piątek, 7 września 2012

Rozdział VIII [Rage]

Rage poczuł rozlewające się w piersi ciepło. Słyszał w swoim życiu podobne wyznania dziesiątki razy. Często żałował chłopaków, którzy zdobywali się na takie deklaracje, zatracali się w nim bez pamięci, by ostatecznie zderzyć się z chłodnym odrzuceniem. Tym razem jednak nie poczuł znajomego, dławiącego ucisku niechęci.

Uśmiechnął się delikatnie. Przełknął ślinę, by zwilżyć gardło wysuszone ciężkim, pourywanym oddechem, i powoli odkleił się od wilgotnego ciała Doriana. Spojrzał mu prosto w twarz.

— Podoba mi się, kiedy tak mówisz — wyszeptał z namysłem.

Przesunął dłonią po czole malarza, ścierając z niego drobne kropelki potu. W tej właśnie chwili czuł się absolutnie władczo. Nie miało znaczenia to, że przed sekundą Dorian wziął go i całkowicie zdominował. Po tym cichym, mrocznym wyznaniu pisarz poczuł się silniejszy, stabilniejszy emocjonalnie. Gdzieś w środku uśpiony instynkt krzyczał, by odpowiedział równie słodkimi słowami, które wcale nie byłyby kłamstwem. Malarz działał na niego jak twardy narkotyk. Kochał smak jego ust i zapach skóry, gdy mieszał się z wonią podniecenia, jakie w nim budził.

Zdecydował jednak zachować powściągliwość. Nie chciał rzucać słów na wiatr. Nie chciał składać obietnic, których złamanie mogłoby skrzywdzić ich obu, a ucieczka zawsze była jego najsilniejszym mechanizmem obronnym. Wpatrywał się w twarz Doriana z miękkim uśmiechem, w którym wciąż tliły się resztki fizycznego spełnienia. Przymknął na moment oczy i leniwie poruszył biodrami, przywołując w pamięci doznania sprzed kilku minut.

— Jesteś jak nienasycona ziemia po latach suszy — zamruczał Dorian. Wodził wzrokiem po nagim, rozgrzanym ciele Rage'a, a na jego wargach błąkał się uśmiech czystej satysfakcji. — Jak kwiat, który łaknie seksu niczym nawozu potrzebnego do życia, do kwitnienia. Podoba mi się to. Nawet bardzo.

Nagle jego uśmiech zniknął, zastąpiony przez chłodną, wyrachowaną powagę.

— Ale nie możemy kochać się raz za razem i zapominać o całym świecie. Nie dostaniesz ode mnie takiego związku. Musisz na to zasłużyć. Musisz tęsknić za moim ciałem. Musisz o nim śnić nocami. Dopiero wtedy spełnienie będzie kompletne. Dopiero wtedy docenisz naprawdę rozkosz, jaką potrafię ci dać.

Jego ton był tak pewny i niezachwiany, że nawet największy ignorant uznałby te słowa za prawdy objawione. Dorian dokładnie tak czuł. Taka była jego życiowa polityka — dawał z siebie wiele, obezwładniał, ale pozwalał, by to tęsknota i brak podsyciły pragnienia partnera do granic wytrzymałości.

Przesunął dłońmi po klatce piersiowej Rage'a, wędrując w stronę jego szyi, by zaraz potem zjechać w dół, zatrzymując się w zagłębieniu między udem a brzuchem chłopaka.

— Ubierz się. Pojedziemy sprawdzić, co z Michaelem. Mam też ochotę na spaghetti, a absolutnie nie chce mi się dzisiaj gotować — rzucił.

To nie była prośba. To było polecenie. By jednak dodatkowo zmotywować pisarza, Dorian uśmiechnął się wrednie, chwycił go za podbródek i złożył na jego ustach krótki, prowokujący pocałunek.

— Chyba że wolisz czekać na kolejne zbliżenie okrągły tydzień...

Chociaż wywód malarza był długi, w głowie Rage'a echem odbijały się tylko cztery słowa: „Nie dostaniesz takiego związku”. Wywołały one nieprzyjemny, lodowaty skurcz w żołądku. Skrzywił się mimowolnie, ale z ogromnym wysiłkiem przywołał na twarz maskę doskonałego opanowania i skinął głową, akceptując warunki. Nie miał innego wyjścia.

Westchnął w usta Doriana, oddając mu przelotny pocałunek, i bez słowa zsunął się z jego kolan na podłogę. Nogi miał wciąż nieco chwiejne. Przeciągnął się leniwie i w milczeniu ruszył do swojej sypialni, z przyklejonym, neutralnym uśmiechem. Nie dbał o to, by doprowadzić się do idealnego ładu. Świadomość, że będzie musiał skonfrontować się z Michaelem — żywym dowodem innego, równie ważnego dla Doriana życia — wcale nie pomagała mu uspokoić nieprzyjemnych, narastających przeczuć.

