Następnego wieczoru Peter pojawił się pod kamienicą Rosjanina. Ubrany był w prostą, pozbawioną krzykliwości koszulę i dżinsy, które przylegały do jego smukłych nóg znacznie ściślej, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Kasztanowe loki ułożył w miękkie, artystyczne fale. Pod szyją połyskiwała dyskretnie jedwabna apaszka, ale tym razem zrezygnował z jakiegokolwiek makijażu. Prezentował się uderzająco naturalnie, wywyższony jedynie przez swoje czarne trampki na koturnie. Zadbawszy nawet o takie detale jak srebrne sznurówki, paradoksalnie nie wyróżniał się z tłumu. Oparty o chłodną cegłę budynku, walczył z przyjemnym, wibrującym w żołądku stresem. W końcu wyciągnął telefon, by po raz pierwszy usłyszeć głos Fiodora w słuchawce. Wizja nocy spędzonej w tajnym klubie u boku tego mrocznego mężczyzny wydawała się obezwładniająco kusząca.
— Da? Już schodzę.
Głos Fiodora był niski, odrobinę zniekształcony wysiłkiem – mężczyzna właśnie siłował się ze sznurówkami butów, co przy połamanych żebrach graniczyło z torturą. Jeszcze przed chwilą obiecywał sobie, że to był ostatni raz, gdy uległ pożądaniu w takim stanie. Gdyby miał absolutną pewność, że zdoła utrzymać ręce przy sobie, mając tego nagiego, bezwstydnego dzieciaka we własnej sypialni, nigdzie by się nie ruszał. Rozsądek przegrywał jednak z faktem, że gdzieś z tyłu głowy pulsowała mu absurdalna myśl: to była prawdziwa randka.
Dziesięć minut później pchnął ciężkie drzwi kamienicy. Z wyuczonym automatyzmem odpalił papierosa, wciągając w płuca chłodne, wieczorne powietrze, i rozejrzał się za tancerzem. Zanim jego wzrok odnalazł Petera, zarejestrował stojącą nieopodal miejską donicę. Niewiele myśląc, brutalnie urwał jeden z nielicznych, rozwiniętych kwiatów.
Podszedł do chłopaka i wręczył mu roślinę z tak ponurą, śmiertelnie poważną miną, jakby przekazywał mu zapalnik do bomby. — Tylko nie wpinaj we włosy, bo pewnie pryskają to jakimś chemicznym gównem — poinstruował, a w kącikach jego ust wreszcie zagościł cień uśmiechu. — Prowadź. Gdziekolwiek zamierzasz mnie uprowadzić.
Peter otworzył usta, by skomentować ten przedziwnie uroczy akt wandalizmu, ale ostatecznie tylko pokręcił głową z niedowierzaniem. Wsunął zgniecioną łodygę do kieszonki koszuli na piersi. Następnie odważnie sięgnął do karku mężczyzny, przyciągając go do siebie i kradnąc głęboki, smakujący tytoniem pocałunek. — Mhm. Teraz mogę uprowadzać — stwierdził z zadowoleniem, po czym pociągnął go za róg ulicy. — I tylko się nie krzyw. Nie jestem bananowym dzieckiem na utrzymaniu rodziców, urwałem się z tej smyczy dawno temu. On był zawsze mój i nie miałem serca go zostawić. Coś w nim trochę skrzypi i kaszle, ale...
Machnął ręką, prezentując swój środek transportu. Stary, miejscami zaniedbany, ale wciąż zapierający dech w piersiach Jaguar. Peter uśmiechnął się nieśmiało, otwierając przed Fiodorem drzwi pasażera, jak gdyby był to najzwyklejszy samochód na świecie.
— Dlaczego miałbym się krzywić? — zapytał Rosjanin, obrzucając maszynę rzeczoznawczym spojrzeniem. Pochodzenie auta mało go interesowało, choć stan karoserii sugerował, że Jaguar był w rodzinie od pokoleń. Zanim zajął miejsce, zlustrował wnętrze. Powstrzymał się przed odpaleniem kolejnego papierosa – skórzana tapicerka, choć zniszczona, wymagała szacunku. — Piękny wóz, ale błaga o generalny przegląd. Szkoda by go było złomować — ocenił fachowo. — Lakier do odświeżenia, wnętrze do impregnacji... Jest tu mnóstwo roboty. Skoro jesteś tak rygorystycznie samodzielny, to wiedz, że jego renowacja zeżre fortunę.
Gładził przy tym udo tancerza wolną dłonią. Przez moment rozważał, czy nie przygarnąć tego zabytku do swojego warsztatu, ale to oznaczałoby pozbawienie Petera transportu na długie tygodnie.
— Wiem — jęknął chłopak, przekręcając kluczyk.
Silnik Jaguara zakrztusił się metalicznie, rzęził przez dramatyczne sekundy, po czym z głębokim warkotem ożył. Ruszyli gładko w stronę świateł miasta. — Nie jeżdżę nim na co dzień. Tylko kiedy muszę, albo gdy jest specjalna okazja — uśmiechnął się łobuzersko do pasażera. — A przecież zabieram cię na randkę. Okazja jak się patrzy.
Oczywiście była też kwestia ran Fiodora – Peter nie zamierzał zmuszać go do długich spacerów czy jazdy komunikacją. Miasto pochłonęło ich swoim nocnym rytmem. Muzyka płynąca z zaskakująco sprawnych głośników tworzyła intymne tło dla dłoni Rosjanina, która z leniwą zaborczością spoczywała na udzie chłopaka.
Klub przywitał ich niepozornymi, metalowymi drzwiami w obdrapanym murze, nad którymi żarzył się fioletowy neon o nieodgadnionym kształcie. Peter wysiadł pierwszy. Przezornie nie chwycił mężczyzny za rękę, ograniczając się do powłóczystego, onieśmielonego spojrzenia, po czym szarpnął ciężkie wrota.
Uderzyła w nich ściana dźwięku i gęsty zapach drogich, męskich perfum. Wąski korytarz otwierał się na rozległą, zadymioną salę. Wszędzie stały kanapy uformowane w podkowy, niektóre otaczające lśniące rury do tańca. Jednak serce tego miejsca znajdowało się w centrum – odgrodzony barierkami, półokrągły teatr w rzymskim stylu. Scena znajdowała się na samym dole, a wokół niej pięły się rzędy niskich siedzisk wyłożonych aksamitnymi poduchami. To tam, w doskonałym oświetleniu, artyści dawali popis swoich umiejętności.
— Napijesz się czegoś? — zapytał Peter, odwracając się do kochanka.
Nagle jego oczy rozszerzyły się w panice. Odruchowo zrobił krok w tył, niemal chowając się za potężnymi plecami Rosjanina. Właśnie dostrzegł wchodzącego do loży Arthura.
— Niech będzie — odparł Fiodor, zanim wibrujące basy utrudniły konwersację.
Zgiełk i natłok kolorów nie robiły na nim większego wrażenia. Skłamałby, twierdząc, że to jego pierwszy raz w takim przybytku, choć od jego ostatnich wizyt upłynęło sporo czasu. — Kto to? — zapytał cicho, podążając za przerażonym wzrokiem tancerza.
Dostrzegł jedynie przystojnego, chłodnego blondyna i jego młodego towarzysza. Na widok tego drugiego, Fiodor sam poczuł irracjonalną chęć zapadnięcia się pod ziemię.
— Fiodor?! Zza pleców Arthura wychynął Aleksiej, z miną jakby właśnie zobaczył ducha. Dla Fiodora wciąż był to zagubiony, nieznający brutalnego życia siusiumajtek, ale w tym momencie jego głos przeciął powietrze niczym bicz. — Co ty tutaj robisz? — wysapał młody Rosjanin.
Zaskoczenie zagościło zarówno na twarzy eleganckiego Arthura, jak i chowającego się Petera. Uśmiech Aleksieja zgasł błyskawicznie, ustępując miejsca czystej furii. — Przyszedłem popatrzeć — odparł Fiodor czystym, lodowatym rosyjskim. Zamierzał dodać coś jeszcze, ale został uciszony wściekłym gestem brata.
— Mówiłeś, że faceci cię nie kręcą! — wybuchnął Aleksiej, machając rękami. — Zarzekałeś się, że to był tylko błąd młodości! A teraz widzę cię w klubie dla gejów, z facetem, który jest stuprocentowym gejem! I co? Gdzie te twoje kazania o byciu "normalnym"?! Już ci przeszło?! Mnie do dziś pieką plecy od pasa ojca, a ty przez lata łgałeś mu w żywe oczy, sprawiając, że to ja byłem tym najgorszym, zepsutym synem! Wiesz, ile musiałem wycierpieć, zanim uciekłem z domu?! Ty pieprzony...
Jego potok słów zwiastował, że za chwilę zaczną latać nie tylko wyzwiska, ale i szklanki. — Nie będzie już nikogo innego, Aleksieju — uciął Fiodor tonem tak ciężkim i ostatecznym, że po słowach tych zapadła absolutna, napięta cisza.
Dwaj wyjątkowo urodziwi tancerze wpatrywali się w swoich partnerów bez cienia zrozumienia. Język rosyjski nie był tu barierą – Arthur słyszał go regularnie z ust swojego kochanka (zarówno w chwilach uniesień, jak i kłótni), a Peter zdążył już przywyknąć do twardego akcentu Fiodora. Szokujące było to, że ich partnerzy wyraźnie dzielili ze sobą trudną, mroczną przeszłość.
Peter przygryzł wargę i opuścił wzrok, czując, jak jego twarz oblewa się gorącym purpą. Arthur tymczasem z chłodną kalkulacją analizował rysy twarzy starszego mężczyzny. Zarys kości policzkowych, identyczny błysk w oczach... Wniosek nasunął się sam. Zaborczym gestem objął wciąż drżącego Aleksieja. Odchrząknął, wysuwając dłoń w stronę Fiodora. — Arthur. Miło mi poznać. Czy zechcielibyście przejść na angielski, dla dobra ogółu? — zaproponował gładko, unosząc jasną brew.
Fiodor w innej sytuacji postąpiłby dokładnie tak samo jak Arthur. Jednak Peter stał schowany za jego plecami. Rosjanin sięgnął więc do tyłu, odnajdując dłoń chłopaka. Splotli palce. Uścisk był łagodny, pełen nieświadomej czułości. Nie ciągnął go do przodu, pozwalając mu przeczekać falę zażenowania w bezpiecznym cieniu. — Fiodor. Przepraszam za to. Czasami Alexa trochę ponosi, kiedy na siebie wpadamy — wyjaśnił, potrząsając dłonią blondyna z wymuszonym, męskim uśmiechem.
— Wcale mnie nie ponosi! — syknął Aleksiej z morderczym błyskiem w oku.
— Zakładam, że znacie Petera, hm? — kontynuował niewzruszenie Fiodor, gładząc kciukiem wierzch dłoni swojego partnera. — Może napijemy się czegoś i opowiecie mi o... tym wszystkim?
Słowa te brzmiały jak uprzejma propozycja, ale ton nie znosił sprzeciwu. Rosjanin właśnie zamienił ich randkę w konfrontację, za co zamierzał sowicie wynagrodzić Peterowi w domowym zaciszu.
Zza pleców mechanika dobiegło ciche sapnięcie porażki. Dłoń Petera była lodowata z nerwów. Nie miał pojęcia, jak Arthur postanowi zreferować ich znajomość, a tym bardziej bał się tego, co działo się w głowie Aleksieja. Nie wypadało jednak uciekać.
— Jeden drink nie zaszkodzi. Ale nie dotrzymamy wam długo towarzystwa. Mam dziś występ, a Alex wciąż się na mnie dąsa, choć też planował wyjść na scenę — odpowiedział Arthur, zręcznie torując im drogę przez tłum.
Przed Fiodorem ludzie po prostu rozstępowali się sami. Usiedli w czwórkę przy loży osłoniętej wysokimi oparciami ze skóry, które skutecznie tłumiły dudnienie basów. — Rzeczywiście, znamy się z Peterem doskonale. To mój uczeń, zresztą tak jak teraz Aleksiej. A ja jestem twórcą tych spotkań, więc nasze spotkanie było kwestią czasu. Chociaż Peter ostatnio zaniedbuje treningi — dodał Arthur z przyjaznym uśmiechem, który szatyn natychmiast odebrał jako jadowitą złośliwość. Skulił się w sobie.
— Nie miałem czasu — rzucił krótko Peter, szukając ratunku w szklance z alkoholem, licząc, że procenty rozluźnią ten węzeł w jego żołądku.
— Jesteś dość młodym nauczycielem — ocenił chłodno Fiodor, zerkając na Arthura.
Mechanik nie był głupcem. Wiedział, że ten cholerny Adonis sypia z jego młodszym bratem, ale nie zamierzał interweniować, dopóki Aleksiej nie prosił o pomoc. Potrafił też dodać dwa do dwóch w kwestii Petera i jego "nauczyciela". Fiodor nie był emocjonalnie ślepy – perfekcyjnie czytał napięcie panujące przy stoliku. Ta wiedza nie wywoływała w nim jednak współczucia, lecz prymitywną, terytorialną agresję. Peter był teraz jego. Fiodor potrafił zachować uprzejmą maskę, ale w środku aż wrzało.
— Peter jest ostatnio bardzo zajęty, odkąd dowiedział się, że naprawiam samochody. Nie może się zdecydować, czy woli reanimować swojego starego Jaguara, czy tańczyć. Mam jednak nadzieję, że wróci do tego, co kocha najbardziej — powiedział gładko, posyłając Peterowi wspierające spojrzenie. Następnie przeniósł wzrok na brata. — Sądzę też, że Aleksiej z powodzeniem nadrabia za nich obu — dodał z wyraźnym, rzadko spotykanym u niego sarkazmem. Zawsze podziwiał odwagę małolata, który potrafił uciec spod buta despotycznego ojca, ale wciąż czuł potrzebę ustawienia go do pionu. — I tak, dla jasności. Jesteśmy przyrodnim rodzeństwem.
Arthur posłał swojemu partnerowi spojrzenie pełne rozbawienia i ukrytego podziwu. — Daje radę — skwitował, mierzwiąc czule włosy Aleksieja. Zwilżył tylko usta alkoholem, zachowując trzeźwość umysłu.
— Wrócę do treningów. Miałem sporo na głowie. Zresztą, zbliżają się egzaminy, więc będę cię potrzebował — odezwał się w końcu Peter, nabierając odwagi, by spojrzeć w oczy swojemu byłemu kochankowi.
— To właśnie chciałem usłyszeć — odparł miękko Arthur, po czym znów zmierzył wzrokiem Rosjanina. — Podejrzewam, że twoja obecność zmotywuje Aleksieja do tego, by pokazać, na co go stać.
Występy na scenie szybko zatarły początkowe napięcie. Były zmysłowe, profesjonalne i całkowicie pochłaniające. Muzyka – dobierana przez samych artystów – odeszła od klubowego dudnienia na rzecz instrumentalnych, mrocznych kompozycji, a nawet muzyki klasycznej. Siedzieli blisko siebie. Peter, rozgrzany drinkiem, zuchwale zarzucił ramię na kark Fiodora, szepcząc mu do ucha branżowe sekrety. Umilkł dopiero, gdy artyści weszli na scenę. Kiedy pokaz Arthura i Aleksieja dobiegł końca, szatyn spojrzał na swojego mężczyznę z powagą.
— Dziękuję, że wstawiłeś się za mną przy stole. I wybacz, że musiałeś przez to przechodzić... To była dla mnie koszmarnie niezręczna sytuacja — wyznał szczerze, wciąż nie mogąc uwierzyć, że Fiodor publicznie dał mu takie wsparcie.
— Domyśliłem się — odpowiedział Fiodor, nie odrywając wzroku od parkietu.
Doceniał kunszt tancerzy, traktując ich występy z respektem należnym teatrowi. Wyraźniej ożywiał się jedynie, gdy w choreografii pojawiały się figury baletowe – balet był jedyną formą sztuki, którą jego surowa rosyjska rodzina uważała za godną uwagi. — Zastanawiam się tylko... czy Arthur jest ode mnie lepszy w łóżku — rzucił nagle, przenosząc ciężkie, ciemne spojrzenie na twarz Petera.
Chłopak na pewno nie spodziewał się takiej deklaracji z ust swojego poważnego, zamkniętego w sobie mechanika. Fiodor wykorzystał ten moment szoku. Zabrał ramię Petera ze swojego karku i zaborczo objął go wpół, przyciągając do swojego boku.
— Fiodor, na litość... — Peter zakrztusił się powietrzem. Zalał go purpurowy rumieniec. Zasłonił na moment twarz dłońmi, kręcąc głową w panice. — Nie mam zamiaru porównywać swojego tyłka do twoich byłych partnerek, więc ty naprawdę nie powinieneś robić statystyk waszych kutasów! — wysyczał gorączkowo.
W tym samym czasie prowadzący zapowiedział kolejny blok. Peter wziął głęboki wdech i uśmiechnął się, spoglądając na scenę. — Zauważyłem, że lubisz balet — powiedział, uważnie śledząc reakcję na twarzy mężczyzny. — Będę musiał trochę improwizować. Pewnie nie dorównam temu, co przed chwilą zaprezentował twój brat z Arthurem, ale...
Nie dokończył. Złożył szybki, palący pocałunek na zarośniętym policzku Fiodora i zbiegł prosto na scenę.
Jeśli Peter kiedykolwiek wątpił w swój talent, reakcja publiczności mówiła sama za siebie. Wirował w świetle reflektorów, łącząc klasyczne pas z drapieżną, nowoczesną zmysłowością. Udowadniał każdemu na sali, jak perfekcyjnie panuje nad swoim ciałem i... jak bardzo można go wygiąć. Kiedy muzyka wybrzmiała do końca, a sala eksplodowała oklaskami, wrócił do loży. Przysiadł obok Fiodora z uroczym, onieśmielonym uśmiechem.
— Zrobiłem z siebie idiotę? — zapytał cicho, a w jego zielonych oczach malowała się czysta, naiwna nadzieja na aprobatę.
— Było doskonale — odparł szczerze Fiodor, odwzajemniając pocałunek na gładkim policzku.
Obserwował wcześniej te klasyczne figury u innych, ale w wykonaniu Petera nabierały one innego, niszczycielskiego wymiaru. Ten śliczny, pogubiony chłopak miał w sobie coś na wskroś uzależniającego. Coś, co kazało Rosjaninowi otoczyć go murem i chronić przed całym światem. Każdy krok Petera na parkiecie ociekał surowym talentem. — I nie, absolutnie się nie wygłupiłeś. Ale nie licz na to, że pozwolę ci wykorzystywać tę giętkość w mojej sypialni — dodał chłodno.
Poziom rozciągnięcia chłopaka budził w nim czysto samcze, brutalne instynkty, których wolał nie spuszczać ze smyczy – zwłaszcza mając pęknięte żebra. Przez chwilę chciał wyznać, że wcale nie porównuje go do nikogo. Że po prostu, po ludzku, boi się, że pewnego dnia ten Adonis zechce odzyskać swojego zdolnego ucznia. Zamiast tego zacisnął szczęki. Nie zamierzał się tłumaczyć ze swoich słabości.
— Fiodor... — zaczął miękko Peter kilkadziesiąt minut później.
Siedział na kuchennym blacie w mieszkaniu Rosjanina, obracając w dłoniach szklankę z wodą. Jego torba została w Jaguarze, po prostu wprosił się na noc, nie pytając o zgodę. Adrenalina po występie i alkohol wciąż szumiały mu w żyłach, ale jego myśli uciekały daleko od sceny, Arthura i jego nowego chłopaka.
— Dlaczego w klubie zapytałeś mnie o niego? — kontynuował cicho, obserwując, jak wyraźnie zmęczony mężczyzna staje między jego rozchylonymi udami, gładząc ich wewnętrzną stronę swoimi potężnymi, szorstkimi dłońmi. — Do tej pory wizja facetów, z którymi sypiałem, jakoś specjalnie ci nie przeszkadzała.
— Nadal mi nie przeszkadza przeszłość — odpowiedział nisko Fiodor, unosząc brew.
Prawdę mówiąc, występ Petera niemal spalił mu obwody. Ciało rwało z bólu, dopominało się o leki i zmianę opatrunku, ale pod powierzchnią buzowała czysta żądza. — On jest po prostu wpływowy. I wciąż cię pociąga, nie próbuj zaprzeczać. A ja... nie chciałbym musieć się tobą dzielić, zwłaszcza kiedy mam nieodparte wrażenie, że jesteś mój.
Słowa zawisły w gęstym powietrzu. Fiodor opuścił głowę, zamykając oczy i oparł czoło o ramię siedzącego na blacie tancerza. Niczego Peterowi nie zabraniał. Doskonale zdawał sobie sprawę z ryzyka wchodzenia w relację bez etykiet, ale terytorialny instynkt powoli odbierał mu rozum.
Peter zamilkł. Był równie zafascynowany, co przerażony tempem, w jakim te emocje ich oplatały. Fiodor... naprawdę się o niego bał?
Przesunął dłonią po szerokim barku mężczyzny w kojącym geście. — Nie sądzę, żebym kiedykolwiek jeszcze z nim spał. Nawet gdybym miał taką fantazję. Arthur sypia z twoim bratem, ja z tobą... To by stworzyło jakąś chorą, kazirodczą telenowelę — zaśmiał się cicho, choć w jego oczach widać było śmiertelną powagę. — Arthur jest wpływowy, bo ma wokół siebie aurę zimnego skurwysyna. Poza doskonałą twarzą nie ma do zaoferowania nic. Ty... masz w sobie coś znacznie głębszego.
Znów stanął mu przed oczami obraz Fiodora z ich pierwszego spotkania – zwalista sylwetka, blizna przecinająca zarośniętą twarz, groźna aura zwiastująca niebezpieczeństwo. Nikogo takiego wcześniej nie spotkał. — Ale... nie będę ci składał deklaracji, bo wiem, że ty też mi niczego nie obiecasz. Przynajmniej będziemy mieli w tej kwestii czyste sumienie — podsumował ostrożnie. Nie zdradziłby go. Nawet gdyby chciał. A problem polegał na tym, że najzwyczajniej w świecie utracił pragnienie patrzenia na kogokolwiek innego.
— Nikt w całym moim życiu nie miotał się w zeznaniach tak uroczo jak ty. Nawet podczas tortur.
Ten mroczny, wibrujący obietnicą bólu szept tuż przy jego uchu sprawił, że serce Petera zgubiło rytm. Fiodor uniósł głowę. Na jego twarzy błąkał się drapieżny uśmiech, gdy wpatrywał się w zaszklone, zdezorientowane oczy chłopaka. Szorstkie dłonie zsunęły się na pośladki tancerza, boleśnie wbijając się w tkankę. Przyciągnął go brutalnie do krawędzi blatu, wbijając się między jego uda, po czym uciszył te rozgadane wargi powolnym, miażdżącym pocałunkiem. Zmiażdżył jego usta z rosnącą siłą, odbierając mu oddech.
— Muszę zmienić opatrunek — wyszeptał z trudem, odrywając się na milimetr. Jego palce już błądziły przy guziku dżinsów chłopaka, ale resztką woli zmusił się do odwrotu. Wiedział, że jeśli spróbuje go teraz zerżnąć na tym blacie, rano nie podniesie się z podłogi. — Pomożesz mi, prawda? I zostaniesz na noc — dodał, kradnąc jeszcze kilka szybkich, zachłannych pocałunków.
Wizja tortur wywołała u Petera lodowaty dreszcz, ale posłusznie zeskoczył z blatu i ruszył za nim. W łazience sprawnie zmienił mu opatrunek, przy okazji szczotkując zęby. Przez chwilę przyglądał się swojemu odbiciu w lustrze. Zmęczenie walczyło w nim z falującym pożądaniem.
— Podnieca cię to, kiedy sam się dotykam? — zapytał prosto z mostu, gdy weszli do sypialni.
Fiodor zdążył już ciężko opaść na materac. Zaciśnięta szczęka zdradzała, że rany dopominały się o swoje. Na szczęście szwy pozostawały nienaruszone. — Bo... od tego wszystkiego jestem cholernie mokry i twardy. Alkohol zawsze tak na mnie działa — wyznał chłopak szeptem, nerwowo obracając w palcach rąbek koszulki. — Mógłbym dać ci mały pokaz, a ty... miałbyś prawo tylko patrzeć. I może dotykać... — Spojrzał na niego z wyzywającym błyskiem w oku, desperacko próbując wyprzeć z głowy obraz oprawcy wyrywające zeznania z ofiar. Potrzebował odwrócenia uwagi. Natychmiast.
— To miało być pytanie? — Fiodor zmierzył go wzrokiem, jakby oceniał, czy ta bezczelność ma granice. Szczerze wątpił, by Peter był w stanie czegokolwiek mu w tym momencie zabronić. — Odpal muzykę. I zatańcz dla mnie. Powoli, brudno... Chcę, żebyś cały czas patrzył mi w oczy. A na koniec masz się znaleźć między moimi udami.
Słowa padły cicho, ale brzmiały jak absolutny wyrok. Fiodor pociągnął głęboko z papierosa. Rozsadzała go potrzeba fizycznego kontaktu, ale połamane żebra dyktowały warunki. Nie był w stanie sprostać brutalnym fantazjom, które podsuwała mu wyobraźnia. Pozostawało mu tylko zdominować tego chłopaka wzrokiem i pozwolić mu wykonać całą pracę.
Peter parsknął pod nosem, udając oburzenie na ten samczy dyktat, ale nie zamierzał się buntować. Nigdy by się nie odważył. Podszedł do małej wieży stereo, podłączył telefon i wygasił światła, pozostawiając jedynie bladą poświatę lampki nocnej.
Z głośników popłynął ciężki, zmysłowy bit. Peter natychmiast zsynchronizował z nim oddech. Płynnym, kocim krokiem zaczął krążyć po sypialni. Kiedy podszedł do swojej torby, wykonał miękki półobrót i wolnym ruchem ściągnął przez głowę koszulkę, czochrając przy tym celowo kasztanowe loki. Miał na sobie jedynie luźne, bawełniane spodnie dresowe.
Odwrócił się do Fiodora. Stanął w szerokim rozkroku, pochylając się lekko do przodu. Nie odrywając wzroku od czarnych źrenic Rosjanina, wsunął dłoń głęboko pod materiał spodni. Jego własne, ciche westchnienie zbiegło się w czasie z momentem, w którym długie palce zacisnęły się na ukrytych w mroku jądrach. Zanim pozbył się dresów, zaczął leniwie wyginać ciało. Rozciągnął smukłe ramiona, po czym bez najmniejszego wysiłku złamał się w kręgosłupie do tyłu. Wydając z siebie gardłowy pomruk, sunął palcami po płaskim brzuchu, by zahaczyć o krawędź bawełny.
Ponownie wyprostował się powoli, przechylając głowę, by rzucić mężczyźnie kokieteryjne spojrzenie. Wsunął obie dłonie za pas, mocno chwytając własne pośladki, i zaczął zsuwać spodnie ruchem ociekającym prowokacją. Strzepnął materiał ze stóp szybkim, niecierpliwym kopnięciem. Wciąż osłaniając dłonią swoją męskość przed natarczywym wzrokiem, wspiął się wreszcie na materac.
W rytm pulsującej muzyki doczołgał się do Fiodora. Pochylił twarz i z premedytacją musnął wargami napiętą skórę Rosjanina tuż nad linią jego własnych dresów, smakując gorące ciało czubkiem mokrego języka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz