— Też bym chciał potrafić tak po prostu
odciąć zasilanie i zasnąć.
Dorian skwitował to z cichym
rozbawieniem, opierając się o framugę i przyglądając się śpiącemu Rage’owi.
Pisarz musiał być absolutnie wykończony, skoro zapadł w głęboki sen na
siedząco, w ułamku sekundy po wypowiedzeniu ostatniego słowa.
— Nie patrz tak na mnie. To nie moja
wina, że w nocy nie spał. Mnie tam nie było — dodał malarz, posyłając Jamesowi
szeroki, niewinny uśmiech.
Zadziwiająco dobrze czuł się w
towarzystwie tego wielkiego fotografa. Wszystkie zmysły Doriana krzyczały mu,
że facet po prostu musi być gejem, jednak rozsądek i wcześniejsze ostrzeżenia
Rage'a kazały mu zachować rezerwę. Zapatrzył się na dwójkę przyjaciół. Gdyby
nie absolutna pewność w głosie aktora, Dorian dałby sobie uciąć rękę, że James
gra w tej samej drużynie.
— Zostawiamy go tutaj, by złamał sobie
kark, czy przenosimy go w jakieś ludzkie warunki? — zapytał, odrywając się od
futryny i wygładzając zagniecenia na koszulce. — Nie chcę ci siedzieć na
głowie. Na pewno masz ciekawsze plany na wieczór niż zmuszanie się do
kurtuazyjnych rozmów ze mną.
W zasadzie nie miałby nic przeciwko
kontynuowaniu dyskusji, ale równie dobrze mógł pojechać do Michaela i wyciągnąć
z blondyna wszystkie brakujące szczegóły dzisiejszego dnia.
— Nie siedzisz mi na głowie. I nie
zmuszam się do rozmów z tobą. Zmuszałbym się do spędzania czasu z psem, nie z
tobą — odparł James, kręcąc głową z politowaniem, na co na jego usta wypłynął
szeroki, rozbrajający uśmiech. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie ma wypisane
na czole, że jest aspołecznym gburem, z którym nikt nie chce przebywać.
— Zabierzemy go do łóżka — zadecydował,
przenosząc wzrok na śpiącego Rage'a.
Wsunął silne ramiona pod pachy i kolana pisarza.
Chłopak nie należał do wagi piórkowej, ale nie był też ciężki, więc James
podniósł go z kanapy bez najmniejszego wysiłku.
— Chodź ze mną. Rozbierzemy go i
wrzucimy pod kołdrę — polecił cicho, w pełni skupiony na swoim zadaniu. Nie
miał przy tym na myśli niczego sprośnego; chciał jedynie zsunąć mu buty i
wierzchnią warstwę znoszonych ubrań.
Poprawił ułożenie śpiącego w ramionach i
ruszył w stronę zamkniętych drzwi swojej sypialni. Ponieważ miał zajęte ręce,
musiał poczekać, aż Dorian ruszy się z miejsca i pociągnie za klamkę. Opieka
nad Ragem wydawała mu się tak naturalna, że nawet przez ułamek sekundy nie
pomyślał, że chłopak w jego objęciach wygląda uroczo, bezbronnie i
kategorycznie atrakcyjnie. Nigdy nie patrzył na niego w ten sposób, chociaż zdarzało
im się nocować w jednym łóżku po całonocnych, wyczerpujących dyskusjach o
sztuce.
Dorianowi nie pozostało nic innego, jak
tylko pełnić funkcję odźwiernego. Z cichym rozbawieniem podążył za Jamesem,
otworzył mu drzwi i odsunął się, by przepuścić fotografa z cennym ładunkiem.
Czekał w progu, pozwalając sobie na
szybką, bystrą lustrację pokoju. Wystrój był cholernie osobliwy. Od razu
rzucało się w oczy, że James to człowiek o wielu skrajnych, intensywnych
pasjach. Malarz nie miał pojęcia, że zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej
Michael skanował to samo wnętrze z równie wielką fascynacją. Dorian podszedł do
biurka, machinalnie pogłaskał glinianą grzywę wyrzeźbionego konia i przesunął
opuszkami palców po stercie szkiców.
— Ciekawy z ciebie człowiek, James —
mruknął, po czym podszedł do krawędzi łóżka, by pomóc mu zsunąć z nóg Rage'a
wytarte trampki. — Myślisz, że powinniśmy rozebrać go do samej bielizny?
— Nie wiem, jak wolisz. Możemy go
rozebrać do rosołu, ale to chyba podchodziłoby już pod drobną złośliwość —
odparł James jeszcze ciszej niż przed chwilą.
Gdy tylko Rage został bezpiecznie
ułożony na materacu, fotograf odwrócił się do Doriana z szelmowskim,
zawadiackim uśmiechem.
— Staram się być wszechstronny. Nie
potrafię usiedzieć w miejscu i robić w kółko tego samego. Korzystam z
dobrodziejstwa bycia synem dyrektora — wbijam na te zajęcia, na które mam
ochotę, i wyciągam z nich wyłącznie to, co mnie kręci.
Przeczesał palcami własne, jasne włosy,
spoglądając na śpiącego przyjaciela z chłodną uwagą naukowca obserwującego
obiekt badań.
— Wspominałem Michaelowi... Chciałbym
kiedyś zrobić ci zdjęcie. Nie wiem, czy się na to zgodzisz. Oczywiście nie
dzisiaj, nie w tym chaosie. Kiedyś w przyszłości — rzucił swobodnie,
powstrzymując dłonie Doriana przed dalszym, nazbyt ochoczym rozbieraniem
pisarza.
