niedziela, 9 września 2012

Rozdział X [Rage]

— Też bym chciał potrafić tak po prostu odciąć zasilanie i zasnąć.

Dorian skwitował to z cichym rozbawieniem, opierając się o framugę i przyglądając się śpiącemu Rage’owi. Pisarz musiał być absolutnie wykończony, skoro zapadł w głęboki sen na siedząco, w ułamku sekundy po wypowiedzeniu ostatniego słowa.

— Nie patrz tak na mnie. To nie moja wina, że w nocy nie spał. Mnie tam nie było — dodał malarz, posyłając Jamesowi szeroki, niewinny uśmiech.

Zadziwiająco dobrze czuł się w towarzystwie tego wielkiego fotografa. Wszystkie zmysły Doriana krzyczały mu, że facet po prostu musi być gejem, jednak rozsądek i wcześniejsze ostrzeżenia Rage'a kazały mu zachować rezerwę. Zapatrzył się na dwójkę przyjaciół. Gdyby nie absolutna pewność w głosie aktora, Dorian dałby sobie uciąć rękę, że James gra w tej samej drużynie.

— Zostawiamy go tutaj, by złamał sobie kark, czy przenosimy go w jakieś ludzkie warunki? — zapytał, odrywając się od futryny i wygładzając zagniecenia na koszulce. — Nie chcę ci siedzieć na głowie. Na pewno masz ciekawsze plany na wieczór niż zmuszanie się do kurtuazyjnych rozmów ze mną.

W zasadzie nie miałby nic przeciwko kontynuowaniu dyskusji, ale równie dobrze mógł pojechać do Michaela i wyciągnąć z blondyna wszystkie brakujące szczegóły dzisiejszego dnia.

— Nie siedzisz mi na głowie. I nie zmuszam się do rozmów z tobą. Zmuszałbym się do spędzania czasu z psem, nie z tobą — odparł James, kręcąc głową z politowaniem, na co na jego usta wypłynął szeroki, rozbrajający uśmiech. Zastanawiał się, czy przypadkiem nie ma wypisane na czole, że jest aspołecznym gburem, z którym nikt nie chce przebywać.

— Zabierzemy go do łóżka — zadecydował, przenosząc wzrok na śpiącego Rage'a.

Wsunął silne ramiona pod pachy i kolana pisarza. Chłopak nie należał do wagi piórkowej, ale nie był też ciężki, więc James podniósł go z kanapy bez najmniejszego wysiłku.

— Chodź ze mną. Rozbierzemy go i wrzucimy pod kołdrę — polecił cicho, w pełni skupiony na swoim zadaniu. Nie miał przy tym na myśli niczego sprośnego; chciał jedynie zsunąć mu buty i wierzchnią warstwę znoszonych ubrań.

Poprawił ułożenie śpiącego w ramionach i ruszył w stronę zamkniętych drzwi swojej sypialni. Ponieważ miał zajęte ręce, musiał poczekać, aż Dorian ruszy się z miejsca i pociągnie za klamkę. Opieka nad Ragem wydawała mu się tak naturalna, że nawet przez ułamek sekundy nie pomyślał, że chłopak w jego objęciach wygląda uroczo, bezbronnie i kategorycznie atrakcyjnie. Nigdy nie patrzył na niego w ten sposób, chociaż zdarzało im się nocować w jednym łóżku po całonocnych, wyczerpujących dyskusjach o sztuce.

Dorianowi nie pozostało nic innego, jak tylko pełnić funkcję odźwiernego. Z cichym rozbawieniem podążył za Jamesem, otworzył mu drzwi i odsunął się, by przepuścić fotografa z cennym ładunkiem.

Czekał w progu, pozwalając sobie na szybką, bystrą lustrację pokoju. Wystrój był cholernie osobliwy. Od razu rzucało się w oczy, że James to człowiek o wielu skrajnych, intensywnych pasjach. Malarz nie miał pojęcia, że zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej Michael skanował to samo wnętrze z równie wielką fascynacją. Dorian podszedł do biurka, machinalnie pogłaskał glinianą grzywę wyrzeźbionego konia i przesunął opuszkami palców po stercie szkiców.

— Ciekawy z ciebie człowiek, James — mruknął, po czym podszedł do krawędzi łóżka, by pomóc mu zsunąć z nóg Rage'a wytarte trampki. — Myślisz, że powinniśmy rozebrać go do samej bielizny?

— Nie wiem, jak wolisz. Możemy go rozebrać do rosołu, ale to chyba podchodziłoby już pod drobną złośliwość — odparł James jeszcze ciszej niż przed chwilą.

Gdy tylko Rage został bezpiecznie ułożony na materacu, fotograf odwrócił się do Doriana z szelmowskim, zawadiackim uśmiechem.

— Staram się być wszechstronny. Nie potrafię usiedzieć w miejscu i robić w kółko tego samego. Korzystam z dobrodziejstwa bycia synem dyrektora — wbijam na te zajęcia, na które mam ochotę, i wyciągam z nich wyłącznie to, co mnie kręci.

Przeczesał palcami własne, jasne włosy, spoglądając na śpiącego przyjaciela z chłodną uwagą naukowca obserwującego obiekt badań.

— Wspominałem Michaelowi... Chciałbym kiedyś zrobić ci zdjęcie. Nie wiem, czy się na to zgodzisz. Oczywiście nie dzisiaj, nie w tym chaosie. Kiedyś w przyszłości — rzucił swobodnie, powstrzymując dłonie Doriana przed dalszym, nazbyt ochoczym rozbieraniem pisarza.