Wciągnął na siebie pierwsze lepsze ubrania, które znalazł na krześle. Wyglądał, jakby ktoś przepuścił go przez magiel, ale zupełnie się tym nie przejmował. Przeczesał ciemne włosy palcami, byle tylko z grubsza ujarzmić chaos, i wrócił do salonu. Oparł się ramieniem o futrynę, spoglądając na wciąż półnagiego fotografa.

— Możemy iść — stwierdził krótko i ziewnął, nie ukrywając zmęczenia. W tej chwili marzył raczej o zapadnięciu w sen pod grubą kołdrą niż o jakichkolwiek wycieczkach po mieście.

Chciał dodać coś jeszcze, ale jego słowa przerwał ostry dźwięk stacjonarnego telefonu.

— Przepraszam cię na chwilę — burknął, zastanawiając się, kto do diabła dzwoni na numer domowy o tej porze.

Podniósł słuchawkę, odwracając się frontem do Doriana i zawieszając na nim uważne spojrzenie.

— Słucham? — powiedział do słuchawki. Po sekundzie przymknął oczy z ulgą, słysząc znajomy, nieco zaniepokojony głos przyjaciela. — Nic mi nie jest, Jamie. Przyjadę do ciebie, jak tylko znajdę wolną chwilę, to pogadamy, dobrze? Pozdrów tatę.

Na sam koniec uśmiechnął się tak ciepło i szczerze, że James po drugiej stronie linii z pewnością musiał to wyczuć. Odłożył słuchawkę na bazę.

Korzystając z faktu, że pisarz wyszedł z salonu, Dorian zdążył wciągnąć na siebie bieliznę i spodnie. Podobało mu się posłuszeństwo, jakie ostatecznie zaprezentował Rage. Niewielu było na świecie takich facetów — potrafiących zawalczyć o swoje zdanie, zachować dumę, a jednocześnie z taką gracją okazać całkowite poddanie w odpowiednim momencie.

Kiedy aktor wrócił do pokoju, Dorian już stał, gotowy wyjść. Chciał go przytulić i podarować mu w nagrodę solidnego całusa, ale dźwięk telefonu skutecznie zepsuł ten moment.

Zamarł w bezruchu, wpatrując się w Rage'a i wyłapując strzępki jednostronnej rozmowy. „Jamie”. Czyżby to był ten sam James, który rano bawił się w obrońcę Michaela? Jeśli tak, to wspaniale, troskliwa z niego bestia. Jednak to nie imię uderzyło Doriana najbardziej. To ton, jakim Rage rozmawiał z przyjacielem, i ciepły uśmiech na jego twarzy sprawiły, że ostry, lodowaty sztylet zazdrości bezlitośnie przeszył duszę malarza.

Dlaczego to czuł? Przecież byli z pisarzem dopiero na etapie budowania fundamentów, nie powinien reagować tak zaborczo!

Odczekał w milczeniu do końca połączenia. Kiedy słuchawka wróciła na swoje miejsce, podszedł do chłopaka sprężystym krokiem i jednym, władczym ruchem przyciągnął go do siebie, oplatając ramię wokół jego talii.

— Ledwie z ciebie wyszedłem, a ty już umawiasz się na moich oczach z jakąś dupą? — warknął nisko, tonąc spojrzeniem w czarnych oczach pisarza, mrużąc przy tym groźnie powieki.

— Owszem. I tak właściwie zastanawiam się, czy nie poprosić cię, żebyś mnie do niego podrzucił, zanim łaskawie ruszysz na poszukiwania Michasia — odparował Rage, a w jego głosie zadźwięczała czysta złośliwość.

On sam czuł się podobnie za każdym pieprzonym razem, gdy Dorian wspominał o blondynku z nieznośną troską w najmniej odpowiednich momentach. Po chwili z jego twarzy zniknęła jednak wrogość. Uśmiechnął się delikatnie i oparł czoło o pierś malarza z głębokim, zmęczonym westchnieniem.

— Dorian. Nawet gdybym chciał, to nie potrafię. Nie będę umawiać się z innymi... to by mnie zgubiło — wyszeptał rozbrajająco szczerze.

Chciał mieć tylko Doriana. Chciał pozostać lojalny i nie wystawiać się na pokusy. Między innymi właśnie dlatego tak mocno raniła go myśl, że ten chłopak musi wciąż niańczyć Michaela, jakby ten dwudziestoletni facet nie posiadał własnego instynktu przetrwania. Nie oczekiwał, że Dorian porzuci przyjaciela na jego rzecz, ale to małe, zaborcze pragnienie zostało już zasiane i powoli zapuszczało w nim korzenie.

Nie odwzajemnił uścisku Doriana. Oparł się o niego niemal bezwładnie, czerpiąc z jego ciepła.

— James to mój przyjaciel. A jeśli wie, że jestem gejem i nadal trzyma moją stronę, to znaczy, że jest przyjacielem wybitnym. Nigdy nie rzucił we mnie złym słowem. Nie masz się absolutnie czego obawiać. Nie mam zamiaru się puszczać.

Dorian wypuścił z płuc długi, ciężki oddech, który echem rozszedł się po niewielkim salonie.

— Rage... mówisz mi o wierności, składasz deklaracje, a nawet nie masz ochoty mnie przytulić. Mam się wściec? Nawrzeszczeć na ciebie? A może po prostu nakazać ci, żebyś mnie objął?

Malarz nie był zły. Jego uwaga o umawianiu się z „dupą” ociekała wrednością wyłącznie dlatego, że irytowało go to nowe, niechciane uczucie zaborczej zazdrości. Co z tego, że ten facet opanował jego myśli i żądze? To wciąż był facet, którego de facto nie znał. Facet, z którym przespał się dwa razy w sposób absolutnie fenomenalny, ale którego marzeń, przyzwyczajeń i lęków wciąż musiał się nauczyć. A Dorian chciał się tego dowiedzieć. Nie chciał, by skończyli jako jednorazowy epizod, i właśnie dlatego musiał trzymać go na dystans, by podsycić ogień.

Miał Michaela, to prawda. Ale blondyn był bratem z wyboru, nikim więcej. Rage okazał się niespodzianką, na którą podświadomie czekał od bardzo dawna.

— Nie mam zamiaru zamykać cię w złotej klatce — dodał spokojniej Dorian. — Nie chcę cię ograniczać, bo to oznaczałoby zmienianie cię na siłę, a tego nienawidzę. Nie mam nic przeciwko twoim znajomym i wspólnym planom z nimi. Nie jestem zły, głupolu. Jestem po prostu...

Uniósł twarz Rage'a za podbródek i ponownie zatonął w głębi jego ciemnych oczu.

— Jestem Dorianem. Facetem, który cholernie lubi mieć władzę i kontrolę nad sytuacją.

— Jesteś zazdrosny. Dokładnie tak samo jak ja — odparł cicho pisarz. Przymknął oczy i uśmiechnął się z błogą satysfakcją.

Jednak po chwili odsunął się, psując ten intymny moment. Wolał nie ryzykować, że znów zatracą się w bliskości i ostatecznie w ogóle nie opuszczą tego mieszkania. Sam dysponował znakomitymi metodami na zaciągnięcie faceta z powrotem do łóżka, ale wykorzystywanie ich teraz byłoby oszustwem. Wysunął usta do przodu z wyraźnym żądaniem.

— Pocałuj mnie i wychodzimy, zanim stracę resztki cierpliwości — dodał, zmieniając ton na poważniejszy.

Czekał na proste cmoknięcie, stojąc dobre pół metra od chłopaka, z wyciągniętą szyją i wargami złożonymi w irytujący, wyczekujący dzióbek.

Nikt, absolutnie nikt, nie będzie bezkarnie drażnił Doriana.

W ułamku sekundy malarz pokonał dzielący ich dystans. Ujął nadgarstki Rage'a i szybkim, bezwzględnym ruchem uniósł je nad jego głowę, jednocześnie wsuwając twarde udo między nogi aktora. Naparł na niego całym ciężarem, przyszpilając go plecami do drewnianej framugi drzwi. Przylgnął do niego, bezczelnie dociskając udo do krocza chłopaka, i zbliżył twarz na odległość milimetrów. Oddychał szybko, a w jego oczach tańczyły niebezpieczne iskry.

— Jak śmiesz? — warknął. — Jak śmiesz tak mi się sprzeciwiać i uciekać? Doskonale wiesz, że wystarczy ułamek sekundy, byś znowu błagał mnie na kolanach o spełnienie. Mówiłem ci, że doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak działam na twoje zmysły. I cholernie mi się to podoba.

O dziwo, mimo surowej treści, głos Doriana ociekał uwodzicielską, magnetyzującą chrypką. Brzmiał, jakby wyznawał mu najgłębszą miłość, a nie karcił za niesubordynację. Udo lubieżnie, z pełną premedytacją otarło się o krocze pisarza.

— Dorian, proszę cię... — jęknął Rage.

Nie prosił, by przestał. Wręcz przeciwnie. Świadomość własnej uległości uderzyła go jak fizyczny ból, gdy poczuł nagłe, rwące podniecenie w podbrzuszu.

— Nie rób tego... wiesz, że chcę... wiesz, że pragnę cię ponad wszystko — wybełkotał wprost w usta malarza, które niemal czuł na swoich.

Chociaż jego słowa były protestem, łapał oddech z trudem. Kolana znów zaczęły się pod nim uginać. Topniał pod wpływem tego ostrego, przesyconego erotyzmem tonu, daremnie próbując zgrywać obojętnego twardziela. Ciało zdradziło go w kilka sekund, instynktownie wysuwając się naprzeciw drapieżnego ucisku uda Doriana.