Naciągnął zieloną kołdrę aż pod samą
brodę Rage'a. Nie omieszkał przy tym delikatnie odgarnąć ciemnych kosmyków z
jego czoła i założyć ich za ucho. Gdy skończył, wyprostował się, stając z
malarzem ramię w ramię.
Dorian zamilkł, przyglądając się
Jamesowi z nieskrywaną sympatią. Owszem, z dziką przyjemnością rozebrałby
Rage'a do naga i zostawił pod tą kołdrą, byle tylko móc zobaczyć jego bezcenną
minę po przebudzeniu.
Objął jednak fotografa ramieniem i
poprowadził go z powrotem do drzwi.
— Coś bardzo dużo mówiłeś temu
Michaelowi... Wiem, że chłopakowi czasami gęba się nie zamyka, ale żeby zdołał
wyciągnąć z ciebie taką szczerość i zwierzenia w ciągu jednego, stresującego
popołudnia? Ohoho. Jestem dla niego pełen podziwu.
Malarz czuł, jak wzbiera w nim drapieżna
ciekawość. Musiał poznać najdrobniejsze detale spotkania tych dwóch, z obu
perspektyw.
Kiedy wrócili do salonu, wypuścił Jamesa
z objęć i zajął miejsce na głębokim fotelu. Wbił w chłopaka ostre,
skoncentrowane spojrzenie.
— No więc... Skoro już tu jesteśmy i
nasz główny obiekt zainteresowań padł z wyczerpania, może łaskawie wyjaśnisz
mi, skąd u ciebie taka nagła "miłość" do Michaela? Jak z pewnością
zdążyłeś zauważyć, Rage go nie trawi. Sama świadomość, że tobie jego
towarzystwo odpowiada, wywołuje u niego alergiczne drgawki.
— Rage też taki kiedyś był. Może dlatego
tak go to drażni? Może po prostu nie potrafi znieść widoku kogoś, kto wciąż
posiada to, co on bezpowrotnie stracił? Nie mam pojęcia — odparł wolno James.
Mimowolnie przeszedł go dziwny,
elektryzujący dreszcz, gdy Dorian objął go ramieniem. Zazwyczaj to on górował
nad ludźmi; bycie na miejscu Rage'a czy Michaela, pod dotykiem malarza,
obudziło w nim zupełnie nowe doznania. Zmusił się do zrzucenia z siebie tego
napięcia.
— Poza tym... jestem po prostu szczery.
Zawsze. Nawet gdybym chciał, to nie mam powodów, by cokolwiek przed kimś
ukrywać.
Uśmiechnął się czarująco, ale zamiast
usiąść, pozbierał puste kubki po kawie i zniknął z nimi w kuchni. Nie zamierzał
ich myć — wstawił je po prostu do zmywarki. Z lodówki wyciągnął dwie chłodne
butelki rzemieślniczego, mocnego piwa — trunku, którego za żadne skarby nie
podałby delikatnemu Michaelowi.
Wrócił do salonu, wcisnął jedno szkło w
dłoń Doriana, po czym opadł na kanapę. Podciągnął nogi pod siebie i jednym,
wprawnym ruchem otworzył kapsel o krawędź stolika.
— I dla jasności: nie pałam do niego
żadną wielką „miłością”. Po prostu mi się spodobał, ot co. Jego naiwna
zapalczywość bywa wręcz rozbrajająca — dodał, unosząc butelkę w niemym toście.
Dorian z uśmiechem przyjął butelkę,
odwdzięczając się porozumiewawczym mrugnięciem. Uderzył delikatnie o szkło
Jamesa.
— Nie miałem na myśli miłości w tanim,
romantycznym wydaniu — zaznaczył.
Pociągnął solidny łyk. Piwo było
goryczkowate i chłodne, idealne na ostudzenie emocji.
— Mówisz, że Rage też był kiedyś tak
naiwnie radosny jak Michaś? Kurczę... to co się z nim u diabła stało? Ktoś go
skrzywdził? Złamał? Przecież teraz jest facetem, który zmusza się do każdego
uśmiechu. Chciałbym, żeby przy mnie kiedyś zaśmiał się tak lekko, jak potrafi
Młody. Masz pojęcie, jak to z niego wydobyć? Wiesz, co mu dolega?
Zasypywał fotografa serią szybkich,
ostrych pytań. Wcale nie taki miał cel tej rozmowy. Chciał ciągnąć wątek
osobliwej więzi Jamesa z Michaelem, ale słysząc, że Rage był kiedyś zupełnie
innym człowiekiem, nie potrafił stłumić dręczącej go fascynacji.
Upił kilka kolejnych łyków, opierając
się o oparcie fotela.
— Kurczę, chciałem wyciągnąć z ciebie
powody tej nagłej relacji z blondynem, a zamiast tego magluję cię o przeszłość
mojego... aktora. Nie musisz odpowiadać. Wybacz. Wciskam nos w nie swoje
sprawy.
— To nie tak, że nie chciałbym ci tego
opowiedzieć. Jesteś z nim teraz blisko, prawda? Ale to on powinien zdradzić ci
swoją historię. Ja mogę cię jedynie nakierować — powiedział James, obracając
butelkę w dłoniach. Zważył słowa. — Znam go od ponad dwóch lat. Poznałem go tuż
przed tym, zanim zaczął się psuć. Brutalny rozwód rodziców kompletnie go
zdemolował. Potem przez jakiś czas nie mieliśmy kontaktu, bo wyjechał na
terapię. Kiedy wrócił... to już nie był ten sam facet. Nigdy więcej nie
zobaczyłem na jego twarzy tego autentycznego, jasnego uśmiechu. Ale nie
naciskałem. Czekałem.
Przełknął ślinę, wspominając te trudne
miesiące.
— W końcu sam pękł. Chodziłem z nim po
lekarzach, trzymałem go za rękę w poczekalniach. Widziałem, jak co kilka
tygodni zmieniali mu leki. Na początku to było piekło na ziemi, potem się
ustabilizowało i zostało tak, jak jest. Taka wegetacja.
Wypuścił głośno powietrze. Powiedział
zdecydowanie za dużo, ale ciążyło to na nim od dawna. Rzadko miał okazję
zrzucić z siebie żal, że powoli tracił dawnego przyjaciela na rzecz jego
choroby.
Westchnął ciężko, lecz po chwili wymusił
na usta blady uśmiech i wlał w siebie połowę zawartości butelki. Alkohol
pomagał zachować dystans.
— Wiesz... nie sądzę, by porównywanie go
do Michaela przyniosło mu cokolwiek dobrego. Mam wrażenie, że on po prostu musi
poczuć się na nowo wyjątkowy dla kogoś. A ja, chociażbym stanął na rzęsach...
nie potrafię mu tego dać. Nie w ten sposób, w jaki możesz zrobić to ty.
— Dwa lata... Powiadasz, że zaledwie dwa
lata — mruknął w zamyśleniu Dorian.
Nie rozmawiał już z Jamesem. Myślał na
głos, dogłębnie analizując rzucone mu strzępki informacji. Był pełen obaw, ale
i cichej nadziei. Jeśli ta potworna apatia zaczęła się zaledwie dwadzieścia
cztery miesiące temu i miała tak jasne podłoże traumy, oznaczało to dwie
rzeczy: albo chłopak mógł się z tego w końcu podnieść, albo znajdował się na
równi pochyłej do absolutnego upadku.
Opróżnił swoje szkło, obracając pustą
butelkę w palcach.
— Powiedz mi jedną rzecz, James.
Dlaczego u diabła uważasz, że to ja mam jakieś magiczne predyspozycje do tego,
by dać mu to poczucie wyjątkowości? Jestem po prostu facetem, któremu Rage
przypadł do gustu. Facecikiem, który ma chęć sprawdzić, na ile zdołamy się
dogadać poza łóżkiem.
Dorian uniósł wzrok, a w jego oczach
zapalił się surowy, niemal obronny ogień.
— Zgranie się w łóżku to nie wszystko. I
nie jestem gościem, który opiera swoje związki wyłącznie na seksie. Gdybym
chciał tylko pieprzenia, mam tego na pęczki w każdym klubie, nie potrzebuję do
tego wchodzić w skomplikowane relacje. Wiesz, jak to się mówi: nie kupuj krowy,
gdy masz ochotę tylko na szklankę mleka. Więc nie. Nie traktuję Rage'a
przedmiotowo. Nie jest zabawką do spełniania moich zachcianek. Nie siedziałbym
teraz w twoim salonie i nie spowiadał ci się z intencji, gdyby zależało mi
tylko na jego tyłku. Spodobał mi się. I to cholernie mocno, mimo że znam go zaledwie
chwilę. Jezu...
Odstawił butelkę na ławę z głośnym
stukotem i przetarł twarz dłońmi.
— Potwornie się rozgadałem. Wybacz.
— Nie wiem, jak jest, Dorian. Naprawdę
nie wiem — odparł z powagą James. — Trwam przy nim i to wszystko, co mogę
zaoferować. Nie wiem już, czego on pragnie, nie potrafię odczytać, co sprawia
mu szczere szczęście. Widzisz przecież, w jakim jest stanie. Zero uniesień,
zero spontaniczności, jakby bał się własnego cienia. Ale powiem ci jedno:
możesz dać mu poczucie wyjątkowości. Nie dlatego, że jesteś jakimś objawionym
mesjaszem, ale dlatego, że ty zdecydowałeś się w ogóle spróbować. A skoro on
jeszcze nie zablokował twojego numeru i nie rzucił ci w twarz odmową... znaczy,
że coś w tobie odnalazł.
Słuchał uważnie wybuchu malarza. Chłodna
metafora o krowie wywołała na twarzy fotografa cień ironicznego rozbawienia,
który jednak szybko ustąpił miejsca powadze.
— Mogę ci zadać nieco bardziej osobiste
pytanie? Jeśli uznasz, że wchodzę z butami w twoje życie, po prostu mi powiedz,
żebym spierdalał. Zrozumiem.
— Jasne. Pytaj. W moim przypadku pojęcie
"zbyt osobiste pytanie" raczej nie istnieje — stwierdził Dorian ze
swobodą.
W głębi duszy przysiągł sobie jednak, że
od tej sekundy ograniczy paplaninę do niezbędnego minimum. Przebywanie w
promieniowaniu Michaela najwyraźniej działało na niego zaraźliwie.
Czuł się tu coraz pewniej i
bezpieczniej. Może była to zasługa alkoholu — choć jak na niego była to dawka
homeopatyczna — a może po prostu James roztaczał wokół siebie aurę absolutnej,
nienachalnej akceptacji. Zrzucił z siebie powagę. Podwinął nogi pod tyłek,
opierając się głęboko w skórzanym fotelu, i wlepił w fotografa uważne,
zachęcające spojrzenie.
— Jak wyglądały twoje poprzednie
związki? I jak ty widzisz to teraz? Bo śmiem założyć, bazując na tym, co przed
chwilą powiedziałeś, że jednak budujesz z Ragem jakąś formę stałej relacji...
Popraw mnie brutalnie, jeśli strzelam ślepcami — zapytał James.
Również zmienił pozycję, opuszczając
stopy na puszysty dywan. Oparł łokcie na kolanach i mocno splótł ze sobą palce
dłoni.
