozdrawiam serdecznie Anka

    OdpowiedzUsuń