Czasami szczerze nienawidził samego siebie za to, jak łatwo się poddawał. Zdarzało się to ekstremalnie rzadko, ale Dorian był anomalią w jego systemie obronnym — człowiekiem, któremu po prostu nie potrafił się oprzeć. Nie chciał już nikogo innego. A malarz obiecał mu brutalny, uzależniający azyl.

— A ty doskonale wiesz, że i ja tego chcę. Ale nie mam najmniejszego zamiaru pozwalać ci na całodzienne, łóżkowe ekscesy. Choć...

Dorian otarł się o niego całym ciałem, powoli i zmysłowo. Wiedział, że chłopak zaraz pęknie i całkowicie zwiotczeje w jego żelaznym uścisku. Trzymając wciąż ręce Rage'a unieruchomione nad jego głową, przesunął gorącym językiem po jego policzku, a potem musnął wargi chłopaka samym jego koniuszkiem — narzędziem czystych tortur.

— Smakujesz jak obietnica. Jak gwiazdkowy prezent od najbardziej zboczonego, mrocznego Mikołaja pod słońcem — zaciągnął się zapachem perfum i skóry pisarza, po czym pochylił się i boleśnie, ostrzegawczo uszczypnął zębami skórę na jego szyi.

Dopiero wtedy go puścił. Nim Rage zdążył opaść, Dorian złapał go za materiał koszulki na piersi, szarpnął do siebie i wpił się łapczywie w jego usta, odbierając mu oddech w potężnym, głębokim pocałunku.

— Teraz możemy jechać. Rozumiem, że nie pałasz chęcią widzenia się z Michaelem? Mam cię odstawić do tego całego Jamesa i po prostu sobie pójść, tak? — rzucił chłodno, gdy wreszcie przerwał pocałunek. Wygładził zgniecioną koszulkę na klatce piersiowej chłopaka i jak gdyby nigdy nic odwrócił się w stronę wyjścia.

Rage miał wrażenie, że świat zawirował, a on za moment po prostu osunie się na podłogę w miejscu, w którym zostawił go malarz. Otarcie, liźnięcie i bolesne ukąszenie zadziałały jak palące ostrza, podsycając ogień pożądania. Musiał mocno zagryźć zęby, by nie paść na kolana i nie błagać Doriana, by został i po raz kolejny poprowadził go na skraj ekstazy.

— Dlaczego ty mi to robisz? — szepnął ledwo słyszalnie pod nosem.

Odbił się od ściany z wymuszoną stanowczością i ruszył za fotografem. Wzrokiem, pałającym od tłumionej gorączki, mściwie zmierzył jego pośladki. Powinien był wziąć cholerne tabletki, uspokoić system nerwowy, ale w obecności człowieka ucieleśniającego jego najbardziej drapieżne fantazje chemia i tak na nic by się zdała.

Chwycił Doriana za dłoń z niespodziewaną siłą, drugą ręką ściągając klucze z haczyka.

— Możemy pojechać do Michaela, a potem razem ruszymy do Jamesa. Wiem, że palisz się do poznania wybawiciela swojej małej księżniczki — powiedział tonem wypranym z wcześniejszych emocji, powracając do swojej cynicznej maski. Otworzył drzwi, ani na moment nie puszczając dłoni malarza, jakby bał się, że ten mu ucieknie.

Dorian doskonale usłyszał ten cichy, rzucony pod nosem jęk. Uśmiech na jego twarzy świadczył o dzikiej satysfakcji, jaką dała mu reakcja pisarza.

Gdy tylko wyszli na chłodną klatkę schodową, a ich dłonie splatały się ze sobą w mocnym uścisku, przechylił się w stronę Rage'a i zamruczał mu prosto do ucha odpowiedź na jego wcześniejszy zarzut:

— Ponieważ po prostu uwielbiam mieć pełną władzę nad twoim pożądaniem.

Nie musiał pytać, czy chłopak zrozumiał. Wiedział, że Rage jest wystarczająco bystry, by odebrać tę aluzję w lot.

— Tak, bardzo chcę poznać gościa, który raczył zająć czas Michaelowi i sprawił, że ta mała wesz opuściła uczelnię. Dostanie ode mnie w łepetynę! — rzucił Dorian, schodząc po schodach. Zamierzał zapakować ich do auta, dojechać do mieszkania blondyna i zrugać go jak burego psa za głupie pomysły. Ale równie mocno pragnął, by Rage osobiście przedstawił go facetowi, który mimo przynależności do bandy homofobów wyciągnął Michaela z opresji.

— I nie nazywaj go tak. Nie jest moją księżniczką. Nigdy nie był i nie będzie. Jest zbyt cukierkowy, za delikatny — dodał z rozbawieniem, oglądając się przez ramię. — Zdecydowanie wolę takie porządne mięsko jak ty.

Zanim Rage zdążył zareagować, Dorian solidnie, bezczelnie klepnął go w pośladek. Uwolnił dłoń z uścisku i zbiegł o pół piętra niżej. Roznosiła go energia. Obejrzał się i posłał zaskoczonemu chłopakowi prowokującego buziaka w powietrzu.

— Jeśli mnie złapiesz, obiecuję, że cały kolejny wieczór spędzisz przykuty do ramy łóżka — rzucił, po czym puścił się biegiem w dół klatki schodowej.

W łóżku? Przykowany? Logiczne myślenie Rage'a natychmiast wyparowało, zastąpione jedyną słuszną wizją: całą nocą spędzoną na ostrym, bezlitosnym seksie.

Jednak na jego policzkach momentalnie wykwitły rumieńce irytacji na dźwięk słowa "mięsko". Nie był żadnym kawałkiem mięsa i to prostackie zdrobnienie potwornie mu się nie podobało. Już wolałby zostać nazwany uległym niewolnikiem, powołanym do spełniania mrocznych zachcianek swojego pana.

Puścił się pędem w ślad za Dorianem, całkowicie ignorując istnienie windy. Z każdym pokonanym stopniem czuł, jak poziom adrenaliny szybuje w górę, a jego ciało, ociężałe po orgazmach, nagle staje się sprężyste i w pełni posłuszne. Doskonale pamiętał, w którym miejscu zaparkowany był sportowy wóz malarza, więc nawet gdy zgubił go z oczu na parterze, miał precyzyjny cel. Sam nie wiedział, skąd krzesa z siebie tyle energii, ale obietnica bycia przykutym do łóżka podziałała na niego jak zastrzyk najczystszej amfetaminy. Wypadł na zalany słońcem parking.

— Gdzie jesteś, cholerny samolubie?! — zawołał głośno, kompletnie nie przejmując się mijającymi go sąsiadami.

Oczywiście, że zniknął. Dorian schował się za maską potężnego SUV-a, cierpliwie czekając, aż pisarz wpadnie w jego pułapkę. Gdy tylko Rage na całe osiedle zażądał ujawnienia się "Pana Samoluba", malarz błyskawicznie wyskoczył z kryjówki. Objął chłopaka w pasie od tyłu, przyciągając go mocno do swojej klatki piersiowej. Wbił zęby w jego szyję, tuż nad kołnierzykiem, mrucząc mu złowieszczo do ucha:

— Jestem. Jak na rozkaz. Ale nie zapominaj, kto tu komu wydaje polecenia.

Drugie ugryzienie było ostrzejsze; Dorian zostawił na jasnej skórze aktora wyraźny, czerwony ślad, którego nie zatuszuje żadna koszula. Zwolnił uścisk, wyminął oszołomionego chłopaka i ruszył spacerowym krokiem w stronę swojego auta.

— Wiesz co? — zaczął, otwierając pilotem drzwi wozu. — Kiedyś bardzo chciałbym zobaczyć cię oblanego w całości polewą poziomkową.

Puścił do niego oko i zgrabnie wślizgnął się za kierownicę. Wiedział, że Rage doskonale poradzi sobie z otwarciem drzwi pasażera.

Pisarz miał już na końcu języka kąśliwą ripostę, że szczerze nienawidzi poziomek, ale powstrzymał się. Wydał z siebie tylko cichy, gardłowy dźwięk dezaprobaty i wsiadł do samochodu z dumnie uniesioną głową. Opadł na skórzany fotel, posyłając Dorianowi mściwe, przeciągłe spojrzenie, choć na jego wargach błąkał się zdradziecki uśmiech.

— Jak tak dalej pójdzie, mój panie, to zabraknie ci czasu na wszystko inne — stwierdził. Pławił się w dziwnej, paradoksalnej władzy, jaką właśnie odkrył, że posiada nad tym potężnym facetem. Co więcej, zwrot „mój panie” wypowiedział z cichym, wyuzdanym jękiem, pochylając się ochoczo w stronę kierowcy. On również potrafił być drapieżnym prowokatorem. Może i brakowało mu cukierkowej, niewinnej aury Michaela, ale dysponował arsenałem, który Dorian powoli w nim odkrywał, a z którego Rage zamierzał korzystać bez najmniejszych skrupułów. W końcu był teraz jego... chłopakiem? To słowo brzmiało banalnie, odzierając ich mroczny układ z całej ekscytującej brutalności.

Odwrócił głowę do okna.

— Tak właściwie, to nigdy nie kochałem się w samochodzie. Zdecydowanie musimy tego spróbować — rzucił cicho w szybę z szyderczym uśmiechem.

— Och...

Dorian zaśmiał się szczerze i głośno. Dźgnął pisarza po przyjacielsku w bok i przekręcił kluczyk w stacyjce. Silnik zaryczał potężnie.

— Widzę, że kolega tryska dziś wyjątkową inwencją. Niech no pomyślę... kiedy niby znajdę czas na harce na skórzanych fotelach? Hm...

Musiał skupić całą uwagę na wyjeździe z osiedla, by w przypływie wesołości nie przejechać pieszego. Oczy zaszły mu łzami rozbawienia. Cholernie podobało mu się to, jak Rage, mimo swojej uległości, momentami próbował zdominować go werbalnie. Te drobne starcia dawały malarzowi pole do celebrowania ostatecznego zwycięstwa.

Droga do dzielnicy Michaela była krótka, więc nie zdążyli wdać się w kolejną, naładowaną erotyzmem wymianę zdań. Zatrzymali się na podjeździe. Dorian wyłączył silnik, ale nie otworzył drzwi. Odpiął pas bezpieczeństwa i odwrócił się do aktora.

— Pocałuj mnie — zażądał stanowczym, niskim tonem.

Chciał po prostu poczuć smak jego ust. Zdążył za nimi zatęsknić w trakcie tej dziesięciominutowej jazdy.

— Nie wiem... może po prostu wciśnij mnie w swój napięty do granic możliwości grafik ratowania Michaela, kochanie — sarknął Rage, wciąż skupiony na przedniej szybie.

Słysząc żądanie, zawahał się. Śledził uważnie twarz Doriana, jej ostre, napięte rysy. Po chwili jednak pochylił się i złożył na wargach malarza krótkie, ulotne muśnięcie, lekkie niczym dotyk skrzydła ćmy.

— Nie dostaniesz nic więcej. Dopóki nie będziemy całkowicie sami — szepnął, prowokacyjnie oblizując wargi.

Nawet nie zapinając wcześniej pasa, otworzył drzwi i wysiadł z samochodu. Zatrzasnął za sobą metalową powłokę, zaciągając się chłodnym powietrzem. Musiał ostudzić rozpalone zmysły przed konfrontacją z uciekinierem, by nie zdradzić przed Michaelem, co działo się za zamkniętymi drzwiami mieszkania.

Dorian przyjął to powściągliwe muśnięcie bez mrugnięcia okiem. To zdecydowanie nie było to, czego żądał, ale skoro pisarz wolał zagrać va banque, on przyjmie wyzwanie.

Wysiadł z auta, celowo uderzając drzwiami z głośnym trzaskiem. Zamiast ruszyć w stronę drzwi wejściowych blondyna, oparł potężne przedramiona o dach samochodu, posyłając Rage'owi mordercze spojrzenie.

— Hej! — krzyknął, zmuszając chłopaka do odwrócenia się w jego stronę. — Czy mi się wydaje, czy przemawia przez ciebie czysta, wyssana z palca zazdrość?

Z jego twarzy zniknął jakikolwiek uśmiech. Tłumaczył mu przecież do znudzenia, kim jest dla niego Michael, i że nie odetnie się od przyjaciela. Jak widać, Rage słuchał uważnie tylko wtedy, gdy Dorian doprowadzał go na skraj orgazmu. Nie podnosił jednak głosu; był facetem, który krzyczał wyłącznie w momentach absolutnej ekstazy albo w przypływie niekontrolowanego gniewu. Rosnąca, irracjonalna zaborczość pisarza irytowała go, a jednocześnie głaskała jego podbudowane ego.

— Może... Tak właśnie reaguję, gdy zaczyna mi na kimś zależeć — odparł Rage, odwracając się do niego ze słabym, niepewnym uśmiechem.

Przygryzł wargę. Położył dłoń na dachu samochodu, wolno przeciągając palcami po lakierze, ścierając niewidoczny pył. Mogło się wydawać, że zmierza w kierunku Doriana, ale gdy tylko obszedł maskę, ominął malarza szerokim łukiem. Dalsze kroki skierował bezpośrednio pod drzwi domu Michaela.

— Idziesz tu, czy zamierzasz kwitnąć na podjeździe aż do zmroku? — rzucił przez ramię.

Chciał mieć tę konfrontację jak najszybciej za sobą. W duchu marzył już, by Dorian wreszcie poznał Jamesa — by przekonał się na własne oczy, że wielki fotograf to równy, szczery facet. Może wtedy malarz wreszcie przestałby niańczyć blondyna na każdym kroku, a Rage zyskałby gwarancję, że ma jego pełną, niepodzielną uwagę.

— Idę — rzucił krótko Dorian, odrywając się od karoserii. Wsunął ręce głęboko w kieszenie i po chwili stanął tuż obok pisarza.

Zanim jednak zdążył wyciągnąć palec w stronę dzwonka, drzwi otworzyły się z hukiem. Z wnętrza z radosnym piskiem wypadł Michael, rzucając się z impetem wprost na szyję malarza. Dorian ledwo utrzymał równowagę, chwytając potężnego blondyna w ramiona.

— Głupolu — warknął ostrzegawczo. W jego głosie nie było jednak złości, a jedynie potężna, ojcowska ulga. Postawił chłopaka na werandzie i ruchem głowy wskazał na stojącego z boku Rage'a.

— Hej, Rage! Hej! Dobrze widzieć, że żyjesz i nic ci nie jest... — Michael promieniał. Dosłownie nie potrafił ustać w miejscu, przestępując z nogi na nogę. Niespodziewanie, całkowicie ignorując strefę komfortu pisarza, rzucił się również na jego szyję, zamykając zszokowanego aktora w ciasnym niedźwiedzim uścisku. — Dziękuję! Dziękuję ci z całego serca, że poprosiłeś Jamesa, by się mną zaopiekował. Dziękuję!

Dorian wpatrywał się w to przesłodzone przedstawienie z uniesioną brwią i miną mówiącą: „O co tu, do cholery, chodzi?”. Zdecydował się nie interweniować. Chciał zobaczyć, jak zimny, aspołeczny Rage poradzi sobie z uderzeniową falą wylewnej, absolutnie szczerej czułości Michaela.

— N-nie ma za co... — wyjęczał głucho Rage, stojąc sztywno jak słup soli. Nie miał pojęcia, co zrobić z rękami.

Trybiki w jego głowie zaczęły pracować na najwyższych obrotach. Skoro sam był przed chwilą naelektryzowany z pożądania do szpiku kości, to nagły, entuzjastyczny zapał Michaela świadczył o jednym: tancerz i wielki, rzekomo heteroseksualny James zdecydowanie zbytnio przypadli sobie do gustu. Rage nie spodziewałby się porywów romantyzmu po swoim stąpającym twardo po ziemi przyjacielu. W końcu James nigdy nie komentował w ten sposób cudzej orientacji, a Rage sam nie wychylał się z dociekliwymi pytaniami. Ale jeśli fotograf wpuszcza do swojego życia człowieka, który jest chodzącym, radosnym i otwartym tęczowym sztandarem... tu zdecydowanie kryło się coś głębszego.

Ostrożnie poklepał blondyna po plecach i odruchowo, uspokajająco, złożył na jego czole krótki pocałunek.

— Opanuj się, młody, bo zaraz dostaniesz orgazmu z wrażenia. Jeszcze się z nim zobaczysz i to nie raz — mruknął. Nie potrafił zaręczyć za plany Jamesa, ale jego słowa zabrzmiały w przestrzeni jak niezłomna obietnica.

— Wiem! — wykrzyknął rozpromieniony Michael, puszczając pisarza i odwracając się z powrotem do malarza. Wtedy rozpoczęła się prawdziwa, słowotokowa tyrania. — Dorian, Dorian, przepraszam. Padła mi bateria w telefonie i zapomniałem podłączyć go do prądu. Ale jak widzisz, jestem cały i zdrowy.

Rozłożył ramiona i wykonał pokazowy, pełen gracji piruet na werandzie.

— Widzisz? Ani jednego siniaka. I mam nowego przyjaciela. James okazał się fenomenalnym gościem. Jest artystycznie uzdolniony, a wyobraź sobie, że jego ojcem jest sam dyrektor uczelni! Ma u siebie w mieszkaniu takie świetne rzeczy... jest nałogowym zbieraczem, wiesz? I wyobraź sobie, że potrafi bez bicia przyznać, że...

W tym momencie szeroka dłoń Doriana bezceremonialnie wylądowała na ustach paplającego blondyna, tłumiąc resztę zdania w gardłowym pomruku.

— Błagam cię, Michael. Zrób mi tę przysługę i weź głęboki oddech — powiedział wolno malarz. — Nie pleć trzy po trzy, znasz faceta od dwóch godzin. Miał za zadanie się tobą zaopiekować, więc zrobił, co do niego należało. Nie ekscytuj się tak chorobliwie obcym człowiekiem, to niebezpieczne.

Zabrał dłoń z ust chłopaka i posłał Rage'owi niemal błagalne, pełne niezrozumienia spojrzenie, szukając racjonalnego sojusznika.

— O, wielki mędrzec przemówił. Ten, co zawsze z takim chłodnym rozsądkiem podchodzi do życia i nowo poznanych ludzi — zripostował natychmiast Michael. Oczywiście nie zamierzał milczeć. Wystawił Dorianowi język w dziecinnym proteście i ponownie zawisł na jego ramieniu. — Nie marudź już. On jest naprawdę fantastyczny. I zupełnie niegroźny.

Twarz Rage'a w ułamku sekundy stała się lodowatą, pozbawioną emocji maską. Przetrawiał potok słów Michaela w milczeniu, próbując wyłowić z nich merytoryczne konkrety. Dziecięca, wybuchowa radość blondyna przytłaczała go; był to świat emocji, w którym pisarz zupełnie się nie odnajdywał. To, że zdobył się na braterski gest, nie oznaczało, że cała ta sytuacja przestała go potwornie drażnić.

Przekrzywił głowę, spojrzał na Doriana i wzruszył ramionami. Nie zamierzał dyskutować o paranojach malarza, dopóki sam nie porozmawia z Jamesem i nie pozna wersji drugiej, bardziej opanowanej strony.

— Dorian ma w stu procentach rację, Michael. Nie powinieneś się tak podniecać — odezwał się twardym, karcącym tonem. — Pragnę brutalnie sprowadzić cię na ziemię: James zdeklarował się jako hetero. Owszem, jest tolerancyjny i otwarty. Ale to nie robi z niego z marszu tęczowego rycerza na białym koniu ani mentora dla naszej mniejszości.

Chociaż mówił do blondyna, jego ostre, czarne oczy wpatrywały się w twarz Doriana, weryfikując, czy to chłodne podsumowanie wywołało u malarza oczekiwany skutek.

— A tak przy okazji... — dodał ze znużeniem. — Chciałbym do Jamesa zadzwonić, zanim tam pojedziemy, i upewnić się, czy w ogóle go zastaniemy. Mój telefon leży w domu. Mogę pożyczyć aparat od któregoś z was?

Odetchnął głęboko. Numer przyjaciela znał na pamięć. Wystarczyło, by ktoś podał mu naładowaną komórkę.

 

5 komentarzy:

  1. Pan Mięsko i Pan Samolub, to dwaj paskudni zazdrośnicy o mentalności królików.Na każdy skurcz szarych komórek przypada co najmniej jedna myśl o bzykaniu. Nie mam pojęcia jak oni będę teraz egzystować pośród zwykłych ludzi.
    Michael jak zwykle pełen entuzjazmu i wiszący na szyi każdego kto okaże mu życzliwość. Ta jego żywiołowość kiedyś go zgubi. A już na pewno wykończy jego partnera.

    OdpowiedzUsuń
  2. Okej, przyznaję... Rage stał się seksoholikiem. Choć w sumie nie wiadomo, czy stał się, czy był nim wcześniej. Ale i tak go lubię. I wciąż czekam, aż pokaże tą drugą stronę siebie, która gdzieś tam w nim drzemie. Ja to wiem!
    O Michasiu się nie wypowiem. No, może troszkę. Irytujący chłopaczek. Ale ta jego optymistyczna forma podejścia do życia bywa momentami zaraźliwa. Czyżby się już zakochał? Czas pokaże.
    Co do zazdrości... hm, dobrze, że jest. Jak dla mnie to dobry znak. Tym bardziej, że do niebezpiecznej jej jesio daleko.
    Muszę przyznać, że w tej formie, choć nie poprawionej, dobrze mi się czyta. Ba, lepiej. Jakoś tak naturalniej mi się wydaje.
    Tak mi teraz przyszło na myśl, co by było gdyby Dorian i Rage zamienili się rolami... w sensie, że Dorian jako uległy, a Rage jako Pan i Władca... Nie na stałe, tylko w formie doświadczenia, choćby seksualnego... Bo na dłuższą metę zepsułoby to chyba te postacie...
    No i cóż... czekamy, znaczy ja czekam, na relację Jamesa. I odbiór jego osoby z punktu widzenia Doriana...
    Ogólnie rzecz ujmując, znów Michaś się wpierdala tam, gdzie go nie potrzeba. Ale chcę dalej!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fanki Michasia zapewne teraz wyciągają noże, ostrzą zęby i długie tipsy, by Ci zrobić krzywdę! Popieram jednakże, bo może nie tyle do końca mnie, ale z pewnością mojego Rage'a ten dzieciak niemiłosiernie irytuje... Może jakby ich dać sam na sam, to by to jakoś zmieniło podejście... Chociaż, szczerze? Wątpię. Zobaczymy, jak wyjdzie :D Wiesz, że niczego się nie można spodziewać po takich wariatkach, jak ja i Madź <3

      Usuń
  3. Czyżby Rage był uzależniony od seksu. I dopóki nie zacznie tego robić ma spokój, ale jak już to zasmakuje (podobnie jak z alkoholem), to wraca się do nałogu. Tabletki, które zażywa mają go uspokajać, aby mógł normalnie żyć, a nie tylko myśleć komu dać się przelecieć.
    Rage i Dorian to dwaj zazdrośnicy. Ale nich sobie Dorian nie myśli, że w życiu codziennym całkiem podporządkuje sobie swego kochanka. Rage ma swoje zdanie. Co innego w łóżku. :DD Zastanawiam się czy kiedyś Dorian da Rage'owi swój tyłek. :D
    A Michasia lubię, ale nie będę się rzucała na nikogo z nożami, tipsami i zębami, kto pała mniejszą sympatią do tego blondaska. Chłopak zaraża optymizmem jak mało kto, ale robi sobie duże nadzieje. Może się sparzyć. Chociaż James był mu bardzo przychylny. :D To teraz czekam na nową część i na to jak wypadną obie wizyty. Nie ukrywam, że czekam na spotkanie Doriana i Jamesa.
    Weny. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetnie:) I tak Rage jest uzależniony ale od tego się chyba nie umiera:) Co do Doriana to on nie bardzo mi się podoba... znaczy jako postać jest świetny ale to niezdecydowanie i samolubstowo raczej go zgubi. Nie mniej jednak rozdział bardzo mi się podobał:) Lecę nadrabiać dalej

    OdpowiedzUsuń