Nie wyglądał, jakby miał zamiar Doriana
oceniać czy w jakikolwiek sposób moralizować. Chciał po prostu zrozumieć. To,
że pod tą troską o przyjaciela kryła się również głęboko stłumiona, gęsta
ciekawość dotycząca fundamentów homoseksualnych związków — wyparta
skrupulatnie, odkąd zaczął kwestionować własne odruchy przy Michaelu —
pozostawił wyłącznie dla siebie. Teraz liczył się Rage.
— Moje związki? Hm... — Dorian przymknął
na moment oczy, szukając w pamięci odpowiednich słów. Na jego ustach błąkał się
cierpki, pół-nostalgiczny uśmiech. — Bywało różnie. Bardzo różnie. Miałem
chłopaka, który żył w bańce romantyzmu. Oczekiwał bukietów róż, długich
wieczorów przy świecach, poezji. Na początku było to nawet urocze, ale szybko
mnie udusiło. Nie jestem bohaterem romansu, to po prostu nie moja bajka.
Odetchnął głęboko, patrząc na szkło na
stoliku.
— Miałem też takiego, który był
chodzącym, radosnym chaosem, pełnym fascynujących sprzeczności. Też było
genialnie... przez jakiś czas. Boże, James, co mam ci o nich powiedzieć? Te
relacje nie miały w sobie wagi. Nie miały w sobie niczego absolutnego, żadnego
fundamentu, dla którego chciałbym walczyć o przetrwanie, gdy pojawiały się
pierwsze zgrzyty. Z każdym z nich byłem dla jakiejś jednej, konkretnej cechy,
ale żaden nie potrafił zatrzymać mnie na dłużej.
Wzruszył ramionami, odganiając od siebie
te puste duchy przeszłości. Nagle uśmiechnął się lekko.
— Nie mam zielonego pojęcia, co w tej
chwili łączy mnie z Ragem. Tak zupełnie szczerze? Na ten moment łączy nas
wyłącznie perfekcyjny, obezwładniający seks i jego niesamowita ule... Nie, nie
będę ci opowiadał takich rzeczy, to zdecydowanie przekracza granice
koleżeńskiej spowiedzi. Nie jestem jasnowidzem. Nie wiem, co z tego wykiełkuje.
Nie mam pojęcia, czy dogadamy się na tyle, by nie pozabijać się po miesiącu.
Dopiero się, kurwa, poznajemy.
Zapadła długa, gęsta od
niewypowiedzianych myśli cisza.
James milczał, przetrawiając to
brutalnie autentyczne wyznanie. W końcu uśmiechnął się tak szeroko, że wokół
jego zielonych oczu pojawiły się drobne zmarszczki.
— Lubisz wyzwania... — stwierdził cicho,
a jego wargi wciąż drżały od powstrzymywanego rozbawienia.
Opuścił wzrok na swoją pustą już
butelkę. Oblizał wargi i z głośnym westchnieniem opadł z powrotem na kanapę.
— I absolutnie nie przeraża mnie wizja
tego, co wyczyniacie w sypialni. Ale masz stuprocentową rację — wcale nie pali
mi się do wysłuchiwania anatomicznych szczegółów. Najzabawniejsze w tym
wszystkim jest to, że poszliście ze sobą do łóżka na dzień dobry. Zawsze żyłem
w archaicznym, wpojonym przez społeczeństwo przekonaniu, że do pierwszego
zbliżenia potrzebna jest wzniosła więź emocjonalna. Może po prostu jestem
ignorantem w kwestii filozofii męskich układów. Odkąd mam Rage'a za
przyjaciela, zdążyłem już pojąć, że rzeczywistość rzadko kiedy pokrywa się z
krzywdzącymi stereotypami.
Spojrzał na malarza z łagodnym
dystansem.
— Mimo wszystko... trzymam kciuki, by
wam się to nie posypało. Poświęć mu trochę więcej uwagi, facet tego cholernie
potrzebuje. I mała rada od przyjaciela: nie wspominaj przy nim o Michaelu z
rozmarzeniem w głosie, bo Rage bywa patologicznie, konwulsyjnie zazdrosny.
Zwłaszcza, gdy ucieka od leków, potrafi wpaść w niszczycielski szał. Tyle moich
mądrości, zrobisz z tym, co uznasz za słuszne. Ale pamiętaj o jednym: tak jak
ty byłeś gotów sprać mnie za ewentualną krzywdę wyrządzoną młodemu, tak samo ja
nie zawaham się skasować cię, jeśli to ty złamiesz Rage'a.
Dokończył to groźne ostrzeżenie zupełnie
gładko, jakby informował o prognozie pogody. Dorian wydawał się uczciwym,
twardym facetem i James zamierzał go tak traktować. Dopóki, rzecz jasna, nie da
mu powodów, by było inaczej.
— James, zapamiętaj raz na zawsze: nie
ma czegoś takiego jak definicja „męskiego związku”, „damskiego związku” czy
„związku mieszanego” — zaczął chłodno Dorian. — Każda relacja jest suwerenna i
żyje własnym, unikalnym życiem. I owszem, uwielbiam wyzwania. Zaciągnięcie
Rage'a do łóżka na samym początku faktycznie było jednym z nich. Zobaczyłem w
nim kogoś złamanego, kto jednak będzie w stanie zrozumieć i udźwignąć moje
mroczniejsze dewiacje. Musiałem to sprawdzić. Okazało się, że zgraliśmy się
bezbłędnie, ale...
Malarz odchylił głowę do tyłu i ze
stoickim spokojem zjadł okruszki ciasta, które zostały mu na palcach.
— To nie jest tak, że z każdym wchodzę
do wyra na powitanie. Kiedyś przez ponad miesiąc spotykałem się z chłopakiem, a
na pierwszy pocałunek zdobyłem się dopiero po czterech tygodniach, bo wydawał
mi się zbyt kruchą istotą na mój temperament. Z Ragem to prosta matematyka: on
chciał iść na całość, ja chciałem tego samego, więc po cholerę mieliśmy grać w
podchody? Gdyby między nami nie zaiskrzyło, żaden z nas nie wylałby po tym łez
rozpaczy.
Posłał fotografowi wyzywające
spojrzenie.
— Uważasz, że faceci nie potrafią być
romantyczni aż do porzygu? Oj, grubo się mylisz, bracie. Nawet ja, zimny i
wyrachowany skurwiel, kupowałem kiedyś facetom kwiaty. I zrobiłbym to znowu,
gdybym wiedział, że taki gest sprawi mojemu partnerowi szczerą radość. Kto wie?
Może jutro zjawią się u Rage'a z naręczem jakichś pretensjonalnych chwastów.
James wymamrotał coś niezrozumiale pod
nosem i odwrócił głowę. W jego umyśle nagle, całkowicie wbrew jego woli,
pojawiła się obezwładniająca wizja namiętnego całowania się z mężczyzną. W
dodatku, by dolać oliwy do ognia moralnego chaosu, nie był to byle jaki facet,
ale Michael — mały, bezpośredni przyjaciel Doriana.
Poczuł, jak po jego szyi rozlewa się
piekący rumieniec. Czuł się przyłapany, choć przecież nikt nie potrafił czytać
w jego myślach. Dorian mógł zrzucić ten widoczny dyskomfort na karb wrodzonej
homofobii czy szoku wywołanego opowieścią o „seksualnych dewiacjach”.
Trwałby w tym niezręcznym zawieszeniu,
gdyby nie ta urocza konkluzja o kwiatach.
James parsknął śmiechem.
— Kwiaty i Rage... — wydusił przez
śmiech. — To tak bardzo ze sobą nie współgra, że aż boli. Naprawdę.
Wyobraził sobie czarną, śmiertelnie
poważną twarz przyjaciela, jego rozszerzone z paniki oczy i bezbrzeżne
przerażenie, z jakim przyjąłby bukiet róż. A potem uroczy, wyparty rumieniec na
jego zwykle trupiobladych policzkach.
— Ja bym ci raczej radził sprezentować
mu skórzane kajdanki — palnął nagle, bez żadnego filtra, dusząc się od śmiechu.
Sekundę później dotarło do niego, co
właśnie chlapnął. Przerażony, zakrył usta dłonią.
— Nic nie słyszałeś. Ja tego nigdy,
przenigdy nie powiedziałem — wychrypiał przez palce, a jego twarz przybrała
odcień w pełni dojrzałego, bordowego buraka.
— James! — wypalił Dorian, grając rolę
absolutnie, głęboko wstrząśniętego i zgorszonego.
Było to jednak mistrzowskie maskowanie
niepohamowanego rozbawienia.
— Taki z ciebie ułożony, grzeczny,
heteroseksualny chłoptaś, a w głowie kryją się takie perwersyjne pomysły? No,
no, no. O takie mroczne dewiacje to cię w życiu nie podejrzewałem! To, że ja
jestem psychicznie skrzywiony i że Rage lubi mocne wrażenia, to norma, ale
ty...?
Z szerokim, diabelskim uśmiechem
pogroził mu palcem, celowo pogrążając fotografa w jeszcze większym
zawstydzeniu. Uwielbiał ten stan. Czerpał dziką satysfakcję, wybijając ludzi ze
strefy komfortu. Sam nie widział w takich rozmowach niczego niestosownego.
Zaraz jednak jego twarz uderzyła w maskę
surowej, analitycznej powagi.
— Wiesz, mam jednak dziwne przeczucie,
że to nie jest wszystko. Że chciałeś zapytać mnie o coś zupełnie innego, co
spędza ci sen z powiek — wycedził powoli. — Coś, co dotyczy bezpośrednio
Michasia. I jeśli instynkt mnie nie myli, chciałbyś mi o czymś ważnym powiedzieć.
Malarz zmrużył oczy, a jego spojrzenie
było tak twarde, że nie znosiło odmowy. Złapał go w kleszcze.
— Słuchaj, jesteśmy tu sami. Ściany nie
mają uszu. Daję ci słowo honoru, że nasza rozmowa nie wyjdzie poza ten salon. A
uwierz mi, James, jestem człowiekiem, który i tak zawsze w końcu dociera do
prawdy. Lepiej powiedz mi to sam.
— Tu wcale nie chodzi o moje łóżkowe
pomysły... Ja ci właśnie wyłożyłem na tacy jedno z najmroczniejszych, głęboko
tłumionych pragnień twojego faceta — odparował James.
Jego skóra nieco zbladła. Opuścił dłoń z
twarzy i uniósł prowokacyjnie brew. Dorian emanował tak nieznoszącą sprzeciwu
pewnością siebie, że fotograf pozwolił sobie na złośliwy, ironiczny uśmiech.
— O czym mam ci niby mówić? Nic
rewolucyjnego się rano nie wydarzyło. A jak sam buńczucznie stwierdziłeś — i
tak dowiesz się wszystkiego ze swojego niezawodnego źródła. Wolałbym jednak tę
kwestię zachować dla siebie, wiesz? Zwierzanie się i głębokie analizy uczuciowe
z facetem, którego znam od kwadransa, raczej nie są racjonalnym podejściem do
życia.
Westchnął ciężko. Musiał jednak to
dodać, bo złość zaczynała brać górę nad dystansem.
— I mówię to w pełni świadomy faktu...
że jesteś dla Michaela absolutnie najważniejszym, najcudowniejszym,
bezkonkurencyjnym „super-przyjacielem”. To nie sarkazm, Dorian. To jego
dosłowna opinia o tobie. Prawda o nim, którą przed chwilą wyznał mi z nabożną
czcią.
Tłumaczył to gorączkowo. Czuł
podświadomie, że rozmowa z apodyktycznym malarzem o swoich nowo odkrywanych,
niepewnych fascynacjach seksualnych mogłaby się skończyć lawiną zbytecznych
„dobrych rad”. A z pewnością usłyszałby reprymendę o nieodpowiedzialnej zabawie
cudzymi emocjami, o krzywdzących eksperymentach i o niesprawiedliwości, jaką
swoim niezdecydowaniem mógłby zafundować wrażliwemu blondynowi.
— Ja po prostu... wciąż nie jestem
gotowy na żadne wiążące wyznania — podsumował krótko, odcinając temat.
Miał szczerą, cichą nadzieję, że Dorian
potrafi odpuścić i uszanuje jego granice.
— Jak wolisz, James. Nie chcesz się
uzewnętrzniać, to twoja sprawa. Nie jestem typem inkwizytora, który wyciąga
zeznania siłą — Dorian machnął dłonią z wystudiowaną obojętnością i posłał
fotografowi wyrozumiały, niemal ojcowski uśmiech.
Prawda była jednak nieco inna.
Zrozumiał, że James dusi w sobie mętlik, z którym musi uporać się sam. Miał w
końcu od takich terapii Rage'a.
— Wiesz co? Odpuszczam. Zamykam temat
dzisiejszej akcji ratunkowej z udziałem Michaela. Koniec historii. Dzieciak
jest cały, zdrowy i tryska niespotykaną energią. Odnalazł sobie nowego,
najwyraźniej fascynującego znajomego. Koniec i kropka.
Malarz w tej właśnie sekundzie podjął
twardą decyzję: wycofuje się z życia tancerza. Robi krok w tył. Blondyn miał
teraz kogoś nowego, z kim mógł się zaprzyjaźnić i zafascynować, i to Jamesowi
powinien teraz poświęcać czas. Dorian stosował ten manewr zawsze, gdy Michael
zachłystywał się nową znajomością. Nie porzucał go; dawał mu wolność. Zawsze
był w tle, odbierał telefony w środku nocy, służył ramieniem po kolejnym
rozczarowaniu. Ale schodził z pierwszego planu, by nie stanowić
przytłaczającego cienia w jego nowym świecie.
— Wspominałeś wcześniej coś o zdjęciach —
rzucił nagle, gładko zmieniając tor rozmowy na bezpieczniejszy grunt. — Poważnie
to rozważę. Nie obiecuję kiedy i w jakiej formie, ale wchodzę w ten projekt.
— A zdajesz sobie sprawę z tego, że ta
twoja nagła „kropka” będzie go cholernie boleć? — James zapytał z lodowatą
powagą, ignorując propozycję zdjęciową. Uśmiechnął się jednak kącikiem ust w
milczącym podziękowaniu za odpuszczenie niewygodnego tematu.
Dźwignął się z kanapy. Zanim jednak udał
się do swojej sypialni, stał jeszcze przez moment przed Dorianem, wwiercając
się w niego oskarżycielskim wzrokiem. Nie czekał na wyjaśnienia malarza;
odwrócił się i po prostu zniknął na korytarzu.
Nacisnął klamkę cicho, z niesamowitą
ostrożnością, by nie obudzić drzemiącego przyjaciela. Zdjęcia leżały pod ręką,
więc wyminął pogrążone w mroku łóżko i błyskawicznie chwycił oprawione w skórę
katalogi. Zamknął za sobą drzwi bezszelestnie, odcinając sypialnię od hałasów.
Wrócił do salonu i z nikłym, lekko
zawstydzonym uśmiechem podał Dorianowi albumy.
— Nadal uważam, że dla niektórych robiąc
takie surowe akty, wychodzę na totalnego zboczeńca.
Dorian powoli otworzył pierwszy album,
ale wzrok utkwił w twarzy fotografa. Tak się przecież, do cholery, nie przerywa
rozmowy.
— Co i kogo będzie boleć, James?
Zostawiłeś mnie z tym hasłem w zawieszeniu i czmychnąłeś jak przestraszony
zając. Wyjaśnij mi.
Oparł obie dłonie na czarnej okładce.
Piekielnie chciał zobaczyć te kadry, był spragniony estetycznych wrażeń, ale
niewypowiedziana groźba ukryta w pytaniu Jamesa intrygowała go znacznie
bardziej.
— Rzucasz ciężkimi wnioskami z
powietrza. Jeśli oczekujesz, że zmienię swoje podejście, muszę poznać logikę,
którą się kierujesz.
— Michaela przeraża to, że gdy
całkowicie zanurzysz się w tej nowej, gęstej relacji z Ragem, on spadnie na
drugi plan. Będzie to odczuwał jako odrzucenie — zaczął spokojnie James. Usiadł
w kącie ogromnej kanapy, wyciągając długie nogi przed siebie w geście relaksu. —
Ja również doskonale zdaję sobie sprawę, że wkrótce zacznę być traktowany przez
mojego przyjaciela jak tło. Chociaż... wiem, że dzięki Michaelowi uda mi się
wypełnić tę nowo powstałą pustkę. Świat nie znosi próżni. Postanowiłem to —
wyłącznie z własnej woli i z czystej, samolubnej chęci — że nie pozwolę, by
Michaelowi działa się krzywda, ani by czuł się samotny.
Wypuścił powietrze i spojrzał prosto na
Doriana.
— Ale prawda jest taka, że im bardziej
się od niego odetniesz, dając mu tę swoją rzekomą wolność, tym mocniej on
będzie cierpiał. Nie ważne, czy będzie obok mnie, czy beze mnie. Bo dla niego
to zawsze byłeś i jesteś ty.
James uśmiechnął się lekko.
— Poza tym... ty wcale nie potrafisz tak
po prostu odpuścić. Zbyt go kochasz. Mam głębokie, przerażające wrażenie, że
niezależnie od tego, jak bardzo zadeklarujesz obojętność, i tak będziesz o
Michaela zazdrosny jak sam skurwysyn. I będziesz trząsł się o każdy jego krok.
— To chyba normalny, pieprzony ludzki
odruch, prawda? — rzucił ostrzej Dorian. — Zazdrość o kogoś, kto był przy tobie
przez całe życie, to dowód, że ci na nim zależy. I wbij to sobie do głowy:
Michaela nie zaboli to, że się odsuwam, by dać mu przestrzeń! Bolałoby go,
gdybym wciąż na siłę kontrolował jego czas, odcinał go od rówieśników i tłamsił
jego niezależność. Bolałoby go, bo zarzuciłby mi, że próbuję oderwać go od
ciebie, od tej jego nowej fascynacji.
Głos Doriana nabierał mrocznej dynamiki.
Nawet on sam nie poznawał tego tonu, ale musiał z siebie w końcu wyrzucić ten
kłębiący się w trzewiach niepokój.
— My się nie poznaliśmy rok czy dwa lata
temu na jakimś marnym wykładzie. Dorastaliśmy razem. Przeszliśmy przez piekło.
I uwierz mi na słowo, James: znam go miliony razy lepiej, niż ty kiedykolwiek
zdołasz go poznać.
Zakończył to niemal agresywnie, po czym
uciął dyskusję. Może James wolał bawić się w podchody i zgrywać tajemniczego
milczka, ale Dorian był w swoich emocjach szczery do bólu, nierzadko
krzywdzącego. Rzucał prawdą w twarz, bez znieczulenia.
Opuścił wzrok na karty albumu. Nie
oczekiwał na słowa zgody ani buntu; powiedział to, co uważał za słuszne, i to
mu wystarczyło.
Powoli przerzucał strony, zatapiając się
w czarno-białej grze światła na ludzkich sylwetkach. Widział dokładnie te same
doskonałe, prowokujące prace, które wcześniej chłonął Michael. Były
mistrzowskie.
James przyjął tę tyradę w milczeniu.
Nie dlatego, że brakło mu słów czy
celnych argumentów. Po prostu uznał, że zostawi Doriana z jego zaborczymi
racjami i domysłami, nie dolewając oliwy do ognia. Ton malarza sugerował, że w
jego mniemaniu ktokolwiek inny z definicji nie ma racji w kwestiach dotyczących
blondyna. Lekkie potaknięcie wydało mu się w tej sytuacji zdecydowanie
najbardziej strategicznym wyborem. Czekał cierpliwie w milczeniu, słuchając
szelestu kartek.
Znał te zdjęcia na pamięć. Po kilku
minutach bezczynność zaczęła go fizycznie drażnić. Wstał w milczeniu, pozbierał
puste butelki z ławy i ruszył do kuchni, by po chwili wrócić z dwoma kolejnymi.
Nie zamierzał upijać gościa — chciał go po prostu zająć i uspokoić atmosferę, a
samemu dać zajęcie dłoniom.
— Fenomenalne. Są absolutnie,
bezdyskusyjnie świetne — odezwał się z autentycznym szacunkiem Dorian. — Masz
genialne oko do światła i od razu widać, że nie odwalasz rzemiosła, tylko
robisz to z pasją. A Rage na tych aktach prezentuje się jak pieprzony Bóg
mroku.
Zamknął z trzaskiem ostatni album i
wręczył cały stos z powrotem właścicielowi. Uśmiechnął się z wdzięcznością za
to, że James nie ciągnął już wyczerpującego i bolesnego tematu ich relacji z
tancerzem. Istniało zbyt duże ryzyko, że kolejne słowo zdetonowałoby potężną,
męską awanturę, a Dorian tego nie chciał. Ten pakt o nieagresji całkiem mu
odpowiadał.
— Wiesz co? Myślę, że jak już jakoś
ogarnę ten morderczy chaos związany ze sztuką teatralną i poukładam sobie tę
poplątaną sprawę z Ragem... z chęcią się do ciebie zgłoszę. Serio. Sam jestem
piekielnie ciekaw, jak mnie postrzegasz przez ten swój wizjer i jak wyjdę na
kliszy.
Podniósł się z wygodnego fotela, niemal
z bólem wsuwając stopy w sportowe buty. Godziny mijały bezlitośnie. Rano musiał
stawić się na komendzie, a wiedział, że w drodze powrotnej i tak złoży
niezapowiedzianą wizytę u Michaela, by udowodnić mu, że "nowy kumpel"
go nie zabił i nie pożarł żywcem.
A Rage... Rage i tak wolał teraz po
prostu dochodzić do siebie w samotności. Czekał na niego, aż zregeneruje siły.
— Najwyższa pora, żebym stąd zniknął,
James. Było świetnie. Mam nadzieję, że powtórzymy to jeszcze w spokojniejszych
okolicznościach. I zapamiętaj jedno: ja wcale nie gryzę. I nie robię z igły
wideł, chyba że ktoś mnie do tego zmusi. Dzwoń, kiedy tylko będziesz miał
ochotę na rozmowę czy piwo. Numer masz wyśledzony w aparacie, Rage dzwonił z
mojego.
Poprawił bluzę i ruszył twardym krokiem
do wyjścia. Nie widział najmniejszego sensu w przedłużaniu tego spotkania.
Wszystko, co miało paść, zostało powiedziane.
James odprowadził go aż do lustrzanej
windy. Uścisk dłoni na pożegnanie był męski i pewny. Ale po tym wszystkim, co
zostało wyrzucone podczas tej dziwacznej konfrontacji, fotograf wolał zamknąć
za nim drzwi w milczeniu.
Zamiast skierować się do sypialni, by
odpocząć, z ciężkim stęknięciem opadł z powrotem na kanapę, chwytając pilota.
Włączył telewizor, by zagłuszyć natłok myśli pustym szumem. Musiał poczekać na
powrót ojca. No i na pobudkę Rage'a, chociaż domyślał się, że pisarz prześpi
dłuższą część wieczoru.
James potrzebował odciąć się od bodźców.
Chciał przeanalizować całe to pieprzone szaleństwo na chłodno. W co on się, do
diabła, pakował? Cała ta wibrująca napięciem znajomość z Dorianem była dla
niego niezrozumiała. Malarz nie był złym facetem. Miał swoje brutalne,
dominujące zasady, ale to go nie przekreślało. Jednak James wciąż zmagał się z
potwornym dysonansem wobec jego niektórych, skrajnych, sadystyczno-opiekuńczych
zagrywek.
A on sam... on sam nie był pewien już
absolutnie niczego.
Wpatrując się tępym wzrokiem w ekran i
śledząc bzdurną strzelaninę w kinie klasy C, zastanawiał się nad jednym,
zasadniczym szczegółem: skoro Dorian tak świetnie, tak "od lat" znał
Michaela, to czy choć jeden raz, szczerze, zapytał blondyna o to, czego ten
chłopak tak naprawdę od życia oczekuje?
Westchnął ciężko. Odpowiedź wydawała mu
się boleśnie jasna.
Nawet nie zorientował się w którym
momencie otępiające zmęczenie i irracjonalne dylematy pociągnęły go w dół, i
zapadł w głęboki sen wprost przed jarzącym się jaskrawo ekranem.
Mnie ciekawi tajemnica Rage i jego przeszłość. Mam nadzieję, że nam to wyjaśnicie. Podobało mi się jak James doradził Dorianowi, żeby zamiast kwiatków kupił kajdanki. Jestem zaskoczona szczerością obu panów. Nie spodziewałam się, że rozmowa odbędzie się w tak przyjaznej atmosferze.
OdpowiedzUsuńGdzie się podziały te śliczne kreseczki przed dialogami? Kto je śmiał zeżreć!
Podoba mi się ta część. To na prawdę ładna część.
OdpowiedzUsuńWreszcie kolejny kawałek tajemnicy Rage'a zostaje odsłonięty. Ponadto dowiadujemy się troszeczkę o Dorianie, no i poznajemy James'a.
Doskonale. Szczególnie, że to wzmaga ciekawość czytelników, nie wyjaśniając niczego do końca.
Rozmowa Doriana i James'a z początku była zaskakująco przyjemna. Wręcz fajna i luźna, jak na pierwsze spotkanie. Potem jednak pokazały się pierwsze zgrzyty. Oj coś czuję, że relacja tej dwójki wprowadzi parę ciekawych rzeczy do fabuły.
Podziwiam Was. Serio. Ciągle coś się dzieje. I nie jest to ciągnięcie w nieskończoność tych samych wątków, a kontynuowanie ich i rozwijanie. W dodatku ciągle coś nowego. No nie idzie się nudzić i muszę przyznać, że nie darowałabym sobie pominięcia z własnej woli którejkolwiek części. Nawet gdybym ją później nadrabiała. Czytanie na bieżąco ma ten swój urok.
No, a teraz czekamy, aż obie pary przyjaciół przeprowadzą swoje prywatne rozmowy i konfrontacji.
Mało Rage'a i Doriana! Tak, narzekam. Ale cóż ja zrobię, że ta para mi wyjątkowo spasowała? Ano nic.
Czekam na kolejne!
Fanka Michasia to ja. :D Ale nie tylko jego, bo wszyscy przypadli mi do gustu. Każda postać ma coś w sobie wyjątkowego i przyciąga do siebie jak magnes. :D
OdpowiedzUsuńTo Rage robi się jeszcze bardziej tajemniczy. Dwa lata wcześniej był wesołym chłopakiem i nagle zmienił się. To teraz już nie mam pojęcia co mu jest. Może stracił kogoś. Ktoś go skrzywdził. Ale Wy teraz podkręciłyście z tą tajemnicą. Ale fajnie, fajnie. :D
Podobała mi się rozmowa Doriana z Jamesem. Widać, jacy są różni. Dorian powie wszystko, wygada się, ale James woli coś ukryć, pomilczeć. Łączy ich jedno. Za swoich przyjaciół dali by się pokrajać. :D
Szczera rozmowa, to mi się podoba:) I jeszcze ta tajemnica, tego jestem bardzo ciekawa no i mam nadzieje że Dorian trochę zmięknie bo jest za szorstki, owszem może taki być w łóżku ale cały czas? Tylko z Michasiem ( którego bardzo lubię żeby nie było że nie) jest trochę inny i tego mu brakuje w relacji z Reagem. Ale rozdział świetny i ja chcę next :)
OdpowiedzUsuńMacie naprawdę fantastyczne opowiadanie. Przekazujecie całe tony emocji. Pochłonęłam je szybko i czekam na ciąg dalszy. (:
OdpowiedzUsuń