Naciągnął zieloną kołdrę aż pod samą brodę Rage'a. Nie omieszkał przy tym delikatnie odgarnąć ciemnych kosmyków z jego czoła i założyć ich za ucho. Gdy skończył, wyprostował się, stając z malarzem ramię w ramię.

Dorian zamilkł, przyglądając się Jamesowi z nieskrywaną sympatią. Owszem, z dziką przyjemnością rozebrałby Rage'a do naga i zostawił pod tą kołdrą, byle tylko móc zobaczyć jego bezcenną minę po przebudzeniu.

Objął jednak fotografa ramieniem i poprowadził go z powrotem do drzwi.

— Coś bardzo dużo mówiłeś temu Michaelowi... Wiem, że chłopakowi czasami gęba się nie zamyka, ale żeby zdołał wyciągnąć z ciebie taką szczerość i zwierzenia w ciągu jednego, stresującego popołudnia? Ohoho. Jestem dla niego pełen podziwu.

Malarz czuł, jak wzbiera w nim drapieżna ciekawość. Musiał poznać najdrobniejsze detale spotkania tych dwóch, z obu perspektyw.

Kiedy wrócili do salonu, wypuścił Jamesa z objęć i zajął miejsce na głębokim fotelu. Wbił w chłopaka ostre, skoncentrowane spojrzenie.

— No więc... Skoro już tu jesteśmy i nasz główny obiekt zainteresowań padł z wyczerpania, może łaskawie wyjaśnisz mi, skąd u ciebie taka nagła "miłość" do Michaela? Jak z pewnością zdążyłeś zauważyć, Rage go nie trawi. Sama świadomość, że tobie jego towarzystwo odpowiada, wywołuje u niego alergiczne drgawki.

— Rage też taki kiedyś był. Może dlatego tak go to drażni? Może po prostu nie potrafi znieść widoku kogoś, kto wciąż posiada to, co on bezpowrotnie stracił? Nie mam pojęcia — odparł wolno James.

Mimowolnie przeszedł go dziwny, elektryzujący dreszcz, gdy Dorian objął go ramieniem. Zazwyczaj to on górował nad ludźmi; bycie na miejscu Rage'a czy Michaela, pod dotykiem malarza, obudziło w nim zupełnie nowe doznania. Zmusił się do zrzucenia z siebie tego napięcia.

— Poza tym... jestem po prostu szczery. Zawsze. Nawet gdybym chciał, to nie mam powodów, by cokolwiek przed kimś ukrywać.

Uśmiechnął się czarująco, ale zamiast usiąść, pozbierał puste kubki po kawie i zniknął z nimi w kuchni. Nie zamierzał ich myć — wstawił je po prostu do zmywarki. Z lodówki wyciągnął dwie chłodne butelki rzemieślniczego, mocnego piwa — trunku, którego za żadne skarby nie podałby delikatnemu Michaelowi.

Wrócił do salonu, wcisnął jedno szkło w dłoń Doriana, po czym opadł na kanapę. Podciągnął nogi pod siebie i jednym, wprawnym ruchem otworzył kapsel o krawędź stolika.

— I dla jasności: nie pałam do niego żadną wielką „miłością”. Po prostu mi się spodobał, ot co. Jego naiwna zapalczywość bywa wręcz rozbrajająca — dodał, unosząc butelkę w niemym toście.

Dorian z uśmiechem przyjął butelkę, odwdzięczając się porozumiewawczym mrugnięciem. Uderzył delikatnie o szkło Jamesa.

— Nie miałem na myśli miłości w tanim, romantycznym wydaniu — zaznaczył.

Pociągnął solidny łyk. Piwo było goryczkowate i chłodne, idealne na ostudzenie emocji.

— Mówisz, że Rage też był kiedyś tak naiwnie radosny jak Michaś? Kurczę... to co się z nim u diabła stało? Ktoś go skrzywdził? Złamał? Przecież teraz jest facetem, który zmusza się do każdego uśmiechu. Chciałbym, żeby przy mnie kiedyś zaśmiał się tak lekko, jak potrafi Młody. Masz pojęcie, jak to z niego wydobyć? Wiesz, co mu dolega?

Zasypywał fotografa serią szybkich, ostrych pytań. Wcale nie taki miał cel tej rozmowy. Chciał ciągnąć wątek osobliwej więzi Jamesa z Michaelem, ale słysząc, że Rage był kiedyś zupełnie innym człowiekiem, nie potrafił stłumić dręczącej go fascynacji.

Upił kilka kolejnych łyków, opierając się o oparcie fotela.

— Kurczę, chciałem wyciągnąć z ciebie powody tej nagłej relacji z blondynem, a zamiast tego magluję cię o przeszłość mojego... aktora. Nie musisz odpowiadać. Wybacz. Wciskam nos w nie swoje sprawy.

— To nie tak, że nie chciałbym ci tego opowiedzieć. Jesteś z nim teraz blisko, prawda? Ale to on powinien zdradzić ci swoją historię. Ja mogę cię jedynie nakierować — powiedział James, obracając butelkę w dłoniach. Zważył słowa. — Znam go od ponad dwóch lat. Poznałem go tuż przed tym, zanim zaczął się psuć. Brutalny rozwód rodziców kompletnie go zdemolował. Potem przez jakiś czas nie mieliśmy kontaktu, bo wyjechał na terapię. Kiedy wrócił... to już nie był ten sam facet. Nigdy więcej nie zobaczyłem na jego twarzy tego autentycznego, jasnego uśmiechu. Ale nie naciskałem. Czekałem.

Przełknął ślinę, wspominając te trudne miesiące.

— W końcu sam pękł. Chodziłem z nim po lekarzach, trzymałem go za rękę w poczekalniach. Widziałem, jak co kilka tygodni zmieniali mu leki. Na początku to było piekło na ziemi, potem się ustabilizowało i zostało tak, jak jest. Taka wegetacja.

Wypuścił głośno powietrze. Powiedział zdecydowanie za dużo, ale ciążyło to na nim od dawna. Rzadko miał okazję zrzucić z siebie żal, że powoli tracił dawnego przyjaciela na rzecz jego choroby.

Westchnął ciężko, lecz po chwili wymusił na usta blady uśmiech i wlał w siebie połowę zawartości butelki. Alkohol pomagał zachować dystans.

— Wiesz... nie sądzę, by porównywanie go do Michaela przyniosło mu cokolwiek dobrego. Mam wrażenie, że on po prostu musi poczuć się na nowo wyjątkowy dla kogoś. A ja, chociażbym stanął na rzęsach... nie potrafię mu tego dać. Nie w ten sposób, w jaki możesz zrobić to ty.

— Dwa lata... Powiadasz, że zaledwie dwa lata — mruknął w zamyśleniu Dorian.

Nie rozmawiał już z Jamesem. Myślał na głos, dogłębnie analizując rzucone mu strzępki informacji. Był pełen obaw, ale i cichej nadziei. Jeśli ta potworna apatia zaczęła się zaledwie dwadzieścia cztery miesiące temu i miała tak jasne podłoże traumy, oznaczało to dwie rzeczy: albo chłopak mógł się z tego w końcu podnieść, albo znajdował się na równi pochyłej do absolutnego upadku.

Opróżnił swoje szkło, obracając pustą butelkę w palcach.

— Powiedz mi jedną rzecz, James. Dlaczego u diabła uważasz, że to ja mam jakieś magiczne predyspozycje do tego, by dać mu to poczucie wyjątkowości? Jestem po prostu facetem, któremu Rage przypadł do gustu. Facecikiem, który ma chęć sprawdzić, na ile zdołamy się dogadać poza łóżkiem.

Dorian uniósł wzrok, a w jego oczach zapalił się surowy, niemal obronny ogień.

— Zgranie się w łóżku to nie wszystko. I nie jestem gościem, który opiera swoje związki wyłącznie na seksie. Gdybym chciał tylko pieprzenia, mam tego na pęczki w każdym klubie, nie potrzebuję do tego wchodzić w skomplikowane relacje. Wiesz, jak to się mówi: nie kupuj krowy, gdy masz ochotę tylko na szklankę mleka. Więc nie. Nie traktuję Rage'a przedmiotowo. Nie jest zabawką do spełniania moich zachcianek. Nie siedziałbym teraz w twoim salonie i nie spowiadał ci się z intencji, gdyby zależało mi tylko na jego tyłku. Spodobał mi się. I to cholernie mocno, mimo że znam go zaledwie chwilę. Jezu...

Odstawił butelkę na ławę z głośnym stukotem i przetarł twarz dłońmi.

— Potwornie się rozgadałem. Wybacz.

— Nie wiem, jak jest, Dorian. Naprawdę nie wiem — odparł z powagą James. — Trwam przy nim i to wszystko, co mogę zaoferować. Nie wiem już, czego on pragnie, nie potrafię odczytać, co sprawia mu szczere szczęście. Widzisz przecież, w jakim jest stanie. Zero uniesień, zero spontaniczności, jakby bał się własnego cienia. Ale powiem ci jedno: możesz dać mu poczucie wyjątkowości. Nie dlatego, że jesteś jakimś objawionym mesjaszem, ale dlatego, że ty zdecydowałeś się w ogóle spróbować. A skoro on jeszcze nie zablokował twojego numeru i nie rzucił ci w twarz odmową... znaczy, że coś w tobie odnalazł.

Słuchał uważnie wybuchu malarza. Chłodna metafora o krowie wywołała na twarzy fotografa cień ironicznego rozbawienia, który jednak szybko ustąpił miejsca powadze.

— Mogę ci zadać nieco bardziej osobiste pytanie? Jeśli uznasz, że wchodzę z butami w twoje życie, po prostu mi powiedz, żebym spierdalał. Zrozumiem.

— Jasne. Pytaj. W moim przypadku pojęcie "zbyt osobiste pytanie" raczej nie istnieje — stwierdził Dorian ze swobodą.

W głębi duszy przysiągł sobie jednak, że od tej sekundy ograniczy paplaninę do niezbędnego minimum. Przebywanie w promieniowaniu Michaela najwyraźniej działało na niego zaraźliwie.

Czuł się tu coraz pewniej i bezpieczniej. Może była to zasługa alkoholu — choć jak na niego była to dawka homeopatyczna — a może po prostu James roztaczał wokół siebie aurę absolutnej, nienachalnej akceptacji. Zrzucił z siebie powagę. Podwinął nogi pod tyłek, opierając się głęboko w skórzanym fotelu, i wlepił w fotografa uważne, zachęcające spojrzenie.

— Jak wyglądały twoje poprzednie związki? I jak ty widzisz to teraz? Bo śmiem założyć, bazując na tym, co przed chwilą powiedziałeś, że jednak budujesz z Ragem jakąś formę stałej relacji... Popraw mnie brutalnie, jeśli strzelam ślepcami — zapytał James.

Również zmienił pozycję, opuszczając stopy na puszysty dywan. Oparł łokcie na kolanach i mocno splótł ze sobą palce dłoni.

Nie wyglądał, jakby miał zamiar Doriana oceniać czy w jakikolwiek sposób moralizować. Chciał po prostu zrozumieć. To, że pod tą troską o przyjaciela kryła się również głęboko stłumiona, gęsta ciekawość dotycząca fundamentów homoseksualnych związków — wyparta skrupulatnie, odkąd zaczął kwestionować własne odruchy przy Michaelu — pozostawił wyłącznie dla siebie. Teraz liczył się Rage.

— Moje związki? Hm... — Dorian przymknął na moment oczy, szukając w pamięci odpowiednich słów. Na jego ustach błąkał się cierpki, pół-nostalgiczny uśmiech. — Bywało różnie. Bardzo różnie. Miałem chłopaka, który żył w bańce romantyzmu. Oczekiwał bukietów róż, długich wieczorów przy świecach, poezji. Na początku było to nawet urocze, ale szybko mnie udusiło. Nie jestem bohaterem romansu, to po prostu nie moja bajka.

Odetchnął głęboko, patrząc na szkło na stoliku.

— Miałem też takiego, który był chodzącym, radosnym chaosem, pełnym fascynujących sprzeczności. Też było genialnie... przez jakiś czas. Boże, James, co mam ci o nich powiedzieć? Te relacje nie miały w sobie wagi. Nie miały w sobie niczego absolutnego, żadnego fundamentu, dla którego chciałbym walczyć o przetrwanie, gdy pojawiały się pierwsze zgrzyty. Z każdym z nich byłem dla jakiejś jednej, konkretnej cechy, ale żaden nie potrafił zatrzymać mnie na dłużej.

Wzruszył ramionami, odganiając od siebie te puste duchy przeszłości. Nagle uśmiechnął się lekko.

— Nie mam zielonego pojęcia, co w tej chwili łączy mnie z Ragem. Tak zupełnie szczerze? Na ten moment łączy nas wyłącznie perfekcyjny, obezwładniający seks i jego niesamowita ule... Nie, nie będę ci opowiadał takich rzeczy, to zdecydowanie przekracza granice koleżeńskiej spowiedzi. Nie jestem jasnowidzem. Nie wiem, co z tego wykiełkuje. Nie mam pojęcia, czy dogadamy się na tyle, by nie pozabijać się po miesiącu. Dopiero się, kurwa, poznajemy.

Zapadła długa, gęsta od niewypowiedzianych myśli cisza.

James milczał, przetrawiając to brutalnie autentyczne wyznanie. W końcu uśmiechnął się tak szeroko, że wokół jego zielonych oczu pojawiły się drobne zmarszczki.

— Lubisz wyzwania... — stwierdził cicho, a jego wargi wciąż drżały od powstrzymywanego rozbawienia.

Opuścił wzrok na swoją pustą już butelkę. Oblizał wargi i z głośnym westchnieniem opadł z powrotem na kanapę.

— I absolutnie nie przeraża mnie wizja tego, co wyczyniacie w sypialni. Ale masz stuprocentową rację — wcale nie pali mi się do wysłuchiwania anatomicznych szczegółów. Najzabawniejsze w tym wszystkim jest to, że poszliście ze sobą do łóżka na dzień dobry. Zawsze żyłem w archaicznym, wpojonym przez społeczeństwo przekonaniu, że do pierwszego zbliżenia potrzebna jest wzniosła więź emocjonalna. Może po prostu jestem ignorantem w kwestii filozofii męskich układów. Odkąd mam Rage'a za przyjaciela, zdążyłem już pojąć, że rzeczywistość rzadko kiedy pokrywa się z krzywdzącymi stereotypami.

Spojrzał na malarza z łagodnym dystansem.

— Mimo wszystko... trzymam kciuki, by wam się to nie posypało. Poświęć mu trochę więcej uwagi, facet tego cholernie potrzebuje. I mała rada od przyjaciela: nie wspominaj przy nim o Michaelu z rozmarzeniem w głosie, bo Rage bywa patologicznie, konwulsyjnie zazdrosny. Zwłaszcza, gdy ucieka od leków, potrafi wpaść w niszczycielski szał. Tyle moich mądrości, zrobisz z tym, co uznasz za słuszne. Ale pamiętaj o jednym: tak jak ty byłeś gotów sprać mnie za ewentualną krzywdę wyrządzoną młodemu, tak samo ja nie zawaham się skasować cię, jeśli to ty złamiesz Rage'a.

Dokończył to groźne ostrzeżenie zupełnie gładko, jakby informował o prognozie pogody. Dorian wydawał się uczciwym, twardym facetem i James zamierzał go tak traktować. Dopóki, rzecz jasna, nie da mu powodów, by było inaczej.

— James, zapamiętaj raz na zawsze: nie ma czegoś takiego jak definicja „męskiego związku”, „damskiego związku” czy „związku mieszanego” — zaczął chłodno Dorian. — Każda relacja jest suwerenna i żyje własnym, unikalnym życiem. I owszem, uwielbiam wyzwania. Zaciągnięcie Rage'a do łóżka na samym początku faktycznie było jednym z nich. Zobaczyłem w nim kogoś złamanego, kto jednak będzie w stanie zrozumieć i udźwignąć moje mroczniejsze dewiacje. Musiałem to sprawdzić. Okazało się, że zgraliśmy się bezbłędnie, ale...

Malarz odchylił głowę do tyłu i ze stoickim spokojem zjadł okruszki ciasta, które zostały mu na palcach.

— To nie jest tak, że z każdym wchodzę do wyra na powitanie. Kiedyś przez ponad miesiąc spotykałem się z chłopakiem, a na pierwszy pocałunek zdobyłem się dopiero po czterech tygodniach, bo wydawał mi się zbyt kruchą istotą na mój temperament. Z Ragem to prosta matematyka: on chciał iść na całość, ja chciałem tego samego, więc po cholerę mieliśmy grać w podchody? Gdyby między nami nie zaiskrzyło, żaden z nas nie wylałby po tym łez rozpaczy.

Posłał fotografowi wyzywające spojrzenie.

— Uważasz, że faceci nie potrafią być romantyczni aż do porzygu? Oj, grubo się mylisz, bracie. Nawet ja, zimny i wyrachowany skurwiel, kupowałem kiedyś facetom kwiaty. I zrobiłbym to znowu, gdybym wiedział, że taki gest sprawi mojemu partnerowi szczerą radość. Kto wie? Może jutro zjawią się u Rage'a z naręczem jakichś pretensjonalnych chwastów.

James wymamrotał coś niezrozumiale pod nosem i odwrócił głowę. W jego umyśle nagle, całkowicie wbrew jego woli, pojawiła się obezwładniająca wizja namiętnego całowania się z mężczyzną. W dodatku, by dolać oliwy do ognia moralnego chaosu, nie był to byle jaki facet, ale Michael — mały, bezpośredni przyjaciel Doriana.

Poczuł, jak po jego szyi rozlewa się piekący rumieniec. Czuł się przyłapany, choć przecież nikt nie potrafił czytać w jego myślach. Dorian mógł zrzucić ten widoczny dyskomfort na karb wrodzonej homofobii czy szoku wywołanego opowieścią o „seksualnych dewiacjach”.

Trwałby w tym niezręcznym zawieszeniu, gdyby nie ta urocza konkluzja o kwiatach.

James parsknął śmiechem.

— Kwiaty i Rage... — wydusił przez śmiech. — To tak bardzo ze sobą nie współgra, że aż boli. Naprawdę.

Wyobraził sobie czarną, śmiertelnie poważną twarz przyjaciela, jego rozszerzone z paniki oczy i bezbrzeżne przerażenie, z jakim przyjąłby bukiet róż. A potem uroczy, wyparty rumieniec na jego zwykle trupiobladych policzkach.

— Ja bym ci raczej radził sprezentować mu skórzane kajdanki — palnął nagle, bez żadnego filtra, dusząc się od śmiechu.

Sekundę później dotarło do niego, co właśnie chlapnął. Przerażony, zakrył usta dłonią.

— Nic nie słyszałeś. Ja tego nigdy, przenigdy nie powiedziałem — wychrypiał przez palce, a jego twarz przybrała odcień w pełni dojrzałego, bordowego buraka.

— James! — wypalił Dorian, grając rolę absolutnie, głęboko wstrząśniętego i zgorszonego.

Było to jednak mistrzowskie maskowanie niepohamowanego rozbawienia.

— Taki z ciebie ułożony, grzeczny, heteroseksualny chłoptaś, a w głowie kryją się takie perwersyjne pomysły? No, no, no. O takie mroczne dewiacje to cię w życiu nie podejrzewałem! To, że ja jestem psychicznie skrzywiony i że Rage lubi mocne wrażenia, to norma, ale ty...?

Z szerokim, diabelskim uśmiechem pogroził mu palcem, celowo pogrążając fotografa w jeszcze większym zawstydzeniu. Uwielbiał ten stan. Czerpał dziką satysfakcję, wybijając ludzi ze strefy komfortu. Sam nie widział w takich rozmowach niczego niestosownego.

Zaraz jednak jego twarz uderzyła w maskę surowej, analitycznej powagi.

— Wiesz, mam jednak dziwne przeczucie, że to nie jest wszystko. Że chciałeś zapytać mnie o coś zupełnie innego, co spędza ci sen z powiek — wycedził powoli. — Coś, co dotyczy bezpośrednio Michasia. I jeśli instynkt mnie nie myli, chciałbyś mi o czymś ważnym powiedzieć.

Malarz zmrużył oczy, a jego spojrzenie było tak twarde, że nie znosiło odmowy. Złapał go w kleszcze.

— Słuchaj, jesteśmy tu sami. Ściany nie mają uszu. Daję ci słowo honoru, że nasza rozmowa nie wyjdzie poza ten salon. A uwierz mi, James, jestem człowiekiem, który i tak zawsze w końcu dociera do prawdy. Lepiej powiedz mi to sam.

— Tu wcale nie chodzi o moje łóżkowe pomysły... Ja ci właśnie wyłożyłem na tacy jedno z najmroczniejszych, głęboko tłumionych pragnień twojego faceta — odparował James.

Jego skóra nieco zbladła. Opuścił dłoń z twarzy i uniósł prowokacyjnie brew. Dorian emanował tak nieznoszącą sprzeciwu pewnością siebie, że fotograf pozwolił sobie na złośliwy, ironiczny uśmiech.

— O czym mam ci niby mówić? Nic rewolucyjnego się rano nie wydarzyło. A jak sam buńczucznie stwierdziłeś — i tak dowiesz się wszystkiego ze swojego niezawodnego źródła. Wolałbym jednak tę kwestię zachować dla siebie, wiesz? Zwierzanie się i głębokie analizy uczuciowe z facetem, którego znam od kwadransa, raczej nie są racjonalnym podejściem do życia.

Westchnął ciężko. Musiał jednak to dodać, bo złość zaczynała brać górę nad dystansem.

— I mówię to w pełni świadomy faktu... że jesteś dla Michaela absolutnie najważniejszym, najcudowniejszym, bezkonkurencyjnym „super-przyjacielem”. To nie sarkazm, Dorian. To jego dosłowna opinia o tobie. Prawda o nim, którą przed chwilą wyznał mi z nabożną czcią.

Tłumaczył to gorączkowo. Czuł podświadomie, że rozmowa z apodyktycznym malarzem o swoich nowo odkrywanych, niepewnych fascynacjach seksualnych mogłaby się skończyć lawiną zbytecznych „dobrych rad”. A z pewnością usłyszałby reprymendę o nieodpowiedzialnej zabawie cudzymi emocjami, o krzywdzących eksperymentach i o niesprawiedliwości, jaką swoim niezdecydowaniem mógłby zafundować wrażliwemu blondynowi.

— Ja po prostu... wciąż nie jestem gotowy na żadne wiążące wyznania — podsumował krótko, odcinając temat.

Miał szczerą, cichą nadzieję, że Dorian potrafi odpuścić i uszanuje jego granice.

— Jak wolisz, James. Nie chcesz się uzewnętrzniać, to twoja sprawa. Nie jestem typem inkwizytora, który wyciąga zeznania siłą — Dorian machnął dłonią z wystudiowaną obojętnością i posłał fotografowi wyrozumiały, niemal ojcowski uśmiech.

Prawda była jednak nieco inna. Zrozumiał, że James dusi w sobie mętlik, z którym musi uporać się sam. Miał w końcu od takich terapii Rage'a.

— Wiesz co? Odpuszczam. Zamykam temat dzisiejszej akcji ratunkowej z udziałem Michaela. Koniec historii. Dzieciak jest cały, zdrowy i tryska niespotykaną energią. Odnalazł sobie nowego, najwyraźniej fascynującego znajomego. Koniec i kropka.

Malarz w tej właśnie sekundzie podjął twardą decyzję: wycofuje się z życia tancerza. Robi krok w tył. Blondyn miał teraz kogoś nowego, z kim mógł się zaprzyjaźnić i zafascynować, i to Jamesowi powinien teraz poświęcać czas. Dorian stosował ten manewr zawsze, gdy Michael zachłystywał się nową znajomością. Nie porzucał go; dawał mu wolność. Zawsze był w tle, odbierał telefony w środku nocy, służył ramieniem po kolejnym rozczarowaniu. Ale schodził z pierwszego planu, by nie stanowić przytłaczającego cienia w jego nowym świecie.

— Wspominałeś wcześniej coś o zdjęciach — rzucił nagle, gładko zmieniając tor rozmowy na bezpieczniejszy grunt. — Poważnie to rozważę. Nie obiecuję kiedy i w jakiej formie, ale wchodzę w ten projekt.

— A zdajesz sobie sprawę z tego, że ta twoja nagła „kropka” będzie go cholernie boleć? — James zapytał z lodowatą powagą, ignorując propozycję zdjęciową. Uśmiechnął się jednak kącikiem ust w milczącym podziękowaniu za odpuszczenie niewygodnego tematu.

Dźwignął się z kanapy. Zanim jednak udał się do swojej sypialni, stał jeszcze przez moment przed Dorianem, wwiercając się w niego oskarżycielskim wzrokiem. Nie czekał na wyjaśnienia malarza; odwrócił się i po prostu zniknął na korytarzu.

Nacisnął klamkę cicho, z niesamowitą ostrożnością, by nie obudzić drzemiącego przyjaciela. Zdjęcia leżały pod ręką, więc wyminął pogrążone w mroku łóżko i błyskawicznie chwycił oprawione w skórę katalogi. Zamknął za sobą drzwi bezszelestnie, odcinając sypialnię od hałasów.

Wrócił do salonu i z nikłym, lekko zawstydzonym uśmiechem podał Dorianowi albumy.

— Nadal uważam, że dla niektórych robiąc takie surowe akty, wychodzę na totalnego zboczeńca.

Dorian powoli otworzył pierwszy album, ale wzrok utkwił w twarzy fotografa. Tak się przecież, do cholery, nie przerywa rozmowy.

— Co i kogo będzie boleć, James? Zostawiłeś mnie z tym hasłem w zawieszeniu i czmychnąłeś jak przestraszony zając. Wyjaśnij mi.

Oparł obie dłonie na czarnej okładce. Piekielnie chciał zobaczyć te kadry, był spragniony estetycznych wrażeń, ale niewypowiedziana groźba ukryta w pytaniu Jamesa intrygowała go znacznie bardziej.

— Rzucasz ciężkimi wnioskami z powietrza. Jeśli oczekujesz, że zmienię swoje podejście, muszę poznać logikę, którą się kierujesz.

— Michaela przeraża to, że gdy całkowicie zanurzysz się w tej nowej, gęstej relacji z Ragem, on spadnie na drugi plan. Będzie to odczuwał jako odrzucenie — zaczął spokojnie James. Usiadł w kącie ogromnej kanapy, wyciągając długie nogi przed siebie w geście relaksu. — Ja również doskonale zdaję sobie sprawę, że wkrótce zacznę być traktowany przez mojego przyjaciela jak tło. Chociaż... wiem, że dzięki Michaelowi uda mi się wypełnić tę nowo powstałą pustkę. Świat nie znosi próżni. Postanowiłem to — wyłącznie z własnej woli i z czystej, samolubnej chęci — że nie pozwolę, by Michaelowi działa się krzywda, ani by czuł się samotny.

Wypuścił powietrze i spojrzał prosto na Doriana.

— Ale prawda jest taka, że im bardziej się od niego odetniesz, dając mu tę swoją rzekomą wolność, tym mocniej on będzie cierpiał. Nie ważne, czy będzie obok mnie, czy beze mnie. Bo dla niego to zawsze byłeś i jesteś ty.

James uśmiechnął się lekko.

— Poza tym... ty wcale nie potrafisz tak po prostu odpuścić. Zbyt go kochasz. Mam głębokie, przerażające wrażenie, że niezależnie od tego, jak bardzo zadeklarujesz obojętność, i tak będziesz o Michaela zazdrosny jak sam skurwysyn. I będziesz trząsł się o każdy jego krok.

— To chyba normalny, pieprzony ludzki odruch, prawda? — rzucił ostrzej Dorian. — Zazdrość o kogoś, kto był przy tobie przez całe życie, to dowód, że ci na nim zależy. I wbij to sobie do głowy: Michaela nie zaboli to, że się odsuwam, by dać mu przestrzeń! Bolałoby go, gdybym wciąż na siłę kontrolował jego czas, odcinał go od rówieśników i tłamsił jego niezależność. Bolałoby go, bo zarzuciłby mi, że próbuję oderwać go od ciebie, od tej jego nowej fascynacji.

Głos Doriana nabierał mrocznej dynamiki. Nawet on sam nie poznawał tego tonu, ale musiał z siebie w końcu wyrzucić ten kłębiący się w trzewiach niepokój.

— My się nie poznaliśmy rok czy dwa lata temu na jakimś marnym wykładzie. Dorastaliśmy razem. Przeszliśmy przez piekło. I uwierz mi na słowo, James: znam go miliony razy lepiej, niż ty kiedykolwiek zdołasz go poznać.

Zakończył to niemal agresywnie, po czym uciął dyskusję. Może James wolał bawić się w podchody i zgrywać tajemniczego milczka, ale Dorian był w swoich emocjach szczery do bólu, nierzadko krzywdzącego. Rzucał prawdą w twarz, bez znieczulenia.

Opuścił wzrok na karty albumu. Nie oczekiwał na słowa zgody ani buntu; powiedział to, co uważał za słuszne, i to mu wystarczyło.

Powoli przerzucał strony, zatapiając się w czarno-białej grze światła na ludzkich sylwetkach. Widział dokładnie te same doskonałe, prowokujące prace, które wcześniej chłonął Michael. Były mistrzowskie.

James przyjął tę tyradę w milczeniu.

Nie dlatego, że brakło mu słów czy celnych argumentów. Po prostu uznał, że zostawi Doriana z jego zaborczymi racjami i domysłami, nie dolewając oliwy do ognia. Ton malarza sugerował, że w jego mniemaniu ktokolwiek inny z definicji nie ma racji w kwestiach dotyczących blondyna. Lekkie potaknięcie wydało mu się w tej sytuacji zdecydowanie najbardziej strategicznym wyborem. Czekał cierpliwie w milczeniu, słuchając szelestu kartek.

Znał te zdjęcia na pamięć. Po kilku minutach bezczynność zaczęła go fizycznie drażnić. Wstał w milczeniu, pozbierał puste butelki z ławy i ruszył do kuchni, by po chwili wrócić z dwoma kolejnymi. Nie zamierzał upijać gościa — chciał go po prostu zająć i uspokoić atmosferę, a samemu dać zajęcie dłoniom.

— Fenomenalne. Są absolutnie, bezdyskusyjnie świetne — odezwał się z autentycznym szacunkiem Dorian. — Masz genialne oko do światła i od razu widać, że nie odwalasz rzemiosła, tylko robisz to z pasją. A Rage na tych aktach prezentuje się jak pieprzony Bóg mroku.

Zamknął z trzaskiem ostatni album i wręczył cały stos z powrotem właścicielowi. Uśmiechnął się z wdzięcznością za to, że James nie ciągnął już wyczerpującego i bolesnego tematu ich relacji z tancerzem. Istniało zbyt duże ryzyko, że kolejne słowo zdetonowałoby potężną, męską awanturę, a Dorian tego nie chciał. Ten pakt o nieagresji całkiem mu odpowiadał.

— Wiesz co? Myślę, że jak już jakoś ogarnę ten morderczy chaos związany ze sztuką teatralną i poukładam sobie tę poplątaną sprawę z Ragem... z chęcią się do ciebie zgłoszę. Serio. Sam jestem piekielnie ciekaw, jak mnie postrzegasz przez ten swój wizjer i jak wyjdę na kliszy.

Podniósł się z wygodnego fotela, niemal z bólem wsuwając stopy w sportowe buty. Godziny mijały bezlitośnie. Rano musiał stawić się na komendzie, a wiedział, że w drodze powrotnej i tak złoży niezapowiedzianą wizytę u Michaela, by udowodnić mu, że "nowy kumpel" go nie zabił i nie pożarł żywcem.

A Rage... Rage i tak wolał teraz po prostu dochodzić do siebie w samotności. Czekał na niego, aż zregeneruje siły.

— Najwyższa pora, żebym stąd zniknął, James. Było świetnie. Mam nadzieję, że powtórzymy to jeszcze w spokojniejszych okolicznościach. I zapamiętaj jedno: ja wcale nie gryzę. I nie robię z igły wideł, chyba że ktoś mnie do tego zmusi. Dzwoń, kiedy tylko będziesz miał ochotę na rozmowę czy piwo. Numer masz wyśledzony w aparacie, Rage dzwonił z mojego.

Poprawił bluzę i ruszył twardym krokiem do wyjścia. Nie widział najmniejszego sensu w przedłużaniu tego spotkania. Wszystko, co miało paść, zostało powiedziane.

James odprowadził go aż do lustrzanej windy. Uścisk dłoni na pożegnanie był męski i pewny. Ale po tym wszystkim, co zostało wyrzucone podczas tej dziwacznej konfrontacji, fotograf wolał zamknąć za nim drzwi w milczeniu.

Zamiast skierować się do sypialni, by odpocząć, z ciężkim stęknięciem opadł z powrotem na kanapę, chwytając pilota. Włączył telewizor, by zagłuszyć natłok myśli pustym szumem. Musiał poczekać na powrót ojca. No i na pobudkę Rage'a, chociaż domyślał się, że pisarz prześpi dłuższą część wieczoru.

James potrzebował odciąć się od bodźców. Chciał przeanalizować całe to pieprzone szaleństwo na chłodno. W co on się, do diabła, pakował? Cała ta wibrująca napięciem znajomość z Dorianem była dla niego niezrozumiała. Malarz nie był złym facetem. Miał swoje brutalne, dominujące zasady, ale to go nie przekreślało. Jednak James wciąż zmagał się z potwornym dysonansem wobec jego niektórych, skrajnych, sadystyczno-opiekuńczych zagrywek.

A on sam... on sam nie był pewien już absolutnie niczego.

Wpatrując się tępym wzrokiem w ekran i śledząc bzdurną strzelaninę w kinie klasy C, zastanawiał się nad jednym, zasadniczym szczegółem: skoro Dorian tak świetnie, tak "od lat" znał Michaela, to czy choć jeden raz, szczerze, zapytał blondyna o to, czego ten chłopak tak naprawdę od życia oczekuje?

Westchnął ciężko. Odpowiedź wydawała mu się boleśnie jasna.

Nawet nie zorientował się w którym momencie otępiające zmęczenie i irracjonalne dylematy pociągnęły go w dół, i zapadł w głęboki sen wprost przed jarzącym się jaskrawo ekranem.

 

5 komentarzy:

  1. Mnie ciekawi tajemnica Rage i jego przeszłość. Mam nadzieję, że nam to wyjaśnicie. Podobało mi się jak James doradził Dorianowi, żeby zamiast kwiatków kupił kajdanki. Jestem zaskoczona szczerością obu panów. Nie spodziewałam się, że rozmowa odbędzie się w tak przyjaznej atmosferze.
    Gdzie się podziały te śliczne kreseczki przed dialogami? Kto je śmiał zeżreć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się ta część. To na prawdę ładna część.
    Wreszcie kolejny kawałek tajemnicy Rage'a zostaje odsłonięty. Ponadto dowiadujemy się troszeczkę o Dorianie, no i poznajemy James'a.
    Doskonale. Szczególnie, że to wzmaga ciekawość czytelników, nie wyjaśniając niczego do końca.
    Rozmowa Doriana i James'a z początku była zaskakująco przyjemna. Wręcz fajna i luźna, jak na pierwsze spotkanie. Potem jednak pokazały się pierwsze zgrzyty. Oj coś czuję, że relacja tej dwójki wprowadzi parę ciekawych rzeczy do fabuły.
    Podziwiam Was. Serio. Ciągle coś się dzieje. I nie jest to ciągnięcie w nieskończoność tych samych wątków, a kontynuowanie ich i rozwijanie. W dodatku ciągle coś nowego. No nie idzie się nudzić i muszę przyznać, że nie darowałabym sobie pominięcia z własnej woli którejkolwiek części. Nawet gdybym ją później nadrabiała. Czytanie na bieżąco ma ten swój urok.
    No, a teraz czekamy, aż obie pary przyjaciół przeprowadzą swoje prywatne rozmowy i konfrontacji.
    Mało Rage'a i Doriana! Tak, narzekam. Ale cóż ja zrobię, że ta para mi wyjątkowo spasowała? Ano nic.
    Czekam na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fanka Michasia to ja. :D Ale nie tylko jego, bo wszyscy przypadli mi do gustu. Każda postać ma coś w sobie wyjątkowego i przyciąga do siebie jak magnes. :D
    To Rage robi się jeszcze bardziej tajemniczy. Dwa lata wcześniej był wesołym chłopakiem i nagle zmienił się. To teraz już nie mam pojęcia co mu jest. Może stracił kogoś. Ktoś go skrzywdził. Ale Wy teraz podkręciłyście z tą tajemnicą. Ale fajnie, fajnie. :D
    Podobała mi się rozmowa Doriana z Jamesem. Widać, jacy są różni. Dorian powie wszystko, wygada się, ale James woli coś ukryć, pomilczeć. Łączy ich jedno. Za swoich przyjaciół dali by się pokrajać. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczera rozmowa, to mi się podoba:) I jeszcze ta tajemnica, tego jestem bardzo ciekawa no i mam nadzieje że Dorian trochę zmięknie bo jest za szorstki, owszem może taki być w łóżku ale cały czas? Tylko z Michasiem ( którego bardzo lubię żeby nie było że nie) jest trochę inny i tego mu brakuje w relacji z Reagem. Ale rozdział świetny i ja chcę next :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Macie naprawdę fantastyczne opowiadanie. Przekazujecie całe tony emocji. Pochłonęłam je szybko i czekam na ciąg dalszy. (:

    OdpowiedzUsuń