Wizja powrotu pod drzwi rosyjskiego
wybawcy nie należała do najprzyjemniejszych, lecz Peter postanowił raz na
zawsze porzucić mentalność zagubionego nastolatka. Był dorosły. Może i
puszczalski, może lekkomyślny, ale dorosły. Facet, którego imienia wciąż nie
znał, uratował go przed brutalnym gwałtem, a niewykluczone, że i przed czymś
znacznie gorszym. Wymagało to podziękowań. Prawdziwych i namacalnych. Kupił
więc butelkę doskonałej whisky – omijając wódkę szerokim łukiem, by uniknąć
tanich stereotypów. Przeliczył się tylko w jednym: nie miał pojęcia, o której
rzekomy bohater wraca z pracy, a przy okazji zamierzał odzyskać swój zapomniany
telefon.
Stojąc w cieniu eleganckiej kamienicy,
po raz kolejny uświadomił sobie żałość własnego położenia. Przynajmniej
wiedział, że nie czeka na marne – portierka doskonale kojarzyła lokatora, a
także samego Petera z poprzedniej, feralnej nocy. Mężczyzna miał wrócić
wieczorem. Peter czekał więc, wciśnięty w mur, ubrany tym razem w sposób
cywilizowany. Miał na sobie modną, swobodną koszulę w głębokim, butelkowym
odcieniu zieleni, proste granatowe dżinsy i trampki na koturnie – jedyny
element zdradzający cokolwiek z jego artystycznej natury. Wpatrywał się w
gęstniejący mrok, zastanawiając się, dokąd właściwie zmierza w tym bezmyślnym
poszukiwaniu miłości.
Doczekał się. Fiodor wyłonił się z
mroku, wyglądając tak, jakby własnoręcznie zaszlachtował stado krów. Tylko
ostry zapach smaru i garażu rozwiewał złudzenia o seryjnym mordercy. Rosjanin
miał na sobie ciężkie, niebieskie ogrodniczki, niemiłosiernie umazane brudem.
— Zawołaj windę — rzucił na powitanie,
obdarzając zaskoczonego chłopaka cieniem uśmiechu. Choć starał się tego nie
okazywać, Fiodor był zadowolony. Przez cały dzień w warsztacie nie potrafił
wyrzucić z głowy obrazu drobnego, bladego ciała okrytego jedwabiem.
Po krótkiej wymianie zdań z portierką i
odebraniu poczty, stanął obok chłopaka. Milczał. Praca wyciągnęła z niego
resztki energii, a użeranie się z klientami wyssało resztki cierpliwości.
— Dobrze, że zabrałeś alkohol — odezwał
się dopiero, gdy winda wiozła ich na górę w gęstej od napięcia atmosferze.
Zanim Peter zdążył otworzyć usta, by wygłosić przygotowaną przemowę, Fiodor
zgasił go jednym zdaniem. — Mmm, daruj sobie. Weź szklanki i rozlej. Nie musisz
mi dziękować.
Zaprosił go do środka i, jak gdyby nigdy
nic, zaczął się rozbierać w przedpokoju. Zrzucił z siebie robocze ciuchy, stając
w samej bieliźnie. Dla niego weekend zaczynał się teraz, a pranie nie mogło
czekać.
Peter stał przez chwilę jak wryty.
Widząc, jak zmęczony mechanik przepoczwarza się w drapieżnego samca,
przypominającego mokry sen każdego uległego, postanowił bez słowa wykonać
polecenie. Zostawił buty i przeszedł do ascetycznego salonu. Kryształowe
szklanki znalazł bez trudu. Złoty płyn pachniał dymnie i słodko. Oblizał
nerwowo wargi, słysząc ciężkie kroki zbliżającego się mężczyzny. Odwrócenie się
i spojrzenie w jego twarz zajęło mu kilka stanowczo zbyt długich sekund.
— Wybacz... za najście. Zapomniałem
telefonu. I jednak chciałem podziękować. Mimo wszystko — zamruczał cicho,
wyciągając ku niemu szkło.
— Fiodor — przedstawił się krótko
mężczyzna, przejmując szklankę. Peter nawet nie zarejestrował cichego
brzęknięcia kryształu.
Rosjanin wypił alkohol duszkiem, siedząc
już na brzegu łóżka. Rozciągnął z trzaskiem mięśnie potężnego karku. Jego naga,
pokryta bliznami skóra wciąż lśniła od potu, ale prysznic musiał poczekać. Miał
przed sobą zjawiskowego, młodego chłopca, który drżał, wręcz prosząc się o
uwagę. Przerażone, butelkowozielone spojrzenie i nerwowo przygryzane wargi nie
uszły uwadze Fiodora. Sięgnął po papierosa i zapalniczkę.
— Potrzeba odwdzięczenia się drażni cię
niesamowicie — mruknął, zaciągając się głęboko. Jego spojrzenie ściemniało,
stając się na wskroś drapieżne. — Rozbierz się. Chcę cię zobaczyć nago.
To nie była prośba. Miękki, rezonujący
wschodnim akcentem ton łagodził żądanie, ale nie pozostawiał miejsca na
sprzeciw.
Tyle zostało z elokwencji Petera.
Opróżnił swoją szklankę w jednym, palącym przełknięciu, odstawiając kryształ na
blat. Podszedł bliżej, czując, jak po raz pierwszy od dawna jego policzki
zalewa gorący rumieniec. Pod ciężarem bezwzględnego spojrzenia Fiodora drżącymi
palcami zaczął rozpinać guziki koszuli, odsłaniając jasną, gładką skórę. Szybko
uciekł wzrokiem, nie mogąc znieść tej absolutnej, oceniającej dominacji.
Patrzył na swoje dłonie, gdy zsuwał dżinsy przez wąskie biodra. Tym razem miał
na sobie bieliznę – ciasne, turkusowe bokserki, które bezlitośnie uwydatniały
pęczniejący już zarys jego członka.
— Jesteś... pewien? — szepnął, czując na
sobie palący wzrok mężczyzny.
— Mmm, nie krępuj się — zachęcił Fiodor,
chłonąc każdy centymetr odsłanianego ciała niczym wyschnięta ziemia wodę.
Jego twarz pozostawała niemal spokojna,
kryjąc mroczną fascynację. Dopiero gdy drżące palce Petera zsunęły ostatni
fragment materiału, Fiodor uniósł szorstką dłoń. Przesunął opuszkami palców
wzdłuż linii brzucha, od pępka, aż po sam nasadę sztywniejącego penisa. Ostatni
raz zaciągnął się papierosem, po czym zgasił go w popielniczce. Wypuścił gęstą
chmurę dymu prosto na nagą skórę chłopaka, pieszcząc ją tym ciepłym tchnieniem.
Zza tej mgły wyłoniła się sylwetka Rosjanina. Jak wielki kot szykujący się do
skoku, pochylił się i zamknął usta Petera w twardym, krótkim pocałunku,
smakującym tytoniem i mocnym alkoholem.
— Czekaj na mnie w łóżku. Idę pod
prysznic — polecił cicho. Nie pytał. Wiedział, że chłopak posłusznie wsunie się
w pościel.
Peter stęknął prosto w ten twardy
pocałunek, całkowicie zaskoczony jego natarczywością. Kiedy Fiodor go wyminął,
zostawiając za sobą smugę ciężkiego zapachu, chłopak musiał zaczerpnąć
gwałtownie powietrza. Cierpki posmak nikotyny na wargach był tak uzależniający,
że odruchowo zlizywał go, przymykając oczy. Co on właściwie robił? Dlaczego
dobrowolnie szedł w ogień, od którego miał uciekać? A jednak coś w surowej
postawie Rosjanina sprawiało, że pragnął... spłonąć. Tłamsząc resztki zdrowego
rozsądku, wsunął się na obszerne łóżko. Ułożył się na brzuchu, a przytłumione
światło sypialni idealnie rzeźbiło krągłość jego piegowatych pośladków. Kiedy
po dłużących się minutach drzwi łazienki otworzyły się, zawstydzenie wzięło
górę. Przetoczył się na bok, nerwowo owijając się jedwabną kołdrą. Kasztanowe
loki rozsypały się na poduszce, a on spoglądał spod nich, drżąc w oczekiwaniu.
Pod strumieniami gorącej wody Fiodor
toczył walkę z własnymi demonami. Chłopak budził w nim pragnienia, o których
dawno zapomniał. Z trudem wyrzucał z głowy wizję zerżnięcia go na miejscu.
Wypucowany z brudu i oleju, wyszedł do sypialni zupełnie nagi. Jego penis
kołysał się bezwstydnie, na wpół uniesiony, potężny i wpisujący się w masywne
proporcje jego wyrzeźbionego ciała. Podszedł do łóżka pewnym krokiem. Wsunął
się na materac od strony nóg chłopaka, jego szorstkie palce złapały brzeg
kołdry i zdarły ją z Petera, obnażając go całkowicie przed głodnym spojrzeniem.
Peter westchnął z paniką, odruchowo
podpierając się na łokciach i cofając. Musiał zachować choć pozory kontroli.
Fiodor nie był wiele starszy, może z siedem lat, ale w jego surowych rysach i
poszarpanej bliźnie krył się ciężar całego życia w mroku. Ta brutalność dziwnie
przyciągała. Wbrew lękowi, Peter opadł z powrotem na poduszki. Zmrużył lśniące
oczy i wyciągnął ramię, opuszkami palców dotykając twardej piersi Rosjanina.
Kiedy powoli rozchylił ugięte nogi, zauważył, jak źrenice Fiodora rozszerzają
się, pochłaniając resztki tęczówki. Odurzony tą nienazwaną dotąd władzą,
zadrżał. Zwiększył nacisk, badając mięśnie pokrywające żebra Fiodora, po czym
przesunął wewnętrzną stroną swojego uda po jego biodrze.
To przełamało ostatnie bariery. Fiodor
runął w dół, przygniatając go swoim ciężarem, i wpił się zachłannie w miękkie
wargi. Pocałunek był miażdżący, mokry, brutalnie dominujący. Z cichym,
zwierzęcym warknięciem oderwał się, chwytając zębami skórę na szyi Petera.
Znaczył ją mocnymi ukąszeniami i wilgotnym śladem języka, zjeżdżając coraz
niżej. Zatrzymał się przy napiętych z podniecenia, różowych sutkach, liżąc je i
ssąc, aż chłopak wyginał się w łuk. Nagi, włochaty brzuch Fiodora tarł
bezlitośnie o pulsującego członka Petera. Kiedy wreszcie Rosjanin znalazł się
odpowiednio nisko, zarzucił szczupłe uda blondyna na swoje szerokie ramiona. Złożył
kilka mokrych, palących pocałunków na wewnętrznej stronie ud, zanim objął
ustami rozpalonego penisa.
Peter wygiął się z głośnym, przeciągłym
jękiem. Nienawiść do samego siebie wyparowała, spalona żarem pożądania. Ledwie
gorący oddech owiał jego skórę, zadrżał spazmatycznie, a gdy Fiodor pochwycił w
wargi jaskraworóżową żołądź, natrafiając językiem na drobny, srebrny kolczyk,
chłopak wydał z siebie wysoki okrzyk. Złapał dłońmi ciemne włosy kochanka,
ciągnąc z siłą, wymuszając bezwstydny rytm.
Fiodor natychmiast wyczuł to żądanie i
odpowiedział na nie głębokim, powolnym ssaniem, doprowadzając chłopaka na skraj
wytrzymałości. Czuł, jak biodra Petera konwulsyjnie unoszą się w górę. Nie
zamierzał mu jednak pozwolić na tak szybkie spełnienie. Wziął go do samych
oporów gardła, aż zakrztusił się cicho, po czym cofnął usta, pozwalając, by
wilgoć spłynęła po trzonie aż do moszny. Zakończył to kilkoma stanowczymi
ruchami dłoni po śliskiej od śliny skórze. Zanim chłopak zdążył zaprotestować,
Fiodor boleśnie ugryzł go w udo, odsunął się i gwałtownie odwrócił dygoczące
ciało na brzuch.
Szarpnął go w górę, łapiąc za biodra,
brutalnie wymuszając pozycję na kolanach. Perfekcyjnie wyrzeźbione, piegowate
pośladki uniosły się, podczas gdy twarz i klatka piersiowa Petera zostały
wgniecione w poduszki. Fiodor wsunął szorstkie palce między napięte półkule.
Splunął bezemocjonalnie prosto na wejście chłopaka. Ten dźwięk i mokry, chłodny
dotyk w ułamku sekundy wywołały u Petera kolejną falę ogłupiającego dreszczu.
Gdy Fiodor pochylał się do szafki nocnej, jeden z jego palców już wdzierał się
do niespodziewanie ciasnego wnętrza. Rosjanin wydał z siebie niski pomruk
skrajnej satysfakcji. Jedną ręką bezwzględnie rozciągał posłuszne, pulsujące
mięśnie, drugą sprawnie nakładał prezerwatywę, chłonąc widok, który miał przed
oczami.
Peter dygotał, z twarzą ukrytą w obcej,
pachnącej twardym życiem poduszce, na granicy wyczerpania zmysłów. Był rozdarty
między strachem a obezwładniającą rozkoszą, która odbierała mu racjonalne
myślenie. Wygięty pod nienaturalnym kątem, instynktownie wsunął własne dłonie
pod brzuch, zaciskając palce na swoim mokrym członku, odcinając sobie drogę do
samodzielnego spełnienia. Z każdym wepchnięciem palców Fiodora, chwytał
zachłannie powietrze otwartymi ustami. Odczuwał nagle bolesną pustkę, gdy
intruz się wycofał. Z ochrypłym jękiem sięgnął do tyłu, kładąc dłoń na swoim
własnym pośladku i odchylił go mocniej, zapraszająco. Spojrzał przez ramię
błyszczącymi od gorączki oczami, szukając aprobaty, ale zobaczył jedynie absolutny,
drapieżny głód z powodu braku zaspokojenia.
Fiodor oblizał spierzchnięte wargi.
Patrząc na to zjawiskowe, ofiarowane mu ulegle ciało, splunął raz jeszcze, po
czym wtarł ślinę wokół zaciśniętego pierścienia, bezwzględnie masując go
kciukiem. Bez dłuższego ociągania naparł potężną żołędzią w rozszerzone
mięśnie. Musiał zacisnąć zęby, by nie krzyknąć z rozkoszy, jaka otuliła jego
twardość. Z warknięciem pchnął mocniej, a jego ciało przygniotło plecy Petera.
Złapał dłoń chłopaka, wsuwając mu w usta własny kciuk.
— Ssij — polecił chrapliwie.
Wtargnął w niego w całości. Tamowany
wcześniej popęd wylał się z Rosjanina falą czystej agresji. Jego biodra zaczęły
pracować w brutalnym, niszczącym rytmie, forsując opór ciasnego, wibrującego
wnętrza. Niemal natychmiast wyszarpnął dłoń Petera, unieruchamiając ją na jego
plecach z wykręcającą stawy siłą, po czym przestał się kontrolować, rżnąc młodą
powłokę z opętańczą intensywnością.
Dla Petera myślenie przestało istnieć.
Został tylko rwący oddech wymuszany potężnymi pchnięciami. Każde zderzenie
promieniowało bólem w dole pleców, ale zaraz za nim podążała płonąca fala
ekstazy. Bunt, strach i uległość stopiły się w jedną, napędzaną adrenaliną masę
rozkoszy. Tępy ucisk grubej tkanki rozciągającej jego trzewia kumulował się w
krzyżu, strzelał dreszczami po kręgosłupie. Jego członek ocierał się o
prześcieradło przy każdym gwałtownym szarpnięciu. W ustach żarliwie ssał
szorstki, słony palec oprawcy, a gdy zęby zacisnęły się na nim w geście
ostatecznej utraty zmysłów, napiął wyćwiczone mięśnie i ześlizgnął się prosto w
czarną, iskrzącą otchłań orgazmu.
Jego wnętrze zacisnęło się w
konwulsyjnych skurczach na członku Fiodora. To miażdżące ciśnienie pchnęło
Rosjanina prosto w przepaść. Z jego gardła wyrwało się donośne warczenie. Wbił
się najgłębiej jak potrafił kilkoma zwierzęcymi, bezlitosnymi uderzeniami i
zesztywniał, pompując gorące nasienie w naprężoną powłokę.
Ciała drżały jeszcze przez długie
chwile. Fiodor powoli wysunął kciuk z warg wciąż spazmatycznie dyszącego
chłopaka. Opadł niżej, klatką piersiową przyklejając się do jego spiętych
pleców i zaczął z nowo narodzoną łagodnością całować wilgotny od potu kark
Petera, na koniec delikatnie przygryzając jego skórę.
Zsunął się z materaca, przysiadając na
krawędzi łóżka i natychmiast sięgnął po papierosa. Bezceremonialnie ściągnął
zabezpieczenie z wiotczejącego członka, a nagie, dygoczące ciało, które przed
chwilą posiadł z taką furią, starannie przykrył luksusowym jedwabiem. Przez
dłuższą chwilę zaciągał się dymem, gapiąc się przed siebie. Gdy poczuł na
plecach roziskrzone spojrzenie zielonych oczu, odwrócił głowę. Peter wtulał się
w jego poduszkę z taką rozkoszną ufnością, że Fiodor nie potrafił powstrzymać
ciepłego uśmiechu. Wypuścił dym, pochylił się nad nim i złożył miękki pocałunek
na spuchniętych wargach chłopaka.
— Śpij, jutro się umyjemy — mruknął
niskim głosem, przeczesując ciemne kosmyki z zaskakującą wręcz czułością,
maskującą resztki zmęczenia na jego twardej twarzy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz